Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do inspiracji (227)

Zimowe szaleństwa

 


Tekst Paweł Wroński


Zima to nie tylko narty i nie tylko góry. Śnieg, lód i wiatr można wykorzystać na wiele sposobów. Możemy zjeżdżać, ślizgać się, latać, skakać, tropić, podziwiać okolicę przez okno z perspektywy basenu z gorącą wodą... Niemal w każdym zakątku Polski znajdziemy zimą relaks i przygodę



Narty lub deska, ale z latawcem


Zacznijmy ewolucyjnie. Do posiadanego wyposażenia narciarskiego albo snowboardu dołóżmy trapez i kite (latawiec). Wykorzystamy siłę wiatru i oderwiemy się... Nie tylko od podłoża, lecz także od zatłoczonych stoków przy wyciągach. Ba, snowkiting, który jest niczym innym jak zimową odmianą kitesurfingu, można uprawiać również na nizinach. Wystarczy bowiem każda większa zaśnieżona przestrzeń. Najlepiej bezleśny płaskowyż, rozległe łąki lub zamarznięte jezioro. Chodzi przecież o to, żeby nic nie osłaniało nas od wiatru i żeby nie było przeszkód: budynków, drzew, niewidocznych skarp, a zwłaszcza linii wysokiego napięcia. Środki ostrożności są niezbędne, ponieważ porwani wiatrem łatwo przekroczymy prędkość 100 km/h, a nierzadko uniesiemy się do trwającego nawet kilkadziesiąt sekund lotu. Uzyskawszy wprawę, dołożymy obroty, salta i inne tricki, odkrywając zarówno własne
możliwości, jak i nowe, pobudzające adrenalinę doznania. Niestety, nie unikniemy wydatków. Niezbędny sprzęt (kite i trapez oraz kask i ochraniacze, jeśli ich nie mamy) kosztuje około 5–6 tysięcy złotych. Na szczęście latem też możemy go używać z deską do surfowania (kitesurfing). Albo z buggy, czyli trójkołowym, zastępującym deskę wózeczkiem. Ten sposób korzystania z latawca przerodził się już w odrębną dyscyplinę uprawianą na... trawie, a zwaną powersurfing. A to jeszcze nie koniec, ponieważ istnieją czterokołowe resorowane wózeczki mountainboard, przystosowane do surfowania w terenie górskim!

 


INFO

Naukę snowkitingu dołączają do swojej oferty szkoły surfingowe i narciarskie. Instruktorów znajdziemy więc w dużych miastach, w ośrodkach zimowych, takich jak Wisła czy Zakopane, oraz w centrach wodniackich na Helu i na Mazurach. Najciekawsze oferty obejmują szkolenia połączone z wyjazdami. Warto tylko sprawdzić, czy organizatorzy posiadają certyfikaty ISKA, istniejącej od 2004 roku The International Snow Kiting Association, czyli organizacji, która dba o bezpieczeństwo i wysokie standardy szkolenia (www.snowkite.org). Wysokiej jakości sprzęt do różnorodnych form kitingu znajdziemy w Power Kite Shop (www.powerkiteshop.pl).



Bajery na lodzie


Bojery pojawiły się na zamarzniętych kanałach Holandii już w XVII stuleciu. Przewożono nimi towary i ludzi. Wraz z emigrantami trafiły niedługo potem na kontynent amerykański. Tam dokonała się ewolucja czysto praktycznego patentu w sprzęt sportowy. Pierwszy obiekt do ślizgu rekreacyjnego wybudowano nad rzeką Hudson około 1790 roku, a 70 lat później powstał pierwszy klub zrzeszający żeglarzy lodowych. Niczym bumerang, ale już w formie rozrywkowo-sportowej, bojery wróciły na Stary Kontynent w XX wieku. Największe uznanie zyskały w krajach nadbałtyckich i w Rosji. Polska dołączyła do międzynarodowej unii bojerowej w 1935 roku. Po dziś dzień polscy żeglarze lodowi należą do najlepszych na świecie. I o ile sportowe środowisko jest nieco hermetyczne, o tyle lodowe szaleństwo w komercyjnym wydaniu szybko się rozkręca i zatacza coraz szersze kręgi. Mekką tej aktywności są Mazury. Tam działają wyspecjalizowane szkoły, a nawet hotele i pensjonaty oferujące pobyty połączone z odpowiednimi kursami. I nie jest to jakiś reklamowy bajer, ale fakt. Lodowym żeglarzom depczą po piętach miłośnicy różnych desek, zarówno surferzy jak i snowboardziści, a nawet deskorolkarze. Wszystko za sprawą wszechogarniającej fascynacji siłą wiatru i magii łopocących żagli. Na lodzie osiągniemy bez wysiłku prędkość 100 km/h. Na taflach
zamarzniętych jezior pojawiają się też coraz częściej bojery z żaglami od desek – iceflyery lub po prostu lodowe deski windsurfingowe – iceboardy. Ich popularność jest uwarunkowana ekonomicznie. Bojer to wydatek bliski łodzi żaglowej, zaś za najlepszą nawet deskę z żaglem zapłacimy dwa, trzy razy mniej. Wszystkie formy lodowego żeglowania bądź surfowania uchodzą za bezpieczne. Jest jednak jedno ale – musi być pewny lód! Mazurskie jeziora rozlewają się w najzimniejszym regionie naszego kraju. Mimo więc korzystnych na ogół warunków, oprócz zaznajomienia się z techniką, żeglarz czy surfer musi zakuć trochę lodowej teorii i nauczyć się rozpoznawać pewny, świeży, krystaliczny lód, zwany czarnym, i odróżniać go od śniegolodu, zwanego szarym, a zwłaszcza od niebezpiecznego lodu, szpilkującego pod wpływem wiatru i sońca... Tak jak w górach przykładamy wagę do komunikatów lawinowych, tak tutaj nie wolno ignorować wiadomości związanych z rodzajem i stabilnością pokrywy lodowej.

 


Komentujesz: Zimowe szaleństwa

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Tagi: narty, sport zimowy, snowboard, kitesurfing, snowkiting, quady, skuter, mors, kumoterki, bojery


Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie