Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do inspiracji (227)

Tekst: Joanna Lamparska

Podróż pełna dziurek


Wielkie żółte krążki toczy się po bruku, podrzuca wysoko, ustawia w ciągnące się na kilkadziesiąt metrów rzędy. W lipcu i sierpniu obejmują one we władanie rynki wielu holenderskich miasteczek. Rozpoczyna się serowa fiesta!

Tekst Joanna Lamparska


No cóż... Wyprawy kulinarne do łatwych nie należą. Trzeba dokładnie liczyć kalorie, bo istnieje duże ryzyko, że do domu wróci kilka kilogramów obywatela więcej. Wyruszając do Holandii szlakiem serowych miasteczek, bardzo starałam się o tym pamiętać. Tym bardziej że nie ma tam gdzie spalić tłuszczu, bo wszędzie jest płasko, a wszystkie drogi prowadzą na targi pełne wielkich, żółtych krążków.

Już od kwietnia rynki wielu holenderskich miast zamieniają się w serową fiestę, której apogeum przypada na lipiec i sierpień. W Alkmaarze, Goudzie czy Edamie czas zatrzymuje się na chwilę, a dziarscy mężczyźni w tradycyjnych strojach zaczynają wyprawiać z serem rzeczy nadzwyczaj dziwne.


Wojna na sery

Prawdziwy serowy targ wygląda z góry jak armia złotych krążków, która karnie szykuje się do ataku. Na tym najsłynniejszym, odbywającym się na rynku w Alkmaarze, mieści się 30 tysięcy kilogramów sera ustawionego w równe rzędy. Gouda sprzedawana jest w dwunastokilowych krążkach. Bardziej słony i twardszy edam ma formę dwukilowej kuli.

W dawnych czasach, gdy mężczyźni jechali gdzieś w świat szeroki, takie kształty pomagały kobietom bez problemu przetaczać ciężkie krążki. Ale i panom ser służył znakomicie. Kiedy atakował wróg, handlarze sera odpowiadali mu tradycyjnymi armatami, ale gdy zabrakło amunicji, obrzucali przeciwnika tym, co mieli pod ręką, czyli serem.

Kilkumiesięczny edam jest twardy jak kamień, świetnie nadawał się więc do walki. Wroga armia nie była dłużna. Oddawała tymi samymi serowymi kulami. Holendrzy wpadli więc na racjonalizatorski pomysł. Na głowy wkładali drewniane formy do sera, które osłaniały niczym hełm. Dlatego w Europie nazwano ich „serowymi łbami”. Czy znając taką historię, nie zaczyna się podchodzić do sera zupełnie na serio? Holendrzy wiedzą, że gouda i edam to ich skarb narodowy, zaś słynne serowe targi to jedna z największych atrakcji turystycznych tego kraju.


Gouda i czarownice

Alkmaar, Gouda i Edam należą do pierwszej ligi serowych miasteczek. Wszystkie przypominają bajkowe układanki kamienic, kościołów i domków, które ciągną się wzdłuż kanałów. Odbywające się od XVII wieku targi serów to tradycja, dlatego też w każdym z miast znajduje się zabytkowy Dom Wagi. Kiedyś ważono w nim ser, dzisiaj zaś to rodzaj skansenu.

Najsławniejsza waga do serów stoi w Oudewater, w pobliżu Goudy. Tutaj pomysłowi Holendrzy znaleźli jeszcze inne zastosowanie dla tego urządzenia. W XVI wieku na serowych wagach sprawdzano, czy kobiety posądzone o konszachty z diabłem są wystarczająco ciężkie. Gdy „czarownica” ważyła mniej, niż wynikało to z jej wzrostu – inaczej przecież nie mogłaby latać na miotle – płonęła na stosie. Kiedyś waga w Goudzie wykazała, że siedząca na niej wiedźma waży zaledwie... siedem kilogramów. Cesarz nakazał więc zważyć kobietę jeszcze raz, tym razem w Oudewater. Tutejsza waga dała bardziej realny wynik i od tej pory – ze względu na uczciwość obsługujących ją urzędników – stała się ostatnią deską ratunku dla czarownic.


Komentujesz: Podróż pełna dziurek

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Tagi: holandia, sery


Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie