Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do inspiracji (292)

Witaj w Podróży nr 40, luty/marzec 2014

Wzór mocy


Tajowie są przesądni. Przed demonami chronią ich talizmany i amulety. Albo tatuaże, które wychodzą spod ręki mnicha w buddyjskiej świątyni. Co roku w marcu podczas ceremonii Wai Kru tysiące wiernych spotyka się, by naładować swoje tatuaże mocą i pokazać światu ich mistyczną siłę.

Tekst Maciej Klimowicz

Jak w niemal każdej buddyjskiej świątyni w Tajlandii, w położonej 50 km na zachód od Bangkoku Wat Bang Phra panuje dziwna atmosfera – owszem, mistyczna, lecz również nieco jarmarczna. Przed budynkiem gromadzi się tłum ludzi – wierni mieszają się z gapiami. Ci, którym udało się wejść do środka, mogą podziwiać zgromadzone tu artefakty, tygrysie skóry, kły oraz dziesiątki amuletów leżących w zakurzonych witrynach. Jednak to, co najważniejsze, odbywa się w niewielkiej salce na piętrze.

Tu atmosfera jest już znacznie bardziej wyciszona. Na fotelach i ławach siedzą gotowi do pracy mnisi i ich pomocnicy. Na podłodze na swoją kolej czekają chętni na tatuaż. Niektórzy jeszcze przebierają w katalogach motywów i znaków dostępnych dla wiernych i dyskutują półgłosem, jednak większość tu zabranych w skupieniu obserwuje precyzyjne ruchy dłoni mnicha dziergającego tajemniczy wzór. Jego tajska nazwa – sak yant – odnosi się do techniki jego wykonywania. Sak znaczy stukać, opukiwać, a yant to tajska nazwa jantry – wywodzącego się z sanskrytu terminu oznaczającego graficzną reprezentację boskiego pierwiastka (odpowiednik mantry, która ten sam pierwiastek przedstawia w formie dźwięku).

Kwadrans bólu
Tatuaż wykonywany jest za pomocą długiego szpikulca z bambusa lub z metalu. Najpierw jego ostra końcówka trafia do zbiorniczka z barwnikiem (jego skład okryty jest tajemnicą – mówi się, że obok sadzy i oleju palmowego znajduje się w nim również wężowy jad). Następnie zwinne dłonie mnicha lub uprawnionego do wykonywania świątynnych tatuaży mistrza przykładają ostrze do skóry i nakłuwają ją w serii precyzyjnych ruchów. Powstające w ten sposób kropki układają się w linie tworzące coraz bardziej skomplikowane i podobno magiczne wzory.

Ostrze rytmicznie uderza w skórę i przebija ją, wtłaczając tusz głęboko pod naskórek. Jeden fałszywy ruch czy drgnięcie dłoni, a wzór straci właściwy sobie kształt. By tego uniknąć, tatuowana osoba jest niekiedy przytrzymywana przez kilku pomocników, którzy skutecznie krępują jej ruchy i naciągają skórę w miejscu, w którym ma pojawić się tatuaż. Cały proces zazwyczaj nie trwa dłużej niż 15 min, zaś efekty są wprost oszałamiające. Naprawdę trudno uwierzyć, że te piękne i precyzyjne wzory powstają w tak ekspresowym tempie. Nie może być jednak inaczej – kolejni chętni czekają już w kolejce, wspólnie z mnichami wybierając symbole dopasowane do własnych potrzeb, wykonywanego zawodu i układu gwiazd w dniu narodzin.

Podobne symbole i znaki wykonywane identyczną techniką oferują salony tatuażu rozsiane w całej Tajlandii. Ale jedynie tatuaż, który wychodzi spod ręki mnicha lub jest przez niego pobłogosławiony, może nosić w sobie mistyczne moce. I tylko on zapewni szczęście, dobrobyt, zdrowie oraz ochronę przed złem. Tym niewidzialnym: demonami i złymi duchami, oraz tym całkiem namacalnym: w postaci ciosu nożem czy kuli z pistoletu. Tajowie to naród niezwykle przesądny, lubujący się w historiach o duchach i demonach oraz szukający przed nimi ochrony we wszelkiego rodzaju amuletach. Nie dziwi więc zawrotna kariera, jaką zrobił w tym kraju sak yant.

Nie dla ozdoby
Jeszcze przed chwilą na placu przed świątynią panował wręcz piknikowy nastrój. Na plastikowych matach, w palącym słońcu usadawiały się całe rodziny, interes życia robili sprzedawcy słomianych wachlarzy, a chwilową ulgę w upale przynosiły lody na patyku i słodkie napoje w plastikowych kubeczkach. Od kiedy jednak na ołtarzu stojącym z przodu placu pojawiła się grupa buddyjskich mnichów, atmosfera zmieniła się nie do poznania. Właśnie rozpoczęła się ceremonia Wai Kru, zwana na potrzeby turystów festiwalem tatuażu.

Tłum wiernych posłusznie powtarza dyktowane przez głośniki słowa modlitwy. Mantra tysiąca ni to szepczących, ni to mruczących głosów nabiera ogromnej siły i wyrazu. W gęstym tłumie po mojej lewej stronie w jej takt buja się rozebrany do pasa mężczyzna. Oczy przymknięte, splecione w modlitwie dłonie przyciśnięte do czoła, skupiony wyraz twarzy, a na karku, po którym raz po raz spływają krople potu – tatuaż. Dziewięć pionowych linii układa się w strzelistą piramidkę. To gao yord, którego dziewięć wierzchołków symbolizuje świętą górę Meru stanowiącą w hinduizmie centrum wszechświata. Pod każdą z linii znajdują się trzy ułożone jeden na drugim owale przywodzące na myśl Buddę siedzącego w medytacyjnej pozie. To nie pierwszy i nie ostatni raz, kiedy w Tajlandii buddyzm przenika się z hinduizmem.

Wiodę dalej wzrokiem po tłumie i trafiam na plecy pokaźnej postury Taja – są w całości pokryte tatuażami. Na karku znowu gao yord – to bardzo popularny wzór, który łatwo dostrzec na szyjach bangkockich taksówkarzy, a także nad ich głowami, nakreślony markerem na dachu ich toyot czy subaru. Nieco niżej po plecach Taja pną się dwa tygrysy w lustrzanym odbiciu – to yant suea, symbol władzy i autorytetu. Dolną część pleców okupuje imponujący rozmiarem i precyzją wykonania lew (singh yant) – jest popularny wśród personelu wojskowego, policjantów oraz polityków. Przez chwilę miga mi jeszcze bok mężczyzny i umiejscowiony tam tao reuan – żółw mający gwarantować dobre zdrowie i długowieczność.

Obok dzikich zwierząt i mitycznych postaci mnożą się tajemnicze symbole, pełne harmonii figury geometryczne oraz słowa nakreślone znakami tajskiego alfabetu. Wiele wzorów może liczyć sobie nawet 3 tys. lat – zwłaszcza te mające źródło w hinduskim eposie „Ramajana”. Inne mogą być współczesne, zaprojektowane niedawno przez buddyjskich mnichów. A właściwie nie tyle zaprojektowane, ile odkryte. Wyznawcy hinduizmu wierzą bowiem, że jantry to symbole oparte na kosmicznej harmonii, które istnieją od początku czasu.


Komentujesz: Wzór mocy

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie