Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do inspiracji (237)

Witaj w Podróży nr 34, luty/marzec 2013

Wyspa jak z księżyca


Lanzarote, jedna z wysp kanaryjskiego archipelagu, kojarzy się z wulkanami i zastygłą lawą. To, co gdzie indziej byłoby przekleństwem, tu jest atutem. Z podróży przywieziemy wspomnienia księżycowych krajobrazów oraz... smaku steka upieczonego w wulkanie.

Tekst Monika Witkowska


Wyobraźmy sobie wyspę mającą 60 km długości i 20 km szerokości, czyli raczej niewielką, na której jest aż 300 wulkanów. Większość jej obszaru pokryta jest lawą – to efekt wybuchów, jakie miały miejsce w latach 1730––1736. Niektóre z wulkanów wciąż są aktywne, ale bez obaw – ostatnia erupcja miała miejsce w 1824 r., a profilaktycznie wszystkie są pod kontrolą sejsmologów.

W zgodzie z naturą
Różne mamy skojarzenia związane z Wyspami Kanaryjskimi, ale to, co spotkamy na Lanzarote, zwykle tym wyobrażeniom zaprzecza. Zamiast tropikalnych lasów zobaczymy tu wielkie, niemal bezdrzewne przestrzenie. Nie znajdziemy także wielu nadmorskich deptaków (są tylko w kilku miejscowościach typowo turystycznych), zaś luksusowe hotele wcale nie przypominają ciągu blokowisk, jakie można zobaczyć w innych miejscach.

Władzom wyspy nie zależy na nadmiernej komercji i masowej turystyce – stawiają raczej na zachowanie równowagi z naturą. Jeszcze kiedy żył César Manrique – wybitny artysta, któremu Lanzarote zawdzięcza swój wyjątkowy charakter – wprowadzono z jego inicjatywy zakaz stawiania budynków mających więcej niż dwa piętra, a w przypadku hoteli – co najwyżej cztery (wyjątek stanowi kilkunastopiętrowy budynek w centrum Arrecife). Przyjęło się również malowanie domów na biało, z okiennicami i drzwiami zielonymi (w głębi wyspy) lub niebieskimi (blisko morza). Wszechobecnym elementem są też cebulowate kominy zaprojektowane przez Manrique – wszystko to idealnie komponuje się z szarym tłem, jakie stanowi skamieniała lawa.

A ta jest wszędzie – przy tak licznych wulkanach inaczej być nie może. Wbrew pozorom jednak szarobrunatny lawowy krajobraz wcale nie jest nudny – wręcz przeciwnie, ma w sobie coś magicznego. Nic dziwnego, że Lanzarote lubią artyści szukający inspiracji, pisarze potrzebujący wyciszenia i ekipy filmowe korzystające z oryginalnych plenerów do kręcenia filmów i reklam. Przyjeżdżają tu też celebryci i znani politycy – dla nich z kolei ważna jest kameralność i możliwość cieszenia się ciszą i pustką, bo nawet na tutejszych plażach można jeszcze znaleźć ustronne miejsca. Tajemnicą poliszynela jest, że przyjeżdżali tu np. Gorbaczow, Kohl czy Havel, a w rezydencji wybudowanej przez króla Jordanii Husajna I i przekazanej w prezencie królowi Hiszpanii Juanowi Carlosowi ten drugi też czasami się pokazuje. Na stałe natomiast mieszka na Lanzarote księżniczka Alexia, córka ostatniego króla Grecji.

Czerwone góry
Mieszkańcy wyspy to w większości Europejczycy (Hiszpanie, Brytyjczycy i Niemcy), ale nie brakuje także przybyszy z Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej. Pierwszym osadnikiem ze Starego Kontynentu, który dotarł na Lanzarote, był w 1312 r. Lancelotto Malocello – Włoch, od którego imienia pochodzi nazwa wyspy. Wcześniej mieszkający tu Guanczowie nazywali ją „Titerro(y)gatra”, co oznaczało „Czerwone góry”.

Przez długie stulecia z pewnością nie był to dla osadników raj na ziemi – w XIX i XX w. wielu z nich wyemigrowało, zwłaszcza na Kubę i do obu Ameryk. Dopiero za sprawą pomysłów Césara Manrique zaczęto doceniać niezwykłość tego miejsca. Zaczęli pojawiać się turyści. To głównie z ich obsługi teraz się tu żyje – z braku urodzajnych ziem rolnictwem zajmują się tylko nieliczni, za to w biznesie turystycznym pracuje ok. 90 proc. mieszkańców.

Dobre cały rok
Lanzarote to idealne miejsce dla tych, którzy nie przepadają za nadmiernymi upałami. Niech nas nie zmyli to, że wyspa jest położna zaledwie 120 km od wybrzeży Afryki (a dokładnie Maroka) i dobre 1000 km na południe od Półwyspu Iberyjskiego. Łagodny lokalny klimat określa się mianem „wiecznej wiosny” i nawet jeśli przyjedzie się tu w lipcu czy sierpniu, kiedy temperatura w ciągu dnia wynosi ok. 30°C, poranki mogą być pochmurne i wcale niegorące (w okolicach 20°C). Słupki rtęci rosną, kiedy zaczyna wiać calima – suchy wiatr z Sahary, przynoszący nie tylko 40-stopniowe upały, lecz także mnóstwo piachu, co zdecydowanie ogranicza widoczność. Opady są niewielkie (najczęściej występują w listopadzie i grudniu, choć i tak przeważa wtedy słońce), za to bywa dość wietrznie. Generalnie właściwie każda pora jest dobra, by odwiedzić Lanzarote, chociaż może lepiej omijać szczyt sezonu, kiedy ze względu na szkolne wakacje jest najbardziej tłoczno, a ceny są najwyższe.


Komentujesz: Lanzarote: Wyspa jak z księżyca

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Tagi: hiszpania, wyspy kanaryjskie


Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie