Majówka w Warszawie
„Jak Warszawa, to w maju, gdy kwitną bzy” – radzi piosenka. I jest w tym jakaś mądrość. W promieniach wiosennego słońca miejska zieleń prezentuje się wspaniale, jeszcze niezmęczona upałem i spalinami. Majowy weekend w Warszawie to niezły pomysł. W dni wolne od pracy można zobaczyć to fajniejsze, bardziej „ludzkie” oblicze stolicy, która na chwilę przystaje w biegu do i z pracy
Warszawa – program obowiązkowy

Zwiedzanie stolicy należy rozpocząć tradycyjnie od rzutu oka na miasto z góry. W tym celu wjeżdżamy na 30. piętro Pałacu Kultury i Nauki (114 m wysokości). Panorama jest warta wydanych pieniędzy, zwłaszcza że jej ogromną zaletą jest fakt, że nie szpeci jej sylwetka Pałacu Kultury i Nauki. Następnie udajemy się na spacer najstarszym traktem komunikacyjnym stolicy wiodącym ze starówki aż do Wilanowa (to ładnych kilkanaście kilometrów, więc znaczną część „spaceru” odbędziemy autobusem). Warszawska starówka (najnowsza starówka Europy) ma do zaoferowania kilka miłych widoczków oraz tłumy ludzi. Stanowczo odradzamy też żywienie się w tym miejscu. Na warszawskiej starówce jak nigdzie indziej sprawdza się zasada, że im więcej turystów, tym gorsze jedzenie. Zwiedzanie Zamku Królewskiego jest rozrywką raczej umiarkowaną – o wiele ładniejszy i ciekawszy jest Pałac w Wilanowie – jeśli w ogóle lubicie takie klimaty. Warto natomiast wejść na chwilę do barokowego kościoła sióstr wizytek i obejrzeć ambonę. Posuwając się dalej w stronę Wilanowa, mijamy Uniwersytet Warszawski (ta ładna brama po prawej to Akademia Ssztuk Pięknych) i wkraczamy na reprezentacyjny Nowy Świat. Po prawej, zaraz za skrzyżowaniem z ulicą Świętokrzyską, w miejscu, gdzie kiedyś mieściła się kultowa kawiarnia Nowy Świat – bardzo ciekawy lokal Nowy Wspaniały Świat. Warto zajrzeć dla atmosfery tego wnętrza. Idąc Nowym Światem, nadal w tym samym kierunku, po lewej stronie widzimy tuż przy murze prawdziwe drzewko. Od lat warszawiacy podziwiają jego siłę i determinację. Wyrasta ze szczeliny między murem a chodnikiem i co roku na wiosnę obsypuje się świeżymi listkami! Następnie po prawej wejście w ulicę Chmielną – słynną w czasach komuny z ekskluzywnych butików wypełnionych produkcją „prywaciarzy” oraz towarami z mniej lub bardziej legalnego importu. Dziś sklepy na Chmielnej nie robią już takiego wrażenia. Zwłaszcza że ulicą dojść można do niewątpliwie najmilszej i chyba największej z warszawskich księgarń – Traffica. Polecam zmęczonym turystom chwilę wytchnienia przy kawie, ciasteczku i lekturze (w kąciku dla dzieci kilka kulturalnych atrakcji dla najmłodszych). Jeśli jesteśmy nastawieni na shopping, to mijamy Traffic i mkniemy dalej do niedalekiej Galerii Centrum. Przerobione z dawnych domów towarowych o wdzięcznych nazwach Wars, Sawa i Junior ciągi handlowe mieszczą sklepy wszystkich topowych, popularnych marek.
Shopping

Zatrzymajmy się tu na chwilę i zboczmy z trasy zwiedzania obowiązkowego, aby oddać się tej nowej namiętności, jaką jest bywanie w centrach handlowych. Otóż Warszawa, jak mało które miasto, oferuje tu szereg możliwości. Z Galerii Centrum, w której właśnie jesteśmy, możemy przedefilować przez Plac Defilad i dotrzeć do Złotych Tarasów. Ich blichtr jest powalający (godzina parkowania na tutejszym parkingu – 5 zł!), czasami tylko zakłócany przez osobników wypełzłych z czeluści pobliskiego Dworca Centralnego, osobników niepasujących do tego świata ani wyglądem, ani mową, ani zapachem. Jednak architektonicznie Złote Tarasy z pewnością robią wrażenie. Jeśli jednak ostentacyjny przepych nam się znudzi, możemy tuż pod Tarasami wsiąść w tramwaj i pojechać w jedną stronę do Arkadii lub w drugą stronę do Galerii Mokotów. Galeria Mokotów była pierwsza. Warszawiacy szaleli na jej punkcie. Stała się miejscem zakupów, spotkań, rozrywek... W miarę upływu czasu miłość do GalMoka gasła i dziś można już nawet usłyszeć obelżywe sformulowania typu Galeria Motłochu. No cóż, miłość tłumów podobnie jak łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Co nie zmienia faktu, że warszawiacy nadal umawiają się na spotkania i oglądają filmy w galeriach handlowych. Jeśli natomiast chcielibyście coś realnie kupić, to polecam raczej dyskretnie położoną w Ursusie Factory. Kilka razy taniej za to samo! Ale jeśli nie chodzi o to, żeby kupić, tylko żeby popatrzeć, to możemy wrócić na trasę główną, czyli ulicę Nowy Świat, którą porzuciliśmy na chwilę dla tej handlowej ekspedycji.
Witryny wielkiego świata

Nowy Świat to najbardziej elegancka ulica Warszawy. Można przechadzać się tu i z przyjemnością gapić na pięknie wystylizowane wystawy, a jeśli ma się trochę szczęścia, można trafić na jarmark i kupić nawet mleko prosto od krowy! Jednym słowem – szyk. Przy Nowym Świecie – kultowa kawiarnia Bliklego ze słynnymi pączkami i zatrzęsienie innych lokali. Wszytkie modne Coffee Heaveny tu są, powoli wypierając broniące się ostatkiem sił – głównie dzięki wiernej po ostatnie piwo klienteli – Piotrusie i Bajki. I tak powoli dochodzimy do ronda słynnego z dwóch rzeczy – z budynku KC PZPR przejętego faktycznie a zarazem głęboko symbolicznie przez giełdę papierów wartościowych oraz z palmy. Palma „zasadzona” w 2002 roku na rondzie de Gaulle’a przez artystkę Joannę Rajkowską jest przedmiotem gorących sporów i wielkich emocji warszawiaków. Osobiście przychylam się do autora następującego postu: „Palma jest jedną z najpozytywniejszych i najradośniejszych rzeczy w tym mieście”. A że plastikowa? No cóż, każdy ma taką palmę, na jaką sobie zasłużył! Ale oto stoimy na rondzie i przed nami trudna decyzja. Albo idziemy naprzód Traktem Królewskim wierni oldskulowej tradycji zwiedzania, albo robimy malutki skok w bok i skręcamy w Aleje Jerozolimskie. Udając się oczywiście w stronę przeciwną niż Jerozolima. Tu, zaraz po prawej, fajny lokal z niezłymi pierogami, a kawałeczek dalej jeden z lepszych w mieście kebabów. Jeśli jednak jeden kebab to za mało, możemy wsiąść w tramwaj i udać sie tymi samymi Alejami tym razem w stronę Jerozolimy, przez most do najszykowniejszej dzielnicy Warszawy, czyli na Saską Kepę. Tam, przy Placu Przymierza, genialne arabskie jedzenie. Tak posileni możemy pospacerować chwilę po jednym z najwspanialszych warszawskich parków – Parku Skaryszewskim. Warto. Po tym krótkim wypadzie na drugi brzeg wracamy karnie na Trakt Królewski w miejscu, w którym go opuściliśmy, czyli pod palmę.
Plac pełen życia

I ruszamy dalej Traktem Królewskim, wkrótce osiagając Plac Trzech Krzyży. Jego oblicze zależy od pory dnia i roku, o jakiej tu trafimy. Przed południem w dzień powszedni wokół kościoła św. Aleksandra pomykają z gracją rządowe limuzyny tam i z powrotem. Tuż obok, przy ulicy Wiejskiej, mieści się bowiem gmach sejmu (można go zwiedzać po umówieniu). Wokół placu miłe knajpeczki i elegankie butiki BARDZO WIELKICH MAREK. Atmosfera zmienia się tu po zmroku, kiedy miejsce to odzyskują jego pierwotni „właściciele”, czyli geje. A w zasadzie nie geje, bo ci bywają zupełeni gdzie indziej, w nowych eleganckich klubach, tylko zwykli pederaści starej szkoły. Jest to też miejsce, gdzie panowie oferują usługi seksualne za stosowny ekwiwalent pieniężny, niech nas więc nie zdziwi widok młodzieńca w wieczorowym makijażu wdzięcznie wspartego o ścianę poczty. Natomiast zarówno homoseksualiści, jak i rządowe limuzyny znikają w niedzielny poranek, gdy dzwon kościoła wzywa na mszę. Zwłaszcza w maju i czerwcu plac należy do eleganckich młodzieńców w garniturkach i dam w bieli sypiacych wdzięcznie kwiatki. Ale zasiedzieliśmy się na Placu Trzech Krzyży i czas pędzić dalej. Między gmachami BARDZO WAŻNYCH URZĘDÓW dochodzimy do Parku Ujazdowskiego. Tu jeden z najlepszych placów zabaw dla dzieci z międzynarodową klientelą. A jeśli zwiedzamy bez dzieci, mijamy Park Ujazdowski i mkniemy dalej do Łazienek Królewskich. To bardzo piękny park ze ślicznym pałacem, teatrem na wodzie, pawiami, łabędziami i wiewiórkami. Tu też czeka jednen z najsłynniejszych polskich pomników – Fryderyk Chopin pod wierzbą płaczącą. Dookoła klomby kwiatów i ławeczki. W sezonie w każdą niedzielę o 12 odbywają sie tu koncerty na świeżym powietrzu. Pod pomnikiem, wsród kwiatów. No, trochę to jest kiczowate, ale swój urok ma. Po wyjściu z Łazienek czeka nas do Wilanowa baaardzo długi spacer. Długi i mało ciekawy, proponuję więc osiągnięcie Wilanowa inną drogą.
Wzdłuż metra
Pojedziemy metrem. W końcu mamy metro, to nim jeździmy. Może nie jest to metro szczególnie imponujące, ale jest. Wsiadamy gdziekolwiek z rowerami (przewóz rowerów bez dodatkowych opłat) i jedziemy w stronę stacji Kabaty. Po drodze warto wysiąść na stacji Pole Mokotowskie. Zwłaszcza w dzień wolny od pracy przy ładnej pogodzie Pole Mokotowskie to miejsce warte odwiedzenia. Rozległy obszar zieleni, na którym każdy odpoczywa jak lubi – jedni jeżdżą na rolkach, inni na rowerach, jeszcze inni korzystają z placów zabaw, ktoś czyta książkę, a ktoś inny opala się na kocyku lub sączy piwo w jednym z tutejszych pubów. To taki nasz – toutes proportions gardees – Central Park. Bardzo lubię to miejsce. A kiedy już objedziemy sobie Pole na rowerze, warto posilić się w Samirze – genialnej arabskiej restauracji położonej tuż przy Polu, obok Biblioteki Narodowej i zajezdni śmieciarek (dojazd od strony Pola ścieżką, dojazd samochodem od alei Niepodległości). W Samirze jedzenie dobre, egzotyczne i w rozsądnych cenach. Jeśli jednak kuchnia arabska nie budzi naszego entuzjazmu, możemy posilić sie po drugiej stronie Pola w amerykańskiej restauracji Jeff’s. Bardzo dobra kuchnia w stylu tex-mex. No, ale dosyć tego popasu, trzeba zwiedzać! Wsiadamy do metra i jedziemy do końcowej stacji – Kabaty. Stąd 3 kilometry wygodną ścieżką rowerową jedziemy do Powsina. Tutejszy Park Kultury to kolejne z ulubionych miejsc wypoczynku warszwiaków. Godny polecenia jest – zwłaszcza na wiosnę – tutejszy Ogród Botaniczny. Przyjemną dawkę adrenaliny zapewni park linowy, a można też oddać się rozrywkom umysłowym, grając w szachy wielkimi figurami ustawionymi w parku. Ale wystarczy już odpocyznku. Wsiadamy na rowery i jedziemy do pobliskiego Wilanowa. Piękny pałac w pieknym parku z piekną love story w tle. Miło pospacerować po alejkach, popatrzeć na posągi i pomniki, a można też popływać gondolą (prawie jak w Wenecji). I tu kończy się program obowiązkowego zwiedzania, choć oczywiście jest to wybór subiektywny i można sobie wymyślić kilka innych – równie ciekawych tras. Ta jest jednak najbardziej klasyczna.
Inne trasy
Z miejsc, które na trasie Królewskiej się nie znalazły, a z pewnością zasługują na obejrzenie, należy wymienić cmentarz na Powązkach, ze słynną aleją zasłużonych, pięknymi pomnikami i starymi drzewami. A jeśli już trafimy na Powązki, to warto ulicą Stawki wejść na teren byłego getta. Tu był, oznaczony dziś tablicą pamiątkową, Umszlagplatz (na którym w czasach komunistycznych postawiono – jakże praktycznie – stację benzynową), tu wznosi się pomnik Bohaterów Getta. Pozostając w nurcie martylogicznym koniecznie należy zobaczyć niezwykłe, bardzo nowoczesne i wywołujące ogromne emocje Muzeum Powstania Warszawskiego. A jeśli martylogii jeszcze odczuwamy niedosyt, to niedaleko jest Cytedela Warszawska z miejscem straceń z okresu zaborów.
Aby porzucić już wątek historyczny, zastanówmy się, gdzie spędzić wieczór. Poza licznymi klubami i galeriami handlowymi wyposażonymi w kinowe multipleksy, Warszawa oferuje też kilka dobrych teatrów. Dla miłośników rozrywki niewymagającej wysiłu intelektualnego znakomitą propozycję ma teatr Kwadrat. Duża porcja śmiechu, znakomite aktorstwo i udany wieczór w miłym nastroju gwarantowany. Jeśli natomiast chcemy zobaczyć na scenie Krystynę Jandę (a już dla tego samego celu warto przyjechać do Warszawy) to należy wybrać sie do Teatru Polonia, który jest własnościa aktorki i w którym występuje ona w wielu głośnych rolach. Modzieży polecam najbardziej kontrowersyjną scenę stolicy – TR Warszawa. Miłośnicy musicali stanowczo powinni udać się do teatru Roma słynnego z tak głośnych inscenizacji, jak choćby „Upiór w Operze”. Wśród teatrów dla dzieci zdecydowanie wyróżnia się Guliwer, w którym nie widziałam jeszcze złego przedstawienia (a widziałam ich około dwudziestu). No i jeśli ktoś lubi takie klimaty, to zawsze jest jeszcze Teatr Narodowy. Hmm...
Z miejsc przeznaczonych dla publiczności szukającej innych zgoła klimatów wyróżnia się Centralny Basen Artystyczny (różne imprezy – trzeba sprawdzać w internecie). A jeśli chcielibyście pójść do kina z klimatem, to koniecznie oldsuklowy Muranów z ambitnym repertuarem. Dla każdego znajdzie się coś miłego. W Warszawie naprawdę można się nie nudzić. A zwłaszcza w maju, gdy kwitną bzy.
Komunikacja
Po Warszawie łatwo i przyjemnie poruszamy się komunikacją miejską, natomiast dla kierowców bez doświadczenie jest to raczej trudne miasto. Dodatkowo trzeba pamiętać, że w centrum parkowanie jest płatne w dni robocze od 8 do 18 a ze strażą miejską nie ma żartów. Sieć ścieżek rowerowych stanowi sensowną alternatywę dla komunikacji samochodowej. Jeśli jednak autobusem to warto sprawdzić ofertę ZTM i wybrać najkorzystniejszy bilet. Tak wyposażeni w środek transportu możemy przystąpić do wyboru atrakcji.
Wpisz komentarz
Zamknij to okno