Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do inspiracji (227)

Witaj w Podróży nr 30 czerwiec/lipiec 2012

W pogoni za marzeniami



Trzeba mocno chcieć, a w realizacji naszych marzeń pomogą nam inni, dobrzy ludzie, którzy podzielają naszą pasję – mówi Natasza Caban, która samotnie opłynęła kulę ziemską.


Lubi Pani adrenalinę?

– Tak, bo pozwala mi przeżyć fajne rzeczy i mobilizuje do pokonywania własnych słabości, strachu i lęku. Nie ma nic lepszego od uczucia satysfakcji i radości z podwyższonego poziomu endorfiny, która się wówczas wytwarza. To świetne uczucie, od którego można się uzależnić.


Czy właśnie przez to uzależnienie zdecydowała się Pani na uprawianie sportów ekstremalnych? Fascynują Panią motory, opłynęła Pani samotnie kulę ziemską...

– Motocykle podobały mi się zawsze, ale jako pierwsze wybrały mnie żagle. Miałam marzenie, by odbyć samotny rejs. Jednak uprawianie takich, a nie innych sportów to nie tylko potrzeba podwyższenia sobie poziomu adrenaliny, lecz także mój sposób na życie. Gdy już zdobyłam swój Mount Everest w żeglarstwie, postanowiłam dzielić się tą pasją z innymi. Lubię realizować swoje marzenia, a to, że wiążą się one ze sportami ekstremalnymi, wynika chyba z tego, że to one same, nie wiedzieć czemu, mnie wybierają.


To miłe...

– Nie zawsze. Czasami to prawdziwe przekleństwo. Na przykład podczas pobytu w Nowej Zelandii, gdy już miałam skoczyć na bungee, stojąc na krawędzi i patrząc w dół, zastanawiałam się, czemu mnie kręcą takie zabawy. Czy muszę to robić, by czuć się spełnioną? Czy nie ma prostszych sposobów? Jednak po wykonaniu zadania niczego nie żałuję, zapominam o strachu i jest super.


Ile miała Pani lat, kiedy zaczęła przygodę z żaglami?

– Siedem. Wtedy stawiałam pierwsze kroki na obozie żeglarskim. Moja siostra żeglowała i ja również chciałam to robić. Później wszystko jakoś tak samo się potoczyło, choć nie ukrywam, że duży wpływ na moją miłość do żagli miał również fakt, że się najnormalniej w świecie zakochałam w żeglarzu. Chciałam mu dorównać, być dobra. O opłynięciu świata zaczęłam myśleć już mając kilkanaście lat. Decyzja o tym dojrzewała we mnie stopniowo. Najpierw zobaczyłam ocean i przeżyłam akcję ratowniczą...


Co się stało?

– To się wydarzyło podczas powrotu z regat Sydney–Hobart. Przyszedł sztorm, nasz jacht stracił maszt, którego resztek nie mogliśmy się pozbyć. Groziło nam przebicie kadłuba i zatonięcie. W akcji ratowniczej wziął udział helikopter, który ewakuował nas z uszkodzonego jachtu. Mimo tych przeżyć, zasmakowałam w oceanie. Przez kilka lat zbierałam doświadczenie i walczyłam o swoje marzenie, jakim było opłynięcie kuli ziemskiej.


Jest Pani chyba jedną z najmłodszych kobiet, które tego dokonały.

– W tej chwili najmłodsza dziewczyna, a właściwie dziecko, ma 14–15 lat, tak więc pionierką w tej dziedzinie z pewnością nie jestem. Pierwszą kobietą, która samotnie opłynęła świat, była Polka Krystyna Chojnowska-Liskiewicz. Sprawdzone źródła podają jednak, że ciągle jest więcej ludzi, którzy polecieli w kosmos, niż opłynęli kulę ziemską, nie wspominając już o tych szaleńcach, którzy dokonali tego samotnie. Dalej już się nie da popłynąć. To Święty Graal dla każdego żeglarza.


Ile czasu zajął Pani rejs?

– Osiem lat przygotowań, które stanowią istotny element wyzwania i powinny liczyć się do całości rejsu, oraz dwa lata i cztery miesiące, podczas których opłynęłam kulę ziemską. W sumie dziesięć lat.


Samotnie na łódce, i to przez dwa lata, to dość przerażająca perspektywa. Czy były chwile zwątpienia? Jak sobie Pani radziła ze stresem czy spadkiem formy?

– Na szczęście wspierało mnie mentalnie wiele osób – przesyłały mi dobre myśli i życzenia. Gdy było mi źle, to o nich myślałam i udawałam, że się nie boję i poradzę sobie ze swoimi słabościami, że uda mi się dopłynąć do brzegu i że wytrzymam fizycznie, jeśli zachoruję lub się zatruję. Niestety, podczas dwuletniego rejsu nie przezwyciężyłam totalnego braku umiejętności gotowania. Gdyby nie kwestie kulinarne i konieczność jedzenia, żeglarstwo byłoby całkiem fajną sprawą. A tak na serio, ze spadkiem formy radziłam sobie w ten sposób, że starałam się spać, ile tylko mogłam. A proszę mi wierzyć, że podczas samotnego rejsu to jest najtrudniejsze. Co 15 minut musiałam wstawać, żeby rozejrzeć się, czy przypadkiem nie płynie na mnie jakiś statek. Tak więc gdy tylko miałam okazję, starałam się spać jak najdłużej. Natomiast nigdy nie wątpiłam w samą ideę rejsu, gdyż realizowałam swoje marzenie.


Czy to chęć poznania świata była jednym z czynników, które sprawiły, że zdecydowała się Pani na ten wyczyn?

– Tak, to był jeden z głównych powodów. Chciałam zobaczyć inne lądy i poznać fantastycznych ludzi. Z tego też powodu nie zależało mi na biciu żadnych rekordów. Robiłam wszystko tak, jak chciałam, w swoim tempie. Dzięki temu zdołałam między innymi włączyć się w akcję charytatywną, poznać ciekawych ludzi i zobaczyć, jak żyją inni. Dzięki tej wyprawie zaczęłam bardziej doceniać to, co mam, i żyć w zgodzie z naturą.


Czy kobietom uprawiającym sporty ekstremalne jest łatwo?

– Wydaje mi się, że wszystko zależy od indywidualnej postawy, ambicji i uprawianej dyscypliny sportu. Jeśli chodzi o żeglarstwo, to na początku było mi ciężko, gdyż zaczynałam w czasach, kiedy kobieta była w tej dyscyplinie niechcianym ogniwem. Jednak od momentu, gdy dano mi szansę wykazania się na oceanie, moja płeć przestała mieć znaczenie. Uważam natomiast, że niejednokrotnie kobiety muszą znacznie ciężej pracować na swój sukces. Muszą udowodnić zarówno sobie, jak i innym, że są lepsze. Osobiście wydaje mi się, że jeżeli ktoś jest w czymś dobry, to nie ma znaczenia, czy jest kobietą czy mężczyzną.


Komentujesz: W pogoni za marzeniami

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Fotogaleria: Galeria artykułu



Tagi: żeglarstwo, wyprawy żeglarskie, natasza caban


Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie