Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do inspiracji (379)


Vivat Jagiellonowie!

Tegoroczny Jarmark Jagielloński odwiedziło zdaniem organizatorów ponad 200 tysięcy osób. I ja tam byłam, miód i wino, a właściwie kwas chlebowy i molo-molo, piłam. Piękna była to przygoda

Cała lubelska starówka rozbrzmiewała śpiewami w różnych językach oraz nawoływaniami licznych kramarzy, którzy przybyli tu tłumnie z kraju, a nawet z zagranicy. Ubrani byli zacnie a sprzedawali rzeczy piękne i dziwne, tak że łupy bogate z tej wyprawy przywieźliśmy. Chwała organizatorom, że sprzedawców takich „wyrobów ludowych” jak wata cukrowa czy baloniki trzymano poza murami starówki. Wewnątrz murów wszystko było stylowe i ręcznie robione. Ciżba była wielka i w wąskich uliczkach kramami wypełnionych trudno było się przeciskać. Udało nam się jednak zakosztować rozmaitych specjałów bogato na kramach wystawionych. Skwar był starszliwy. Temu właśnie wielkim wzięciem napitki wszelakie się cieszyły, jako to kwas chlebowy i molo-molo, czyli chłodna woda z miodem i sokiem z cytryny. Na licznych scenach grajkowie i komedianci byli podziwiani. A w środku ciżby, przy placu, na którym mobilna Złota Kura – symbol jarmarku – na grzędzie siedziała, nawet kataryniarza z prawdziwą papugą zobaczyć można było. Samemu też można było sił swych w tańcach ludowych popróbować, na scenie ku uciesze ludu ustawionej i muzyką przednią rozbrzmiewającej. A jak kto bardziej ku pracy niż zabawie skłonny, to i rzeźby, i garncarstwa mógł nauczyć się u mistrzów rzemiosła z warsztatami swoimi przybyłych. Dziateczki moje z szansy skorzystały i malowaniem garnków glinianych zabawiały się z pożytkiem. Jednak największej uciechy zażyliśmy na błoniach szeroko pod pięknym, acz wyniosłym zamkiem rozciągnionych. Tu syn mój wprawiał się w łucznictwie. Panów rycerzy też dane nam było obaczyć, a choć skwar niemiłośliwy palił, dzielnie owi stawali. A i prezencją piękną zadziwiali gawiedź licznie zgromadzoną. Z dala też o sobie znać dawali poprzez heroldów, którzy hejnały wygrywali, na turniej gawiedź spraszając. Walki tam różne były, bo i sam na sam, i w większych drużynach potykali się ku wielkiej naszej uciesze, a swemu znacznemu utrudzeniu. Liść Srebrnego Drzewa w Lublinie – najwyższe trofeum turnieju – rycerz Marcin Waszkelis do dom uwiózł. A i nam bliski z pisania o stanie rycerskim, w kronice naszej znany, Rafał Prądzyński victorią mógł się poszczycić w turnieju łuczniczym.

Chwała!

Na tychże podzamkowych błoniach niezwykłe gry i zabawy dla pacholąt przygotowane były. Wielką im uciechę tam zgotowano! I kula, i szczur, i liczne inne jeszcze zacne i w tradycji głośne zabawy ludowe czas umilały, aże trudno było pacholęta do odjeścia namówić, co nieraz i łzami się kończyło. Te jednak szybko obsychały, bo już zaraz następne ucieszne zabawy czekały. Sił swych w chodzeniu na szczudłach każdy mógł spróbować i tam właśnie wielka mnie radość spotkała, bo oto na oczach pociech swoich miniturniej w szczudlarstwie wygrałam, co bardzo mi (należnego z racji rodzicielstwa) respektu przysporzyło. Długo by jeszcze dystrakcje rozmaite wyliczać, ale ani czas, ani miejsce po temu. Jedno tylko rzec Wam mogę – wspaniałością swoją Jarmark Jagielloński inne (w tym i bardziej rozgłośne) przyćmił, jako słońce, gdy wschodzi płomienie świec gasi. Vivat organizatorzy, vivat uczestnicy! Do zobaczenia za rok.


Komentujesz: Vivat Jagiellonowie!

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Tagi: jarmark jagielloński, lublin, jagiellonowie


Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie