Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do inspiracji (338)

Witaj w Podróży #42, czerwiec/lipiec 2014

Nawiedzony labirynt zbrodni

Co zrobić, żeby zmylić duchy? Czy wystarczy zbudować dom, w którym będzie 160 pokoi, w tym 40 sypialni, dwie sale balowe oraz 13 łazienek? Czy pomogą niekończące się labirynty korytarzy, schody prowadzące donikąd, okna w podłogach albo drzwi, za którymi jest ściana? Odpowiedzi na te pytania przez całe życie szukała Sarah Winchester.

Tekst Piotr Kałuża

Być może Sarah Pardee wiodłaby życie jak większość Amerykanek, gdyby w 1862 r. nie poślubiła Williama Winchestera. Jego ojciec Oliver Winchester był pomysłodawcą pierwszego w pełni udanego karabinu powtarzalnego, któremu dał swoje nazwisko. Winchester nie tylko zrewolucjonizował produkcję broni palnej, lecz także stał się symbolem Dzikiego Zachodu. Dzięki nowoczesnej fabryce produkującej broń Winchesterowie szybko zbili fortunę, stając się jedną z bardziej wpływowych rodzin w Stanach Zjednoczonych. Małżeństwo Sarah z Williamem było więc dla dziewczyny przepustką do wyższych sfer i lepszego świata. Ale młoda mężatka nie była do końca szczęśliwa.

Biedna milionerka
Sarah była wrażliwą dziewczyną o artystycznej duszy: znała cztery języki, pięknie grała na pianinie i interesowała się okultyzmem. Wszystko to sprawiało, że nie bardzo potrafiła odnaleźć się w świecie wielkiej finansjery. Cierpiała też na depresję, którą pogłębiła śmierć jej kilkutygodniowej córeczki. Gdy pani Winchester miała 42 lata, niespodziewanie zmarł jej teść, prezes Winchester Repeating Arms Company, a rok później William, jej mąż. Dla subtelnej kobiety było tego za dużo. Szukając spokoju, zaczęła się zastanawiać, czy ostatnie nieszczęścia miały jakąś wyraźną przyczynę. Spotkała się również z medium, niejaką Leonorą Piper z Bostonu, od której dowiedziała się, że strata córki i męża to wina klątwy. Miały ją rzucić na rodzinę duchy Indian i żołnierzy, którzy zginęli z broni produkowanej przez Olivera Winchestera. Medium oświadczyła również, że następną ofiarą złych mocy będzie sama Sarah.
Słowa te trafiły w czuły punkt. Wdowa już od pewnego czasu miała wrażenie, że cały czas ktoś ją obserwuje, wyczuwała koło siebie czyjąś obecność. Doprowadzało ją to do obłędu, przez co popadała w jeszcze większą depresję. Ale i na to znalazła się rada – Leonora Piper wymyśliła, że Sarah powinna wyjechać na Zachód i zbudować dom, w którym będą mogły pomieścić się dusze wszystkich zastrzelonych przy użyciu broni z fabryk Winchesterów. Miało to ocalić życie zrozpaczonej kobiety. Rada nie była zupełnie pozbawiona sensu. Sarah zmieniłaby klimat, otoczenie, a przede wszystkim, mając na głowie ogromną inwestycję, mogłaby zapomnieć o ciążącej na jej życiu klątwie.

Tajemnicza siedziba

Pani Winchester postanowiła zatem ulec namowom medium i zaczęła wznosić wielką rezydencję w dzisiejszym San José na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Dom został pomyślany tak, aby duchy, które zechcą się w nim osiedlić, gubiły się, nie mogąc znaleźć drogi do pokoju Sarah. Prace szły pełną parą, trwały dzień i noc, przez siedem dni w tygodniu, 365 dni w roku. Pani Winchester kierowała budową osobiście, dodając w jej trakcie coraz to nowe elementy domu. Nawet robotnicy pracujący w ekipie budowlanej nie wiedzieli, co będą robić danego dnia. Czasem dopiero rankiem dowiadywali się, że inwestorka ma nowy pomysł. Wszystko miało na celu utrzymanie szczegółów konstrukcji domu w jak największej tajemnicy. Sarah zainwestowała w dom większość dochodów firm odziedziczonych po mężu. Trudno uwierzyć, ale budowa 7-kondygnacyjnego domu trwała aż 38 lat, niemal do śmierci pani Winchester w 1922 r.
Siedziba przesądnej wdowy była doprawdy imponująca. Nawet dzisiaj pewne liczby robią wrażenie. W rezydencji znajdowało się 160 pomieszczeń, ogrzewało je 47 kominków, a w oknach było przeszło 10 tys. szyb. Nie wspominając już o tym, co z punktu widzenia pani Winchester było najważniejsze, czyli ślepych, zakończonych ścianą przejściach, schodach prowadzących donikąd, drzwiach, przez które wychodziło się w połowie wysokości ściany zewnętrznej budynku, oknach umieszczonych w podłodze czy drzwiach, za którymi była jedynie ściana. Całość kosztowała 5,5 mln dol., co biorąc pod uwagę dzisiejszą siłę nabywczą amerykańskiej waluty stanowi równowartość ponad 75 mln dol.! Żeby tego było mało, jeszcze w czasie trwania budowy, w 1906 r., dom został poważnie uszkodzony przez trzęsienie ziemi. A odbudowa ze zniszczeń pochłonęła dodatkowe środki, mimo że po katastrofie zostawiono jedynie cztery piętra budynku.
Legenda mówi, że dla zmylenia duchów Sarah nigdy nie sypiała dwie noce z rzędu w tej samej sypialni – w końcu miała ich 40 do dyspozycji. Dbała również o to, aby duchy jej nie rozpoznały. Nosiła ciemną woalkę, a dom kazała otoczyć grubym żywopłotem, który zakrywał niemalże cały budynek. Nie wiadomo, czy właścicielce udało się uchronić przed siłami nieczystymi, których tak bardzo się obawiała, możliwe jednak, że w domu znalazły schronienie duchy zmarłych ludzi – świadkowie twierdzili, że niejednokrotnie dochodziło w nim do manifestacji niezwykłych energii czy wizyt bytów z zaświatów. Jak było naprawdę? Tajemnicę pani Winchester zabrała do grobu.

Trzynaście na szczęście

Od śmierci Sarah jej dom stał się atrakcją turystyczną. Powstało w nim muzeum, a sama budowla wpisana została przez władze Kalifornii na listę zabytków. I nadal dzieją się tu dziwne rzeczy. Pewnego dnia jakiś turysta zapytał pracownicę muzeum, czy właśnie odbywa się jakiś pokaz historyczny. Kiedy zdziwiona przewodniczka poprosiła o wyjaśnienie, turysta odparł, że przed chwilą widział w jadalni kobietę w wiktoriańskiej sukni. Muzeum skrupulatnie odnotowuje wszystkie takie przypadki i prowadzi na swojej stronie statystyki obserwacji dziwnych zjawisk poczynione zarówno przez pracowników, jak i przez zwiedzających. Okazuje się, że miejscem, w którym najczęściej dochodzi do manifestacji duchów, jest główna sypialnia pani Winchester.
Aby kultywować pamięć o dawnej właścicielce, w każdy piątek trzynastego, punktualnie o godz. 13, zainstalowany w muzeum dzwon dzwoni 13 razy (to na pamiątkę wielkiego przywiązania Sarah Winchester do tej właśnie liczby). Ci, którzy nie boją się duchów, mogą wynająć muzeum na dowolną imprezę, ale – oczywiście nie może być inaczej – wyłącznie w piątek trzynastego albo w wigilię Wszystkich Świętych. Nie wiadomo jednak, czym może zakończyć się zamieszkanie w nawiedzonym domu. Podobno w 1975 r. medium Jeanne Bergen, która spędziła w tym domu noc, nawiązała kontakt z duchem pani Winchester. Miało to być bardzo przerażające doznanie. Mimo takich ostrzeżeń dom pani Winchester cieszy się w Stanach Zjednoczonych wielką popularnością i jest obowiązkowym punktem dla wszystkich wielbicieli grozy.

Komentujesz: Nawiedzony labirynt zbrodni

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Fotogaleria: Galeria artykułu



Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie