Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do inspiracji (311)

Witaj w Podróży #41, kwiecień/maj 2014

Pod skrzydłami lwa

Choć wenecka bazylika św. Marka jest symbolem chrześcijaństwa, bardziej kojarzy się z triumfem świeckiej republiki. Stworzyła ją bowiem zachłanność, przebiegłość i polityczny zmysł dożów.

Tekst Marek Zakrzewski

Święty Marek po raz pierwszy pojawił się na weneckiej lagunie podczas jednej ze swoich wypraw misyjnych ok. 60 r. Zabłądziwszy wśród bagien, odurzony miazmatami, zasnął na którejś z wysepek. We śnie ukazał mu się anioł i, pozdrowiwszy słowami „Pax tibi, Marce, evangelista meus”, przekazał wieść, że tu zostanie pochowany, a miejsce to będzie otaczane kultem. W tym momencie kończy się legenda, a zaczyna opowieść o najświetniejszym zabytku Wenecji, pełna dziwnych zdarzeń i zaskakujących zbiegów okoliczności.

Los zawiódł przyszłego świętego do Aleksandrii, gdzie w 68 r. zginął z rąk niewiernych i gdzie został pochowany. Gdy wydawało się, że proroctwo nie ma szans się spełnić, opatrzność zesłała do Aleksandrii dwóch weneckich kupców: Rusticusa i Bonusa. Przebiegli handlowcy (choć bardziej prawdopodobna teoria głosi, że byli to agenci doży, który potrzebował relikwii do osiągnięcia celów politycznych), przechytrzywszy celników, wykradli i wywieźli pachnące kwiatami ciało.

Wenecja przyjęła świętego z należytymi honorami. Zaraz też zaczęto wznosić świątynię godną przechować cenną relikwię. Tak oto św. Marek zastąpił św. Teodora. Symboliczne więzy z Bizancjum zostały zerwane. Był styczeń 828 r.

Do trzech razy sztuka
Pierwsza świątynia, zbudowana na polecenie doży Giustiniano Participazio, nie była dostatecznie okazała, gdy jednak spłonęła po 150 latach, żałoba trwała długo, bowiem wraz z nią miało spłonąć ciało patrona. Kolejna też nie wydawała się zbyt udana, bo rozebrano ją w XI w., by zrobić miejsce na trzecią. Jej budowę, rozpoczętą w 1063 r., zlecił doża Domenico Contarini. W 1094 r., podczas konsekracji bazyliki, w cudowny sposób odnalazło się ciało świętego. Nie był to pierwszy ani – jak się okazało – ostatni cud.

Ozdabianie świątyni ciągnęło się jeszcze bardzo długo – przez osiem stuleci. Każdy władca republiki chciał zapisać się w jej historii, dokładając kolejne ozdoby, dobudowując kaplicę czy uzupełniając skarbiec. W tym czasie bazylika św. Marka była jednocześnie prywatną kaplicą dożów i sanktuarium grobu świętego. Tu odbywały się prezentacje dożów, tu przyjmowano koronowane głowy, dostojników i papieży. Dopiero na początku XIX w., gdy dni republiki były już policzone, a doża stracił moc decydowania, stała się miejską katedrą.

Pierwsze oszołomienie
Bazylika zajmuje wschodnią, reprezentacyjną część placu św. Marka, tuż obok Pałacu Dożów. Miejsce nie jest przypadkowe. Wybrał je sam patron w okolicznościach noszących znamiona cudu. Już kolejnego. Podobno gdy przenoszono cenne szczątki do pałacu, w którym docelowo miały spocząć, stały się nagle tak ciężkie, że nawet kilku mężczyzn nie zdołało ich dźwignąć. Wszyscy byli zgodni, że w tym właśnie miejscu powinno zostać złożone ciało.

Można by pomyśleć, że doża przegrał walkę o władzę nad duszami wiernych, ale w rzeczywistości był to jego triumf. Zamiast w kościele biskupim w dzielnicy Castello relikwie miały wszak spocząć w sanktuarium będącym kaplicą dożów, położoną tuż koło ich siedziby. Władza świecka przypieczętowała swoją dominację, która trwała nieprzerwanie do początku XIX w.

Bazylika wzorowana na kościele Dwunastu Apostołów w Konstantynopolu ma kształt krzyża greckiego z pięcioma kopułami wzniesionymi na linii jego ramion. Nie dostrzeżemy tego jednak, bo frontowe ramię krzyża obwiedzione jest narteksem, a boki – wieńcem kaplic i baptysterium. Budowla nie wygląda jak typowy kościół chrześcijański. Ba, nie wygląda nawet jak typowa świątynia. Przynajmniej z zewnątrz. Bliżej jej do meczetu lub mauzoleum przedstawicieli którejś z dynastii kalifów. Ma w sobie coś z kunsztownej szkatuły na precjoza, bizantyjskiego skarbczyka w nadludzkiej skali. Te nawarstwione przez setki lat dekoracje, złocenia, wieżyczki, rzeźby i łuki sprawiają, że różni się od świątyń Konstantynopola, Kairu czy Aleksandrii, nie przypomina też romańskich świątyń znad Renu czy Dunaju. Zlepiona z wielu różnych kawałków łączy najlepsze tradycje sztuki Zachodu i Wschodu, tworząc, o dziwo, oryginalną i spójną całość. 

Pełną treść artykułu znajdziesz w bieżącym wydaniu magazynu Witaj w Podróży (kwiecień/maj 2014)

 


Komentujesz: Pod skrzydłami lwa

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Tagi: bazylika


Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie