Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do inspiracji (227)

WITAJCIE KU NAM W ZAKOPANEM

 


A po co wy turysty, chodzicie w te góry, w ogóle? Przecie wszyćko piknie widać z dołu. Mordować się nie trzeba, a i moc atrakcji większa, rozejrzyjta się ino w koło – radzą górale. I jest to jakaś propozycja.


Skoro pod Giewontem ustawiają się wielogodzinne kolejki marzące o tym, aby wejść na szczyt, a na łańcuchach Orlej Perci (od niedawna obowiązuje ruch jednostronny) robią się zatory pomiędzy napływającymi z różnych stron wycieczkami kolonistów, oddziałem szybko maszerujących zakonnic oraz niedzielnych turystów w japonkach - czy nie lepiej odpuścić sobie i nie pchać się w góry? Wiem, wiem, że niektórym narażam się samym tylko rozpatrywaniem tej świętokradczej tezy ale postarm się dowieść, że weekend z widokiem na góry jest o wiele przyjemnijeszy, ciekawszy i mniej męczący niż weekend w górach.
Zejdźmy zatem bez żalu z mocno zatłoczonych górskich ścieżek i zapuśćmy się w doliny, by zwiedzać zabytkowe obiekty i tropić legendy miasta oraz okolic. Przez lata Zakopane zmieniało wielokrotnie swój charakter, od leniwej wioski góralskiej i centrum wydobycia rudy żelaza, aż po uzdrowisko dla chorych na gruźlicę, letnisko dla mieszczan i inteligencji, by w końcu aspirować do nowoczesnego kurortu. Warto rozpocząć spacer od odkrywania jak bardzo miasto ulegało przeobrażaniu i co uchowało się w nim jeszcze z dawnych dni.

 



W stronę Krupówek


Zacznijmy swoją przygodę z Zakopanem, tak jak zaczyna ją wiekszośc turystów, od dwroca. Tuż obok bar mleczny Fis dokładnie na przeciwko dworca autobusowego, zaraz obok postoju prywatnych przewoźników. To właśnie tu przed laty stawali swoimi samochodami górale proponując konkurencyjne przewozy, nieco droższe niż PKS i znacznie niższe niż TAXI ale za to nawet o późnych, wieczorowych porach, co miało swoje duże plusy, gdy rozbawiony i rozhulany turysta wracał niepewnym krokiem i chciał dostać się do kwatery w Kościelisku, Jaszczurówce, Poroninie lub Bukowinie. Szukając drugiego baru mlecznego „Społem Grota“, gdzie przychodzili jadać mieszkańcy, trzeba pójść dalej ulicą T. Kościuszki, kierując się w stronę Krupówek. Wcześniej jednak, po drodze, z prawej strony wyrasta nagle reprezentacyjna bryła budynku Willi Stamary, przemianowanej na Grand Hotel, który został zbudowany w 1905 roku na życzenie śpiewaczki operowej Marii Budziszewskiej, zaprojektowany przez Eugeniusza Wesołowskiego w czystym stylu zakopiańskim. Ten sam architekt nakreślił również plany kina Sokół, działającego do tej pory. Naprzeciwko hotelu wśród drzew stoi Kossakówka, drewniana pracownia Wojciecha Kossaka, sławnego malarza i ojca Jerzego Kossaka, Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej oraz Magdaleny Samozwaniec. Nieco dalej i po lewej stronie otwiera się rozległa miejską łąką. To Rówień Krupowa, od 2001 roku wpisana do rejestru zabytków. Najlepiej przyjechać tu na wiosnę, kiedy kwitną dywany pstrokatych krokusów. Nad łąką dumnie króluje symbol Zakopanego - granitowy masyw Giewontu, przypominający śpiącego rycerza, trzymającego ręce i tarczę na piersi. Jedna z legend mówi, że w grocie pod górą czeka uśpione wojsko. Rycerze mają wstać i ruszyć do boju, gdy przyjdą złe czasy dla kraju. (Więcej ludowych opowiastek http://e-zakopane.pl/legendy/ ). Jak opisywał ten widok Kornel Makuszyński - kolejny zasłużony i honorowy obywatel Zakopanego - "z lewej Giewont, z prawej Gubałówka, a w środku - deszcz... ". Jego muzeum mieści się w domu, który zamieszkiwał z rodziną, w Willi Opolanka, przy ul. Tetmajera 15.



Droga grzeszników


Dzisiaj główną ulicą Zakopanego są Krupówki i tu bije serce miasta. Jej rozwój i popularność zawdzięczamy Galicyjskiemu Towarzystwu Tatrzańskiemu - założonemu w 1873 r., a w 1874 r. przekształconemu w Towarzystwo Tatrzańskie, będące pierwszą organizacją turystyczną na ziemiach polskich, z siedzibą w Dworze Tatrzańskim, usytuowanym dokładnie przy Krupówkach pod nr 12. Przez lata TT było jedynym włodarzem Zakopanego i dbało o podnoszeniem poziomu cywilizacyjnego miasta, budując własnym sumptem chodniki i ustawiając latarnie naftowe oraz ławki. W latach 80 XIX w. ulica ciągnęła się od ul. Kościeliskiej, u zbiegu której wybudowano kamienny kościół (dziś pw Najświętszej Rodziny) oraz najstarszy w mieście Hotel pod Giewontem (obecnie mieści się tu restauracja Gazdowo Kuźnia), aż do Drogi do Kuźnic, gdzie działały liczne huty. Ten często uczęszczany szlak szybko stał się najbardziej popularnym miejscem i wyznaczył centrum handlowe miasta. Nazwany przekornie Drogą Grzeszników, od górników i robotników wracających z hut, którzy po zabawach w karczmie żyda Singera, znajdowali ukojenie ducha w kościelnym konfesjonale, a pokutę w postaci rózg wymierzanych kijem na plebanii przez ks. Józefa Stolarczyka - pierwszego proboszcza Zakopanego. Podjął się on trudnej misji wychowawczej i napominał górali między innymi, aby nie kładli się na babę jeszcze przed ślubem oraz nie niszczyli tabliczek oznaczających szlaki w górach. W tym drugim przypadku kazał do oznaczeń przybić wizerunki Matki Boskiej i co niedzielę grzmiał z ambony, że temu kto ukradnie tabliczkę, Matka Boska rękę u.... (czytaj: ręka mu uschnie). No i podziałało. A córka wspomnianego wyżej Singera - Józefa gospodarząca karczmą po śmierci ojca, stanowiła pierwowzór postaci Racheli z Wesela Stanisława Wyspiańskiego.

 



Targowisko próżności


Aktualnie Krupówki koncentrują się przede wszystkim na obsłudze ruchu turystycznego oferując całe "dobrodziejstwo" popularnego kurortu w połączeniu z szalonym lunaparkiem. Sklepy, restauracje, butiki, punkty usługowe, uliczni sprzedawcy, grajkowie, artyści i naciągacze oraz plastikowa oprawa krzycząca mocnymi kolorami, to najczęstszy widok jaki zostaje w pamięci. Sam deptak stał się targowiskiem próżności, gdzie przechadzają się ramię w ramię najnowsza moda oraz lans. Nierzadko można zobaczyć człowieka w nowiutkim kombinezonie narciarskim i butach za grube tysiące złotych, niosącego na ramieniu narty albo "super" wspinacza z fabrycznie nowymi rakami i czekanem. Cóż, że w górach nie ma śniegu, trzeba się przecież pokazać! To właśnie z takich przyjezdnych żartował wesołek Józef Krzeptowski, jeden z najsłynniejszych przewodników i ratowników tatrzańskich, pokazując im szczyt Gerlacha z Gubałówki. Na uwagę młodszego przewodnika, że tego szczytu nijak nie może być stąd widać, odpowiedział - „Cichoj, głuptoku, panowie płacom dobre dutki, to musom Gerlachu widzieć”. Krupówki to głośna i hałaśliwa ulica bawiąca się do późnych godzin nocnych. Rozkrzyczany tłum oraz konkurencja wypłoszyły z niej przedstawicieli lokalnego folkloru. Nie spotkamy już poczciwych babinek handlujących samodzielnie zrobionymi oscypkami, ani nieco szalonego rzeźbiarza, który jeszcze przed kilkunastoma laty w największe mrozy bez rękawiczek wycinał świątki i mówił do siebie. Taką rzeźbę można było kupić wtedy za parę złotych, za paczkę papierosów lub coś do jedzenia. Ostał się tylko pchli targ na Placu Niepodległości, gdzie można nabyć trochę osobliwych pamiątek, wychodzących poza standardową drewnianą ciupagę z niedbale odlanymi parzenicami. Nawet najbardziej znany w mieście miś, który od 1957 r. stał przez 30 lat na skrzyżowaniu Krupówek i ul. J. Piłsudskiego, stracił ostatnio swoją formę na rzecz wielu spragnionych zysku imitatorów. Pan Czesław Gąsienica, syn najstarszego niedźwiedzia, pozującego do zdjęć z Giewontem w tle, przejął rodzinny interes ale teraz kostium z owczej skóry umocowany jest na drutach, a on sam nie chodzi już w nim, lecz fotografuje turystów jedynie z kukłą misia i psem.



Coś na ząb


Dobrze zjeść za to można wszędzie, bowiem lokale konkurują ze sobą o klienta. Będąc w Zakopanem koniecznie należy skosztować dań regionalnych, które choć proste i mało wykwintne są bardzo smaczne i obficie podawane. I tak góralskie pierogi z grubymi skwarkami, pieczony oscypek z żurawiną, kwaśnica na żeberkach, moskole, kluski hałuski, prażucha z boczkiem, bundz, żentyca, pieczony udziec barani, czy pstrąg w ziołach z dodatkami na pewno poruszą niejedno podniebienie. Większość lokali aranżowana jest na stare karczmy góralskie z dużą ilością drewna i ludowym wystrojem wnętrza. Oczywiście nie może zabraknąć kapeli góralskiej, która przygrywa i śpiewa do jedzenia. Najpopularniejsze z nich, to Czarny Staw znajdujący się na samym dole Krupówek vis a vis kościoła przy ul. Krupówki 2/4 oraz Stek Chałupa w środkowej części ul. Krupówki 33. Do klasyki gatunku należy zaliczyć restaurację Kolorową mieszczącą się obok wszędobylskiego McDonalda - ul. Krupówki 26 oraz kawiarnię Europejską ul. Krupówki 37, w której co prawda nie zjemy ale za to napijemy się i przednio zabawimy słuchając plotek i opowieści z gór. Obok Kolorowej pod numerem 24 znajdziemy kawiarnię Szarotka, znaną dobrze bywalcom Zakopanego jako Dziurka. Po wojnie spotykali się tu znani mieszkańcy Zakopanego w tym wielu literatów. Ale najlepsze pstrągi sa kawałek drogi stąd w słynnej Bigosówce na Głodówce. Nie tylko na pstrągi warto się tam wybrać, bo to właśnie z tego miejsca rozciąga się najpiękniejsza panorama Tatr. Do 1999 r. na hasło "słodki deser" była tylko jedna odpowiedź - kultowy zakopiański Cocktail Bar usytuowany przy Krupówkach pod nr 40, w budynku dawnego Hotelu Sport oraz Restauracji Przełęcz. Zjeść tam można było pyszne rurki z kremem, ciastka (w tym kultowe rożki orzechowe), torty, galaretki i sałatki owocowe, no i przede wszystkim lody w wielu wersjach oraz smakach, z nieśmiertelną Ambrozją na czele. Niestety lokal został sprzedany, a na miejscu jednego Cocktail Baru pojawiły się trzy, rozrzucone po różnych częściach miasta. Najbardziej widoczny znajduje się w budynku Hotelu Morskie Oko, w centralnej części Krupówek. Miłośnicy oryginalnego smaku i receptury muszą się jednak udać się wyżej, ulicą Zamojskiego, ponieważ tam właśnie ulokowali się spadkobiercy tradycji pierwszego Cocktail Baru.



Ród Witkiewiczów


Duża część malowniczych dziejów Zakopanego utrwalona jest w architekturze, bowiem to właśnie budynki stały się żywymi kartami historii, gromadząc legendy o ludziach, którzy je wznosili i o tych, którzy w nich mieszkali. Największy wpływ wywarł Stanisław Witkiewicz - malarz, architekt, pisarz i twórca unikalnego na skalę całego kraju stylu zakopiańskiego, który zaowocował przepięknymi willami i pensjonatami. Witkiewicz czerpał z ludowego budownictwa góralskiego, rozwijając elementy artystyczne i łącząc dostojność bryły ze strzelistością. Urok tych projektów doskonale wpisujących się w atmosferę i charakter miasta zjednał mu całe grono klientów oraz naśladowców, którzy w latach późniejszych nawiązywali do jego twórczości. Pierwszym budynkiem w tym stylu była Willa Koliba wybudowana w latach 1892-93 przy ul. Kościeliskiej 18. Obecnie mieści się w niej Muzeum Stylu Zakopiańskiego im. Stanisława Witkiewicza. Drugim Willa Pepita, przechrzczona później na Ładę, niestety spłonęła i nie zachowała się do naszych czasów. W myśl tych samych zasad Witkiewicz zaprojektował kameralną Kaplicę Najświętszego Serca Jezusa w Jaszczurówce, stały punkt na trasie okolicznych wędrówek. Wiele sławnych osób odwiedzających Zakopane wiązało swoje losy z zakopiańskimi willami. Willa Harenda stała się domem znanego poeta Jana Kasprowicza (dziś znajduje się w niej jego muzeum). W Lutni mieszkał i tworzył Mieczysław Karłowicz, skąd też wyruszył na swoją ostatnią narciarską wyprawę u stóp Małego Kościelca. Krzysztof Kamil Baczyński spędził ostatnie dwa lata przed wojną w Will Bajka. W innym projekcie Witkiewicza - Konstantynówce, bywali Józef Piłsudski, Witkacy, Stefan Żeromski, a Tymon Niesiołowski miał tu swoją pracownię malarską. W latach 1882-84 wybudowano Willę Modrzejów dla najsłynniejszej ówcześnie polskiej aktorki - Heleny Modrzejewskiej. W Willi Ślimak postawionej przez Jędrzeja Ślimaka, odbyły się w 1891 r. huczne chrzciny syna Stanisława Witkiewicza - małego Stanisława Ignacego, którego rodzicami chrzestnymi byli Helena Modrzejewska oraz Jan Krzeptowski Sabała, naczelny bajarza Podhala i muzykant o zbójnickim życiorysie. A skoro o Witkacym już mowa... Nie mam chyba bardziej barwnej i zwariowanej postaci związanej z Zakopanem niż ten niepokorny artysta, filozof, pisarz i wizjoner, który na stałe wpisał się w zakopiańską bohemę z przełomu wieków. Największą popularność zdobył jako portrecista, w prowadzonej przez siebie jednoosobowej firmie, z pracownią w Witkiewiczówce. Był również twórcą Teatru Formistycznego, w którym wystawiał swoje dramaty. Nawet po samobójczej śmierci stał się autorem skandalu. Okazało się, że sprowadzone i złożone na Starym Cmentarzu zwloki bynajmniej nie nalżą do poety lecz do niezidentyfikowanej młodej kobiety. Tropiąc losy tego niespokojnego ducha warto przejść się do Teatru im. St. I. Witkiewicza przy ul. Chramcówki 15, który powstał z pasji krakowskich aktorów i reżyserów, doceniających filozofię Witkacego oraz nawiązujących do dziedzictwa kulturowego jakie zaistniało w Zakopanem w pierwszych dziesięcioleciach XX w.



Na Pęksowym Brzyzku


Takich tropów, opowieści, anegdot i legend o Zakopanem i jego mieszkańcach jest mnóstwo. Nie wiadomo ile tak naprawdę potrzeba czasu, aby poznać choć część z nich. Być może nie uda nam się to nigdy. Tak jak nie wspomnieliśmy tu o wielu, wielu osobach, które stworzyły ten bajecznie kolorowy kalejdoskop ludzkich losów. Jak choćby o "Orle Tatr" - Klimku Bachledzie, najsłynniejszym przewodniku tatrzańskim, cieśli i budowniczym wielu willi zakopiańskich, czy Kubie Gąsienicy-Kloryku, pierwszym listonoszu, który nie potrafiąc czytać i pisać dostarczał listy Tytusowi Chałubińskiemu do Pięciu Stawów, idąc boso przez Zawrat. Czy też choćby o Stanisławie Marusarzu "polskim królu nart", wicemistrzu świata w skokach narciarskim z 1936 r. i kurierze Armii Krajowej, który oddał ok. 10 tys. skoków, a w powietrzu przeleciał ponad 700 km., podobno skacząc nawet z wagonika kolejki na Kasprowy Wierch. Wszystkich ich połączyła miłość do Zakopanego i wszyscy znaleźli tu swoje honorowe miejsce. Najbardziej zasłużeni leżą teraz w cichych alejkach na Pęksowym Brzysku, otoczeni nieśmiertelną chwałą, ze smrekami i wiekowymi modrzewiami nad głową, które nucą im góralskie kołysanki.



Komentujesz: WITAJCIE KU NAM W ZAKOPANEM

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Tagi: góry, giewont, małopolska, zakopane, weekend


Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


  • iwa9823

    Góry są śliczne. Nawet ta satysfakcja z tego że będziesz się po nich wspinać jest niezła. A gdy do tego masz wokół swoich przyjaciół jest wyśmienicie. Wspólne rozmowy oraz dążenie to...

    iwa9823

  • iwa9823

    Góry są śliczne. Nawet ta satysfakcja z tego że będziesz sie po nich wspinać jest niezła :) A gdy do tego masz wokół swoich przyjaciół jest wyśmienicie. Wspólne rozmowy oraz dążenie to...

    iwa9823

  • franek420

    Zawsze fascynowały mnie góry. W Polsce, oczywiście, najbardziej Tatry. Za granicą byłem w Alpach, Pirenejach, w rumuńskich Karpatach i w Górach Dynarskich. Godzinami mogę patrzeć na szczyty...

    franek420

Zgłoś nadużycie

Skomentuj artykuł