Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do inspiracji (249)

Witaj w Podróży nr 37, sierpień/wrzesień 2013

Zatopiony gród

To woda zmusiła mieszkańców Biskupina do opuszczenia grodu, a potem przyczyniła się do zachowania go dla potomności. Dzięki niej możemy podziwiać liczącą 2,7 tys. lat osadę obronną kultury łużyckiej.

Tekst Marek Zakrzewski

Legendy o chałupach zatopionych w Jeziorze Biskupińskim krążyły w okolicy już od dawna. Nie było w tym nic szczególnego, bowiem powszechnie uważano, że każde jezioro skrywa diamentowy pałac, zatopione miasto lub co najmniej wóz pełen złota. Poza tym trudno było w to nie wierzyć, skoro rzeczywiście nad brzegami jeziora znajdowano dziwne przedmioty. Bomba wybuchła 11 października 1933 r. Dzieci pasące krowy na łące zauważyły wystające z wody szeregi zaostrzonych drewnianych pali. Nie były to, jak na początku sądzono, szczyty mitycznych zabudowań, tylko pozostałości palisady otaczającej starożytny gród. O odkryciu dziatwa natychmiast poinformowała miejscowego nauczyciela Walentego Szwajcera, a ten, domyślając się, że ma do czynienia z czymś wyjątkowym, zawiadomił poznańskich archeologów. Zyskał tym sławę odkrywcy najsłynniejszego polskiego grodu i stanowiska archeologicznego w ogóle. Osada obronna kultury łużyckiej z wczesnej epoki żelaza od razu została nazwana polskimi Pompejami.

Jak odkrywano Biskupin
Wykopaliska rozpoczęły się wiosną następnego roku. Pracami kierowali prof. Józef Kostrzewski i dr Zdzisław Rajewski. Nie było to łatwe zadanie, ponieważ woda zalewała wykopy położone poniżej lustra jeziora. Potrzebne było szybkie działanie, a brakowało pieniędzy. Pamiętajmy, że były to lata 30. XX w. Nie było komputerów ani funduszy z Unii. Bez internetu, podręczników marketingu dla średniozaawansowanych, badań fokusowych i określania grupy docelowej wymyślono akcję propagandowo-informacyjną (czytaj: kampanię reklamową). Zaangażowano radio, prasę i kronikę filmową. Gdyby istniała telewizja, na pewno trwałyby relacje na żywo. Ale były ulotki, plakaty i wystawy. Przyjeżdżali też celebryci. I pomogło. Sypnęły się datki, a także, co ważniejsze, dotacje państwowe. Rząd był zainteresowany badaniami, ponieważ budowniczych grodu, czyli ludność kultury łużyckiej, utożsamiano z Prasłowianami. Skoro mieszkali oni tu już w VIII w. p.n.e. – rozumowano – oznaczało to, że ziemie te od dawna były polskie. Badania mogły nie tylko potwierdzić przynależność etniczną tych terenów, lecz także dać odpór niemieckim teoriom o pochodzeniu narodów europejskich od Indogermanów. Dziś obie te teorie nie znajdują potwierdzenia, ale musimy pamiętać, że wówczas archeologia, poza naukowym, miała również do spełnienia ważny cel polityczny.

To były pionierskie czasy i pionierskie wykopaliska (a przy tym największe w ówczesnej Polsce). Wszystko było tu nowe. Po raz pierwszy np. zastosowano balon na uwięzi do fotografowania z powietrza. Tak rozległych wykopów nie dałoby się objąć z wieży czy drabiny, nawet 10-metrowej. Zdjęcia, które wówczas powstały, były świetnej jakości i stały się sensacją na świecie. Zastosowano też nowoczesne metody konserwacji. Wydobyte z wody drewno szybko niszczało, dlatego poddawano je kosztownym kąpielom parafinowym. A że nie były do końca skuteczne? Cóż, do dziś nie wynaleziono idealnej metody. Kolejną nowością było wybudowanie tamy chroniącej wykopy przez zalewaniem. Pracowała tu również pompa spalinowa, płetwonurkowie przeszukiwali dno jeziora, a nad półwyspem latały balony i samoloty. Po raz pierwszy pojawiło się też auto. Za pokaźną kwotę 400 zł zakupiono wiekowego forda. Jak podaje w książce „Z dziejów polskiej archeologii” niestrudzony popularyzator archeologii prof. Jerzy Gąssowski: „Starożytny ten wehikuł – pierwszy samochód w archeologii polskiej – dzielnie spisywał się w czasie doraźnych wyjazdów na badania na obszarze całego powiatu”. Pomyślano także o turystach – wzniesiono pomosty widokowe, zbudowano makietę osady, powstały pierwsze rekonstrukcje. Wkrótce zaczęły przyjeżdżać wycieczki. Wszyscy chcieli zobaczyć polskie Pompeje.


Komentujesz: Zatopiony gród

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Tagi: biskupin, historia


Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie