Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do inspiracji (235)

Witaj w Podróży nr 34, luty/marzec 2013

Warszawa: Miasto o dwóch twarzach

18 dzielnic, architektoniczny bałagan i skomplikowana historia w tle. To Warszawa. Gwarna, rozedrgana, wciąż biegnąca, pełna kontrastów. I taka też będzie nasza weekendowa wędrówka. W pośpiechu pominiemy Stare Miasto i zapomnimy o Wilanowie. Pokażemy stolicę, jakiej nie znacie.

Tekst Małgorzata Ruszkowska/Break in Warsaw


Sobota
Jeśli do Warszawy przyjedziecie już w piątek, proponuję przenocować w jednym z rozlicznych hosteli w Śródmieściu. Świetne są Emma, Mermaid bądź Tapir przy ul. Wilczej albo Chillout przy ul. Poznańskiej 7 m. 7. Rano zadbajcie koniecznie o dobre śniadanie – jedzenie go w knajpie jest obecnie w Warszawie niezwykle modne. Ciepłe bułeczki z nutellą z białej czekolady w Charlotte przy pl. Zbawiciela, świetna latte z ciastem marchewkowym po sąsiedzku w Coffee Karma albo wariant ciut ekskluzywny: sałata z grillowanym halloumi w Cafe 6/12 przy ul. Żurawiej zapewnią nam odpowiednią dawkę energii na start.

Na początek zwiedzania proponuję Śródmieście Południowe. Poczujecie tu atmosferę Paryża Północy – tak Warszawa była nazywana przed wojną. Na Poznańskiej, Wilczej, Hożej, Żurawiej, w Al. Ujazdowskich czy na Wspólnej nadal można zobaczyć, jak piękne i eleganckie było to miasto. Choć na budynkach w wielu miejscach wciąż widać ślady po kulach, stare domy trwają niewzruszone. Z pietyzmem układa się tu od nowa uliczny bruk, a w podwórkach stoją zezowate Jezusy i Maryje. Dzielnica ta w czasie wojny należała do Niemców, dlatego też wyszła z wojennego armagedonu obronną ręką. Warto bez planu zgubić się tu w plątaninie uroczych uliczek, pomiędzy pięknymi kamienicami. Jest jednak kilka punktów, do których przespacerować się należy. Budynek przy ul. Wspólnej 62 pełnił w latach 50. XX w. funkcję siedziby Prezydium Rządu, dziś mieszczą się tu ekskluzywne biura Ufficio Primo. W środku możemy się poczuć jak... na Wawelu! Krużganki otaczają dziedziniec oświetlany z góry przez okrągłe świetliki w kopulastym dachu. Trudno wejść do środka, bo drzwi strzegą groźni ochroniarze, ale przy odrobinie szczęścia może trafimy na kogoś o łagodniejszym sercu. Zajdźmy też do kościoła św. Barbary (ul. Nowogrodzka 51). W II połowie XVIII w. na terenie, na którym stoi, założono pierwszy podmiejski cmentarz. Pochowano tu ok. 130 tys. ludzi, również znamienitych, jak Elżbieta Grabowska, morganatyczna żona Stanisława Augusta Poniatowskiego. Stąd już tylko skręt w ul. Emilii Plater, krótki oddech i oto z cichego, urokliwego zakątka wkraczamy w prawdziwe bucząco--huczące centrum. Mamy kontrast numer jeden: ciszę i huk, spacer i bieg, kameralność i monumentalizm architektury. Tuż obok siebie.

Pokonujemy podziemne przejście i jesteśmy na Dworcu Centralnym. To kawał historii i (jednak) całkiem niezłej architektury, uwolnionej niedawno od ton kurzu i brudu. Jednym z największych archizderzeń jest tu centrum handlowe Złote Tarasy, jak magma oblewające dworcowy budynek. Tuż obok do góry pnie się apartamentowiec projektu Daniela Libeskinda i jeszcze parę innych wieżowców trochę nieskładnie rozrzuconych po zabałaganionym centrum między wielką płytą a starymi kamienicami. W niedalekim sąsiedztwie, w Al. Jerozolimskich 51, mieści się Fotoplastikon Warszawski. Ponad 5 tys. zdjęć, ponad 100 lat tradycji i oldskulowy klimat. Tu zdecydowanie należy wejść.

Stąd tylko jedna ulica dzieli nas od księcia Warszawy, niechcianego daru Józefa Stalina dla Polaków (a miało być metro!), jednej z najbardziej kontrowersyjnych budowli ery komunizmu – Pałacu Kultury i Nauki. Wewnątrz są m.in. teatry, sale kinowe oraz dziesiątki miejskich urzędów. W swoje progi pałac przyjmował nie tylko towarzyszy zjeżdżających na zjazdy partyjne, lecz także młodych gniewnych Rolling Stonesów i mistrzów jazzu, jak Miles Davis czy Herbie Hancock. Z 30. piętra można podziwiać panoramę Warszawy i zobaczyć, jaka jest wielka i zróżnicowana.

W tym momencie proponuję po raz pierwszy dziś skorzystać z komunikacji i jakimkolwiek autobusem bądź tramwajem przejechać z przystanku przy Marszałkowskiej (po przeciwnej stronie Pałacu Kultury i Nauki) na przystanek Królewska, skąd po przejściu paru kroków znajdziemy się w innym świecie (kolejny kontrast). Przed nami rozpościera się jeden z piękniejszych, ale też bardziej kameralnych parków stolicy – Ogród Saski, pierwszy park królewski w Warszawie udostępniony szerszej publiczności. Nawet jeśli ktoś uważa, że Warszawa jest brzydka, nie może odmówić urody jej parkom. W trakcie spaceru przez ogród warto kupić jeden z warszawskich słodkich przysmaków, jakie zazwyczaj się tu sprzedaje: ryżową szyszkę albo pańską skórkę. Proponuję albo niespieszny spacer alejkami parkowymi, albo udanie się prosto na pl. Piłsudskiego, na którym groźnie spogląda nie kto inny, jak sam Marszałek. Jeśli mamy szczęście, możemy obejrzeć zmianę warty przy Grobie Nieznanego Żołnierza (odbywają się co godzinę przez całą dobę). W tym miejscu, w otoczeniu innych pałaców, stał do wojny Pałac Saski. Część ocalałej kolumnady wykorzystano do budowy pomnika. Tutaj – jak to w Warszawie – znajdziemy wszystko: stary piękny park, szyk z lat 70. reprezentowany przez dawny hotel Victoria, dziś Sofitel Victoria („Hotel twoich snów, tutaj jak w telewizorze” – jak śpiewał zespół Kombi), XVIII-wieczny kościół ewangelicko-augsburski z imponującą kopułą (tutaj Chopin grywał na eolimelodikonie) i nowoczesny budynek biurowy autorstwa sir Normana Fostera, przez warszawiaków zwany Żyletą. A jeśli jesteśmy fanami sztuki współczesnej, możemy zatrzymać się w galerii Zachęta mieszczącej się w zabytkowym budynku tuż obok kościoła.

Na obiad pobiegnijmy przez plac do kameralnej restauracji z prostym jedzeniem i miłą atmosferą – U Kucharzy przy ul. Ossolińskich 7. Naprzeciwko znajduje się jeden z najstarszych hoteli warszawskich, czyli Bristol, z którego okien Jan Kiepura śpiewał „Brunetki, blondynki...”, i oczywiście Pałac Prezydencki. Przed nim stoi pomnik przystojnego księcia, królewskiego kuzyna, ulubieńca warszawiaków – Józefa Poniatowskiego, najczęściej przesuwany warszawski pomnik.
Udajmy się teraz na dół – ul. Karową aż do ul. Dobrej 56/66, gdzie stoi nowoczesny budynek Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, ulubione miejsce nie tylko studentów. Warto wejść... na jej dach (wiosną i latem skąpany jest w zieleni) i spojrzeć jeszcze raz na Warszawę. Nawet stąd widać – jakżeby inaczej – Pałac Kultury i Nauki. I Stadion Narodowy – zamieniony w nowoczesną konstrukcję dawny Stadion Dziesięciolecia, powstały na gruzach zwiezionych tu z całej Warszawy. Znów – historia i nowoczesność.

Jeśli na dziś mamy już dość wrażeń, zasiądźmy przy dobrej lekturze i szarlotce w jednej z pobliskich księgarnio-kawiarni – w Czułym Barbarzyńcy (ul. Dobra 31) albo Tarabuku (ul. Browarna 6). Można też wybrać się nad Wisłę: latem – na lampkę szprycera, koncert do nadwiślańskich knajp i podziwianie rozgwieżdżonego nieba, zimą – do Centrum Nauki Kopernik (ul. Wybrzeże Kościuszkowskie 20), gdzie atrakcji dla małych i dużych nigdy dość.


Komentujesz: Warszawa: Miasto o dwóch twarzach

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Tagi: warszawa, warszawa nieznana


Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie