Na tropie
Stary wysłużony GPS zaprowadził nas na miejsce bezbłędnie – tego mogę być akurat pewny. W tej roli sprawdzał się doskonale już nie raz. Pozostała nam najtrudniejsza część zadania – wygrzebanie wiadomości ze szpary między cegłami
Skrzynia, skrzynka, skrzyneczka
Geocaching, czyli poszukiwanie skarbów schowanych przez użytkowników GPS-ów, ma już w naszym kraju kilkuletnią tradycję. Ponoć pierwsza polska skrzynka (czyli pojemnik z upominkiem i dziennikiem, w którym wpisują się szczęśliwi znalazcy) została zarejestrowana na zagranicznych serwisach internetowych już siedem lat temu. Dla tej zabawy były to czasy przedpotopowe.
Geocaching ma proste zasady. Każdy może się przyłączyć do tej zabawy. Potrzebne są: urządzenie GPS (najlepsze jest typu turystycznego, ale może to być też nawigacja w telefonie komórkowym lub palmtopie; najmniej do tego celu nadają się nawigacje samochodowe) i dostęp do internetu.
Pierwszym krokiem jest znalezienie w sieci serwisu lub forum, które publikują dane o schowkach. Najpopularniejsza w Polsce w tej chwili strona to www.opencaching.pl. Po zarejestrowaniu możemy sprawdzić dane skrzynki (jej współrzędne, opis trasy oraz okolicy) i wybrać tą, od której rozpoczniemy naszą przygodę z geocachingiem.
Po wprowadzeniu współrzędnych do urządzenia GPS wyruszamy w teren na poszukiwania skrzynki. Nawigacja sama wytycza trasę. Wystarczy iść zgodnie z jej wskazaniami. Rozmiar i kształt schowka zależy wyłącznie od inwencji tego, kto ukrył skrzynkę. Mogą to być mniejsze lub większe opakowania plastikowe, szklane lub blaszane, schowane w ziemi, w korzeniach, dziuplach lub zawieszone wysoko nad ziemią w konarach drzew, mogą być schowane w budynku starym lub nowym, w ogrodzeniu. Wszędzie.
Wewnątrz skrzynki znajdują się zwykle upominek lub upominki dla poszukiwaczy (najczęściej maskotki, breloczki czy kartki z pozdrowieniami) i dzienniczek, w którym szczęśliwi znalazcy notują swoje dane (nick, adres e-mail, ewentualne uwagi). Często umieszcza się wyjaśnienie dla przypadkowego znalazcy, niezwiązanego z bracią geocachingową, z czym ma do czynienia, i prośbę, by skrzynki nie niszczył ani jej nie zabierał.
Szczęśliwi znalazcy
Zawartość schowka na Szwedzkiej na warszawskiej Pradze wciąż jest dla mnie tajemnicą. Jako jedna z niewielu w tej dzielnicy. Makos, który przygotował skrzynkę, jej rozmiary określił jako mikro, co dodatkowo utrudnia poszukiwania (skrzynka siedzi pewnie w jakiejś szparze między cegłami). Z wpisów na blogu wynika, że nie byliśmy jedynymi, którym się nie powiodło.
A co zrobić, gdy się uda? – W dzienniczku powinniśmy wpisać datę znaleziska, swój nick i adres poczty elektronicznej. W dobrym tonie jest opisanie stanu znaleziska – tłumaczy Janek, poszukujący skrzynek od czterech lat. – Jeśli jest upominek, możemy go sobie zabrać, wymienić na inny lub zostawić ten, który znaleźliśmy, dodając coś od siebie. Powinniśmy wówczas zaznaczyć to w dzienniku skrzynki – wyjaśnia i dodaje, że coraz więcej poszukiwaczy skrzynek zadowala się sfotografowaniem znaleziska.
Wtóruje mu Myszak, poszukiwacz z Zabrza. – Tu przecież nie chodzi nawet o to, co znajdziemy i czy w ogóle znajdziemy. Najważniejsza jest dobra zabawa – zauważa.
I rzeczywiście, bawi się już cała Polska, choć najwięcej skrzynek jest w Warszawie, na Górnym Śląsku i na Pomorzu, w okolicach Trójmiasta.
Do wyboru są różne wersje geocachingu. Dla twardzieli i amatorów sztuki przetrwania zarezerwowane są skrzynki, na których znalezienie powinno się poświęcić przynajmniej kilkanaście godzin. Te o średnim stopniu trudności wymagają mniejszego zaangażowania, aczkolwiek trzeba się wybrać w plener i przeczesać jakiś fragment pustkowia. W ostatnim czasie pojawiły się też formy czysto rekreacyjne, gdy skrzynek szuka się podczas niedzielnych spacerów z rodziną w parku. Nie trzeba w tym wypadku zaawansowanego sprzętu, a niekiedy można też obejść się bez nawigacji. Wystarczy dobrze opisana trasa.
GPS, czyli gdzie to jest?
Warto mięć jednak na uwadze, że geocaching to zabawa stworzona przez posiadaczy GPS-ów. Wykorzystując nawigację satelitarną, ustalają miejsce ukrycia skrzynki i wytyczają trasę do schowka. Nie trzeba w tym celu wykorzystywać zaawansowanych nawigacji turystycznych, których używają na co dzień na przykład służby ratownicze (GOPR, TOPR, WOPR). Powinien wystarczyć telefon komórkowy, do którego za pomocą Bluetootha podłącza się odbiornik GPS. Taką możliwość mają w zasadzie wszystkie komórki wyprodukowane w ciągu ostatnich 2–3 lat. Jest to zdecydowanie najtańsze rozwiązanie – taki moduł GPS można kupić już za 150 złotych.
Zdecydowanie drożej wychodzi zakup telefonu z wbudowaną nawigacją (około 1500 złotych). Mniej więcej za tę sama kwotę można już kupić palmtopa, który nad komórką ma tę przewagę, że wyposażony jest zazwyczaj w lepszej jakości wyświetlacz (wyraźniejszy i większy) i antenę GPS. Żeby wybór był jeszcze trudniejszy – w tej samej cenie można też kupić nawigację turystyczną, niejako przeznaczoną dla amatorów aktywnego wypoczynku w terenie. Trzeba jednak się zastanowić, czy warto wydawać 1500 złotych. Choć często są to już urządzenia wielofunkcyjne i wiele z nich ma oprogramowanie wspomagające zabawę w geocaching, to ich zastosowanie wciąż jest ograniczone. Oczywiście dla entuzjastów rajdów terenowych – pieszych, narciarskich i rowerowych – czy też dla zmotoryzowanych, będzie to gadżet absolutnie niezbędny.
Pierwsze kroki
Gros początkujących sięga najpierw po skrzynki leżące najbliżej ich miejsca zamieszkania. Można w ten sposób poćwiczyć obsługę GPS-a, nabrać wprawy w poszukiwaniach, wreszcie na nowo odkryć okolicę. I właśnie dla wielu poszukiwaczy krajoznawcza strona zabawy to jej największy magnes. Po raz kolejny daremne poszukiwania na stołecznej Pradze zrekompensowaliśmy sobie z rodziną spacerem po dzielnicy, która według wielu jako jedyna zachowała atmosferę dawnej Warszawy.














Wpisz komentarz
Zamknij to okno