Science-fiction na drodze

2014-06-18

Gwałtowny rozwój miast i stale rosnące potrzeby komunikacyjne ich mieszkańców skłoniły koncerny motoryzacyjne do poszukiwania nowych sposobów transportu. Przed inżynierami postawiono trzy zadania: nowe pojazdy muszą omijać korki, radzić sobie z brakiem miejsc do parkowania i nie powinny zanieczyszczać środowiska. Dobrze też, by kusiły futurystycznym kształtem, wyraźnie odróżniającym się od innych pojazdów na drodze. Oto pierwsze propozycje.

Jedni testują
24 marca br. na ulicach Tokio rozpoczęły się testy konsumenckie modelu i-Road, który został zaprojektowany przez japoński koncern Toyota. i-Road to dwuosobowy, innowacyjny pojazd elektryczny, będący czymś pomiędzy samochodem, motocyklem i modnym pojazdem golfowym. Jego opływowy kształt pozwala na dynamiczną jazdę po mieście, a baterie umożliwiają osiągnięcie prędkości 60 km/h i przejazd 50 kilometrów na jednym ładowaniu. Oryginalne trójkołowe podwozie daje niezwykłe wrażenia podczas jazdy, zwłaszcza gdy i-Road naturalnym ruchem przechyla się na zakrętach. Niewielkie rozmiary sprawiają, że pojazd zajmuje jedną czwartą miejsca parkingowego. Testowe egzemplarze zostały już włączone do systemu Ha:Mo integrującego transport publiczny z krótkoterminowym wypożyczaniem pojazdów w Toyota City w Japonii. Podobny system oparty na i-Road zostanie uruchomiony w Grenoble w Francji pod koniec 2014 roku.

Inni wciąż projektują
Ciekawą inicjatywą wykazali się studenci z Instytutu Technologicznego w Massachusetts (MIT). Ich propozycja to prototyp samochodu elektrycznego, który składa się po zaparkowaniu. Model przeznaczony dla dwóch pasażerów miałby zajmować maksymalnie 1/3 miejsca parkingowego i wchodzić w skład systemu integrującego komunikację miejską z wynajmem samochodów o nazwie Mobility-On-Demand.

A może samochód bez kierowcy?
Firma Google opracowuje pojazd elektryczny, który według zapewnień producenta ma poruszać się całkowicie bez udziału kierowcy. Jego obsługa ograniczy się do włączenia i wyłączenia po dotarciu na miejsce. Pojazd Google'a będzie sterowany systemem kamer; rozpędzi się maksymalnie do 40 km/h. W środku znajdą się miejsca dla dwóch osób i duży ekran, na którym pojawi się aktualnie pokonywana trasa. Projektanci nie przewidują zamontowania w aucie kierownicy ani pedałów gazu i hamulca.

Easy rider XXI wieku
W tym roku Toyota zaprezentowała prototyp na miarę epoki mobilnej. To elektryczny jednoosobowy FV2. Gdy pojazd jest wyłączony, przypomina kapsułę. Po uruchomieniu jego szklana pokrywa podnosi się do pionu, tworząc przednią szybę. Nie służy ona jednak tylko do ochrony przed wiatrem. Jest to interaktywny, multimedialny tablet sterowany ruchem dłoni na odległość, który w czasie rzeczywistym obserwuje otoczenie i reaguje na nie. Jedną z ważniejszych jego funkcji jest identyfikacja niebezpieczeństw na drodze i alarmowanie o nich kierowcy, a także proponowanie sposobów ich uniknięcia. A jeśli kierowca woli prowadzić na stojąco, wystarczy, że przechyli lekko ciało, a pojazd przyspieszy, zwolni lub skręci w taki sam sposób. Przypomina to jazdę na inteligentnych nartach.

FV2 jest tak zaprojektowany, by łączyć się z chmurą, odbierać ważne informacje, takie jak pogoda czy warunki na drodze, oraz dostarczać do chmury dane przydatne dla innych kierowców. Potrafi też przystosować swój wygląd do człowieka. Zamiast tradycyjnej karoserii ma wyświetlacz, dlatego możemy w każdej chwili zmienić kolor i wzór napowierzchni. Co więcej, pojazd może być pod tym względem samodzielny. Jeśli prowadzący używa funkcji wspomagania, zaprojektowanych dla początkujących, karoseria wyświetla ostrzeżenie dla innych kierowców.

Samochód na powietrze
Hinduska Tata Motors przygotowuje się do wprowadzenia na rynek niewielkiego samochodu, który jest rewolucyjny aż z trzech powodów. Po pierwsze, jest napędzany na sprężone powietrze. Po drugie, przypomina kask żołnierza-klona Imperium Galaktycznego. Po trzecie, będzie kosztował tylko 7 tys. euro.

Mimo niskiej ceny, będzie to nowoczesna maszyna sterowana joystickiem, o osiągach nie gorszych niż dostępne na rynku samochody elektryczne za ponad 100 tys. zł. Pojazd rozpędzi się do 80 km/h i przejedzie na jednym ładowaniu 200 km. Kilometr jazdy będzie kosztował tylko 2 eurocenty. Żeby go naładować, trzeba podłączyć do gniazdka wbudowany kompresor, który wypełni bak sprężonym powietrzem.

W ostatnich latach znacznie skróciła się droga od projektu motoryzacyjnego do realizacji, a śmiałe wizje twórców szybko podbijają kolejne rynki. Być może już niedługo ulice naszych miast zaczną przypominać plan filmu science-fiction.