Nareszcie piąteczek!
Lodowe wyzwanie
Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest wspinać się po zamarzniętym wodospadzie? Naprawdę duża sprawa. A może mielibyście ochotę spróbować? To naprawdę możliwe! Taki sztuczny lodospad można znaleźć (oczywiście sezonowo) na warszawskich 2 Wieżach (ul. Marywilska 42E). Aby mógł powstać, niezbędny jest jednak solidny kilkunastostopniowy mróz. Na chętnych czekają dwie ubezpieczone drogi wspinaczkowe, a dla osób, które chciałyby spróbować wspinaczki lodowej pierwszy raz w życiu, właściciele obiektu proponują indywidualne warsztaty z instruktorem. W ciągu godziny można „zapoznać się” z rakami, czekanami oraz nauczyć podstaw techniki poruszania się w lodzie, a potem bez niczyjej pomocy pokonać 6-metrowy sopel. A jeśli ktoś stwierdzi, że mało mu jeszcze adrenaliny, na deser może skoczyć na linie z ponad 20-metrowej wieży. Wrażenia pewne! Więcej informacji: www.2wieze.pl.
Księżniczką być!
Gotycki zamek w Lidzbarku Warmińskim wita masywnymi murami. W pierwszej chwili łatwo wziąć go za krzyżacką warownię. Przez wiele stuleci uważany był za najcenniejszy zabytek tych ziem, dzięki czemu szczęśliwie ocalał i przetrwał do naszych czasów. Dziś mieści się tu Muzeum Warmii i Mazur (www.muzeum.olsztyn.pl). Zamek można zwiedzić nader stylowo, jako że na miejscu działa wypożyczalnia strojów dworskich. Za jedyne trzy złote (sic!) można przeistoczyć się w damę dworu, hrabiego lub księżniczkę. Wprawdzie nie szata zdobi człowieka, ale tak ubrani inaczej postrzegać będziemy prześliczne sklepienia zamku i arkadowe krużganki. Koniecznie trzeba też zajrzeć do Wielkiego Refektarza, na którego ścianach widnieje poczet herbów biskupów warmińskich, oraz odwiedzić zamkową kaplicę. Skrząca się złotem, zdobiona rokokowymi rzeźbami i dekoracjami wnosi wiele ciepła do surowych murów.
Już neolityczni koczownicy...
Cenniejsze niż brylanty i bardziej pożądane niż złoto. Co? Krzemienie pasiaste. Z pozoru nic takiego: kamień z mleczno-kawowymi smugami, lecz znaleźć go można tylko w jednym miejscu na świecie – w Krzemionkach Opatowskich. Nie dziwi zatem, że w neolicie koczownicy przemierzali po kilkaset kilometrów, by nabyć modną i unikatową siekierę w prążki. Dziś część dawnej kopalni jest udostępniona do zwiedzania (www.krzemionki.pl). To jedyny tego typu obiekt na świecie otwarty dla publiczności! Spacerując pod ziemią, zobaczymy wystające ze ścian buły krzemieni, a także scenki rekonstruujące pracę górników. Zaś kariera kamieni bynajmniej się nie skończyła, dziś budzą takie samo pożądanie jak przed wiekami, gdyż awansowały jako... biżuteria. Od ponad trzydziestu lat „polskie diamenty”, zwane kamieniami optymizmu, podbijają świat (noszą je na przykład Victoria Beckham i Robbie Williams).
Żaby mają się ku sobie
Pod koniec marca warto zaopatrzyć się na weekend w lornetkę. Dzięki niej będziemy mogli podziwiać tokowisko żab moczarowych. Łatwo je rozpoznać po błękitnej barwie samców rechocących donośnie na płyciznach stawów, jezior, bajorek i w rozlewiskach rzek. Zdarzają się tak duże zgromadzenia płazich kawalerów, że już z daleka widać niebiesko-liliową plamę unoszącą się na wodzie. Gdzie ich szukać? Właściwie każde miejsce od Bałtyku po podnóża gór jest dobre, byle było nieco bardziej dzikie niż przedmieścia miast. Żaba moczarowa woli łąki i mokradła, unika natomiast wnętrza lasów (choć w Kampinosie jest fantastyczne tokowisko) i upraw zbóż. No dobrze, a po co lornetka? Żeby nie podchodzić zbyt blisko! Żaby moczarowe są płochliwe. Najmniejszy szelest, odgłos kroków, rozmowa wywołują popłoch i płazy chowają się pod wodę. Wystarczy jednak odejść kilka metrów, usiąść wygodnie i znieruchomieć, żeby wynurzył się pierwszy błękitny łebek, drugi, dziesiąty, a jeśli tokowisko jest naprawdę imponujące to nawet kilkusetny. W bardziej zaawansowanej fazie godów, na przełomie marca i kwietnia błękitne samce dosiadają samic przystrojonych w brunatno-czerwonawe plamy. Raj dla podglądaczy.
Świdermajer, czyli starych drewniaków czar
Podwarszawski Otwock przed wojną był modnym kurortem, bardzo lubianym przez starozakonnych mieszkańców stolicy. Popularność i rozwój przyniosła mu linia kolejowa, która ułatwiała dotarcie do terenów nad rzeką Świder. I to właśnie tutaj, w miejscu zwanym dziś Brzegi, malarz Michał Andriolli wybudował pierwsze domy w osobliwym stylu... nadświdrzańskim. Nie trzeba było wiele czasu, by Ildefons Gałczyński w wierszu „Wycieczka do Świdra” napisał:
Jest willowa miejscowość,
Nazywa się groźnie Świder,
Rzeczka tej samej nazwy
Lśni za willami w tyle; (...)
Te wille, jak wójt podaje,
Są w stylu „świdermajer”.
Odtąd nazwa ta przylgnęła na stałe do architektury powstałej pod wpływem fascynacji Andriollego i jego następców architekturą szwajcarską. Spacerując uliczkami dzielnicy Brzegi w Otwocku, co krok napotykamy na drewniane domki z gankami i dekoracjami będącymi mieszaniną stylów z rosyjskich dacz, alpejskich schronisk oraz zakopiańskich i mazowieckich chatek. Zimą, gdy nie zakrywają ich liście, wyraźnie widać unikatowe drewniane zdobienia. Warto też pójść ulicą Reymonta, gdzie pod numerem 29 znajduje się willa „Lala”, w której przyszły noblista napisał jedną z części „Chłopów”. A po spacerze można się rozgrzać w cukierni Sosenka (ul. Wawerska 3A).
Królowa Luiza
Śląska „Królowa Luiza” nigdy nie miała korony ani tronu, a jednak swego czasu była obiektem westchnień wielu mężczyzn. Pod tą wdzięczną nazwą kryje się bowiem kopalnia – sto lat temu jedna z największych i najnowocześniejszych, dziś będąca szacownym zabytkiem techniki – skansenem górniczym. Na turystów czekają tu nie lada atrakcje: podziemne korytarze, maszyny górnicze (na przykład potężne wiertło z łatwością kruszące węgiel) czy komora zawałowa. Kolejnym rarytasem jest podziemna kolejka mknąca kopalnianym chodnikiem. Oczywiście można się nią przejechać! A nad ziemią czeka unikatowa maszyna parowa, która jeszcze do 1990 roku obsługiwała szyb o głębokości 503 metrów. Niekiedy organizowane są pokazy jej pracy – warto to sprawdzić, bowiem coraz rzadziej mamy szansę zobaczenia tak wspaniałych maszyn w akcji.
Biegiem na nartach
Od czasu, gdy Justyna Kowalczyk podjęła w sercach Polaków szlachetną rywalizację z Adamem Małyszem, lasy, pola i parki zapełniają się w sezonie miłośnikami nart biegowych. Dla wszystkich, którzy też chcieliby spróbować swoich sił na biegówkach, mamy trzy propozycje. Ale uwaga, zanim zaczniecie, pamiętajcie: to wciąga!
Lodowa pustynia:
Poleca Anna Kobus
Jak okiem sięgnąć – śnieżna pustynia. Gdzieniegdzie wiatr zwiał śnieg, odkrywając tafle lodu. W zachodzącym słońcu skrzą się jasnymi plamami, tworząc krajobraz niczym z baśni o Królowej Śniegu. Zalew Wiślany zimą to idealne miejsce dla tych, którzy chcieliby posmakować prawdziwej przygody, tylko teraz bowiem można poczuć się niczym Marek Kamiński na biegunie. Śniegu jest tu akurat tyle, by móc swobodnie wędrować. Po chwili od startu ma się wrażenie, jakby świat przestał istnieć, wokół panuje cisza, tylko śnieg skrzypi pod nartami. Człowieka przepełnia poczucie wolności, przestrzeń wabi, by pójść jeszcze dalej i jeszcze... Godzina takiego spaceru sprawia, że czujemy się jak nowo narodzeni! Jeśli jesteśmy z dzieckiem, warto zabrać dla niego sanki i linkę – dzięki temu, gdy małe nóżki zmęczą się chodzeniem, możemy przyczepić linkę do plecaka i pociągnąć dziecko za sobą. A na rozgrzewkę możemy razem zaśpiewać, że zima wcale nie jest zła! Wszak bez niej nie mielibyśmy takiej pięknej lodowej pustyni! Dobrym miejscem na wędrówkę jest plaża w Kadynach lub port we Fromborku. Przed wejściem na lód należy sprawdzić, czy jest on bezpieczny – jeśli zobaczymy na nim świeże ślady opon samochodowych, to znaczy, że pod nami się nie załamie. Koniecznie trzeba też sprawdzić prognozy pogody oraz temperatury z ostatnich dni.
Szusy na kampinoskich wydmach:
Poleca Marzena Hmielewicz
Zima to najlepsza pora roku na wizyty w Kampinosie. To wtedy ścięte mrozem i pokryte grubą warstwą śniegu bagniska, niedostępne przez resztę roku, otwierają swoje podwoje. Dzięki nartom biegowym możemy bowiem dotrzeć wszędzie tam, gdzie pieszy nie ma szans. Nagrodą za trudy jest podziwianie krajobrazu nieskażonego cywilizacją. To zimą najłatwiej wypatrzeć lisa czy zająca cicho przemykającego wśród trzcin lub stado saren pasących się na polanie. Jeździć na nartach w Kampinosie w zasadzie można wszędzie (jeśli jest się poza obrębem parku, czyli w tak zwanej otulinie). Natomiast w granicach parku jeździmy, chodzimy i biegamy tylko po oficjalnie wytyczonych szlakach. Wspaniałą pomocą w wyznaczeniu sobie trasy jest mapa Kampinoskiego Parku Narodowego. Najlepiej wybierać szlaki tak, żeby robić pętlę.
Pyrlandia na biegówkach:
Poleca nasz czytelnik Jacek Gut
Kilkanaście kilometrów na wschód od Poznania jest kompleks leśny. Polodowcowa, płaska rzeźba terenu idealnie nadaje się do śmigania na biegówkach. Do pełni szczęścia potrzeba tylko białego puchu. Zostawiamy auta w Nowym Folwarku i przesiadamy się na narty. W plecaku termos z gorącą herbatą, prowiant, telefon i aparat fotograficzny. Szeroka leśna droga meandruje w królestwie drzew. Pokryta śniegiem okolica jest bardziej surowa i przejrzysta niż zazwyczaj. Pierwszy postój urządzamy w Czerniejewie, gdzie fundujemy sobie popas w stylowej restauracji. Kolejny etap naszej zimowej przygody pokonujemy w bardziej sportowym tempie. Na trasie jesteśmy sami. Z każdym metrem nasze ruchy są coraz płynniejsze. Docieramy do Nekli. Tu również decydujemy się na krótki odpoczynek. Ostatni odcinek wycieczki zamyka kartograficzne puzzle. W Opatówku odbijamy w kierunku Nowego Folwarku, gdzie kończymy nasz zimowy rajd.
Wpisz komentarz
Zamknij to okno