Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do inspiracji (227)

Lot nad Biebrzą


Na tę wyprawę czekaliśmy prawie dwa lata. Ale było warto. Okazała się przygodą życia. No i dzieci były zachwycone

Telefon. Ten wyczekiwany od dawna. Mistrz Polski w baloniarstwie zaprasza nas na lot nad rozlewiskami Biebrzy. Wreszcie zgrały się nasze terminy. I pogoda też nam sprzyja.  

Ponieważ ma to być wielka niespodzianka dla dwójki naszych dzieci, ukradkiem pakujemy niezbędne rzeczy. Startować będziemy z samego serca Biebrzy – Goniądza – zaś w drodze powrotnej odwiedzimy naszą rodzinę w Białymstoku. I właśnie tym rodzinnym spotkaniem tłumaczymy nasz nieoczekiwany wyjazd.
Trochę jak na złość mam więcej zajęć w pracy, więc wyruszamy z małej mazowieckiej wioski już po godzinie dwudziestej pierwszej. Gnamy samochodem, ile fabryka dała, ale i tak dopiero około północy meldujemy się w umówionym gospodarstwie agroturystycznym w Goniądzu. Gospodarze są na tyle mili, że zgodzili się nas ugościć tylko przez jedną noc.
Pakujemy dzieci do łóżek, pamiętając, że już o czwartej rano musimy być na nogach. Oboje z żoną pilnujemy się, żeby choćby półsłówkami nie wydać tajemnicy przed czasem.


Męska przygoda

Zasypiamy po nastawieniu pięciu budzików, ale i tak z przejęcia wstajemy wcześniej. Dzieciaki, zaspane i obruszone ściąganiem ich z łóżek o tak niechrześcijańskiej porze, marudzą: „Tato, dlaczego? Mamusiu, powiedz mu...”.
Przed domem, w którym nocowaliśmy, czekają już samochody organizatorów. Na szczęście nie mają żadnych napisów w zrozumiałym dla dzieci języku, więc tajemnica wyprawy wciąż jest utrzymywana. Wertepami, rozchlapując kałuże, jedziemy na skraj Biebrzańskiego Parku Narodowego.
Zaczynamy rozpakowywać przyczepy. Tu niespodzianka dla nas. Okazuje się, że mistrz baloniarstwa wyszykował nam lot dwoma balonami, a nie jednym, jak umawialiśmy się korespondując przez wiele miesięcy.

Pomagamy ekipie. Rozciągamy czasze balonów, układamy linki – wszystko pod fachowym okiem baloniarzy. Synek trochę mniej się udziela. Nie dlatego jednak, żeby się bał latać balonem, po prostu latania nie było w planach na dzisiaj i musi upłynąć chwila, zanim wdrukuje przygodę do dziennego terminarza.
Baloniarze włączają palniki, które będą ogrzewały powietrze naszych balonów. Długie, kilkumetrowe jęzory ognia przekonują wreszcie synka, że będzie miał do czynienia z prawdziwą męską przygodą. Teraz i on włącza się do pomocy. Przyda się każda para rąk, choćby siedmioletnich.
Nasze statki powietrzne wypełnione już są rozgrzanym powietrzem. Z losowania wypada, że ja i synek będziemy lecieć w pierwszym balonie, nasze panie zaś za nami. Wskakujemy do koszy.

Komentujesz: Lot nad Biebrzą

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Tagi: balony, biebrza, lot


Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie