Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do inspiracji (227)


Kraina indiańskich duchów



Są na świecie zjawiska, które pomimo że mają wiele wytłumaczeń nadal pozostają niepojęte. Tak właśnie jest z krajobrazem Wyżyny Kolorado


Tekst Monika Węgrzyn


O niewiarygodnych formach skalnych, jakie napotykamy na przykład w Bryce Canyon, możemy powiedzieć, że oto – jak twierdzą Pajutowie – legendarni ludzie, którzy tak naprawdę ludźmi nie byli (potrafili jednak przybierać ludzką postać), na skutek swoich występków zostali przez Boga-Kojota zamienieni w skały. I trwają tak do dziś, rozmawiając w grupach, tuląc się do siebie, spacerując. A wszyscy mają czerwone twarze.


Możemy też powiedzieć inaczej: że formacje skalne zawdzięczają swe przedziwne ukształtowanie wyjątkowym warunkom klimatycznym. „Przez ponad 200 dni w roku temperatura dobowa w kanionie waha się pomiędzy dodatnią a ujemną. W ciągu dnia woda wpływa w drobne szczeliny skalne i zamarza w ciągu nocy. Ten cykl zamrożeń i rozmrożeń powoduje rozpadanie się skał. Ponadto woda deszczowa ma odczyn kwasowy, dzięki czemu rozpuszcza wapienne skały. Oba te procesy odpowiedzialne są za powstawanie formacji skalnych powszechnych na terenie parku”.


Wystarczy jednak, że przejedziemy przez Monument Valley, święte miejsce Indian Nawaho, gdzie skały zdają się uważnie obserwować przybyszów, abyśmy doszli do wniosku, że nawet jeśli definicja Pajutów nie jest zupełnie ścisła, to jest o wiele bliższa prawdy, niż ta druga koncepcja zaczerpnięta z Wikipedii. A być może obie są tak samo prawdziwe? Magii Południowego Zachodu nie sposób się oprzeć, nawet jeśli – wzorem części turystów – zwiedzamy tutejsze parki narodowe, nie wysiadając z samochodu.


Salt Lake City i Moab

Utah to stan na południowym zachodzie Stanów Zjednoczonych. Jego stolicą jest Salt Lake City, miasto mormonów. To tu znajduje się ich główna świątynia i światowe władze mormońskiego kościoła. A jednak dla nas, turystów, stolicą Utah jest miasteczko Moab. Klimatem przypomina Zakopane sprzed stu lat. Nie ze względu na architekturę (ta jest typowo westernowa, dzięki czemu powstało tu wiele filmów z Dzikiego Zachodu), ale ze względu na atmosferę miasteczka u podnóża gór zamieszkanego głównie przez tych gór miłośników.


To stąd rozpoczynamy wędrówkę po pięciu parkach narodowych, jakimi może poszczycić się stan Utah, a następnie udamy się na mały wypad do sąsiedniej Arizony.


Zatrzymajmy się jednak jeszcze na chwilę w miasteczku. W galerii możemy obejrzeć niezwykłe zdjęcia Toma Tilla, który od lat zajmuje się fotografowaniem tutejszego krajobrazu. Bo choć tutaj wszyscy robią zdjęcia, to jednak prace Tilla są jedyne i niepowtarzalne. Możemy też pójść na spacer nad rzeką Kolorado i zobaczyć rysunki naskalne. Przedstawiają tajemnicze postacie i naukowcy ciągle się spierają, kogo w zasadzie wyobrażają. Jest mnóstwo teorii na ten temat, ale jedno nie ulega wątpliwości – są bardzo stare (choć na temat tego jak bardzo też trwają spory). Najbardziej popularną postacią z tych rysunków jest z pewnością Kokopelli – bóg płodności grający na flecie. Grając na nim, muzyką stwarza świat. Jego podobizna widnieje także na niezliczonych pamiątkach, które możemy kupić w sklepach dla turystów.


Opuszczamy Moab, aby zobaczyć z bliska czerwone skały o niezwykłych formach. Ci najbardziej żądni adrenaliny wyjeżdżają z miasteczka na rowerach. W tutejszych wypożyczalniach sprzęt jest indywidualnie dopasowywany do każdego rowerzysty. Tarczowe hamulce, przekładnie, stan idealny. To ważne, bo przed nami jeden z najbardziej popularnych na świecie górskich szlaków rowerowych – Slickrock Trail. To zabawa dla ludzi o mocnych nerwach. Po skałach wije się wąska, przerywana, biała linia. Sztuka polega na tym, aby się jej trzymać. Ani w lewo, ani w prawo, jedziemy dokładnie po śladzie. Szybkie zjazdy, ostre podjazdy, przepaście po obu stronach. A to wszystko wśród bajkowych formacji skalnych. Szlak ma około 20 kilometrów i dostarcza mocnych wrażeń.


Aby nieco ochłonąć, możemy spłynąć kajakiem fragmentem rzeki Kolorado. Kąpiel w zasadzie gwarantowana, zwłaszcza gdy ktoś nie potraktuje bardzo serio słów pięknej indiańskiej przewodniczki, namawiającej do płynięcia za nią i tylko za nią – nigdzie indziej. Rzeka przypomina nieco szerszy Dunajec. Tylko skały, które pną się tu wysoko w górę, tworząc strome brzegi kanionu, są innego koloru – zdecydowanie bardziej czerwone. Nagle po prawej brzeg układa się w kształt ogromnego krokodyla – to najsłynniejszy fragment przełomu. Chwila odpoczynku, kąpiel w spokojnej zatoczce i płyniemy dalej, mijając żelazną bramę zamykającą tajemnicze wejście w głąb skały. To nie jest wejście do Morii, tylko do dawnej kopalni uranu. Na szczęście dziś zamiast szukać uranu ludzie szukają tu wypoczynku i pięknych widoków.


Komentujesz: Kraina indiańskich duchów

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Fotogaleria: Galeria artykułu



Tagi: usa, utah, wyżyna kolorado


Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie