Ikona jest oknem na Boga, czyli o zajęciach z pisania ikon słów kilka
Do Muzeum Ikon w Supraślu szłam z niepokojem w sercu. Jednym z punktów programu miały być zajęcia z pisania ikon, a ja jestem znana ze swojego antytalentu plastycznego. Postanowiłam jednak zaryzykować i zgłębić tę zupełnie nieznaną mi sztukę
Tekst:: MIRA GIZA
Zdjęcia:: Mira Giza i Leszek Lubicki
Zanim jednak wręczą mi pędzle i farby, trzeba obejrzeć zbiory muzealne. Pomysłodawcy sposobu prezentacji ikon należy się nagroda Nobla. Podczas podróży po Polsce co rusz odwiedzam muzea i często sposób zwiedzania polega na tym, że przechodzi się z przewodnikiem po salach, w których kolejnych zabytków pilnują znudzone i wrogo nastawione pracownice muzeum. Tym razem natychmiast po wejściu do pierwszej sali zostaję zaskoczona ciemnością, by po chwili usłyszeć dźwięki muzyki prawosławnej i zobaczyć ikony gdzieniegdzie wyłaniające się w promieniach kolejno włączanych świateł. Ekspozycja zachwyca. Jestem w pomieszczeniu stylizowanym na katakumby, a ikony zawieszono w wydrążonych w ścianie otworach. To sala kanonu, w niej dowiadujemy się, jakimi zasadami kierowali się twórcy ikon, jeśli chodzi o sposób malowania czy przedstawiania postaci. Przemiła pani przewodnik cichym głosem opowiada historię sprowadzenia do Supraśla zakonników reguły św. Bazylego oraz późniejsze losy zabudowań klasztornych i samego ikonostasu.
Częściowo z przemytu
Wędrując od sali do sali, możemy zauważyć świetnie zaaranżowane przejścia, stylizowane na cerkiewny klimat. Gra świateł, cicha muzyka, lustra i harmonijna kolorystyka uwydatniają piękno zgromadzonych ikon. Od przewodniczki dowiadujemy się, że muzeum może się poszczycić jedną z najbogatszych w Polsce kolekcji rosyjskich ikon prawosławnych z XVIII, XIX i XX wieku. W zbiorach znajdują się metalowe oraz wykonane na desce ikony podróżne, plakiety i krzyże. Pada w końcu pytanie, skąd wzięła się tak duża liczba ikon rosyjskich. – Większa część, pochodząca z udaremnionego przemytu, została przekazana przez Białostocki Urząd Celny. Inne zostały zakupione przez muzeum lub przekazane przez osoby prywatne – odpowiada przewodniczka. Do sali Matki Bożej, w której zgromadzono szereg ikon przestawiających Bogurodzicę, docieramy, mijając korytarz pokryty taflami luster, na których umieszczono maleńkie krzyżyki i zawieszki. Zaglądamy jeszcze z ciekawością do celi ikonopisarza i przez chwilę wczuwamy się w atmosferę, jaka panowała podczas pisania ikon. Kiedy pierwszy raz usłyszałam, że mam uczestniczyć w zajęciach nie z malowania ikon, tylko z pisania, byłam zaskoczona. Ikony się pisze? Ano dokładnie tak. Mówimy, że piszemy ikony, gdyż ikona nie jest zwykłym obrazem religijnym. Ma przede wszystkim pogłębić życie duchowe i natchnąć do modlitwy.
Udajmy się jeszcze do sali, w której znajdują się XVI-wieczne freski supraskie ocalałe z wysadzonej przez Niemców w 1944 roku cerkwi Zwiastowania Najświętszej Marii Panny. Przedstawiają one postaci patriarchów i męczenników ze Starego i Nowego Testamentu. To już jednak ostatnia ekspozycja jaką oglądamy. Pani przewodnik żegna się z nami i prowadzi do miejsca, w którym odbywają się zajęcia z pisania ikon.
Jak dzieci
Zaczynam czuć niepokój, który powoli znika pod wpływem wyjątkowo miłej pani, która ma prowadzić z nami zajęcia. Pomieszczenie, w którym się znajdujemy, to klimatyzowana sala w piwnicy z ceglanym sklepieniem. Na środku ustawiono duży stół, z boku widać stolik z farbami i pędzlami oraz wieszak z gumowymi fartuchami w żywych kolorach czerwonym, niebieskim i żółtym. Wybieram żółty, po czym zajmuję miejsce przy stole. Zawsze wydawało mi się, że ikony są malowane – teraz już wiem, że pisane – bezpośrednio na drewnie. Okazuje się, że byłam w błędzie. Ikonopisarz, nim przystąpił do pisania, musiał sobie przygotować materiał. Polegało to na tym, że deskę smarował klejem, a następnie pokrywał płótnem, na którym kładł podkład. Dopiero wówczas przystępował do pisania. Kiedy malowidło było już ukończone, pokrywano je warstwą ochronną, która miała za cel utwardzenie i zabezpieczenie przed zanieczyszczeniami. Rozglądam się wokół i widzę, że moi współtowarzysze są całkowicie odprężeni. Ciekawe, czy naprawdę nie czują niepokoju, czy może w duchu panikują tak jak ja? Mam ochotę uciec. Tyle tylko, że jest już za późno, bo właśnie otrzymuję sklejkę wielkości zeszytu pokrytą zaprawą gipsową i... papier ścierny. – Każdy ikonopisarz musiał sobie najpierw przygotować materiał do pisania, więc proszę bardzo, gładzimy swoją deseczkę – mówi nasza nauczycielka. No więc pocieram i pucuję, zmieniam grubość papieru, aby wygładzić jak najlepiej. Śmiechu przy tym co niemiara, pył unosi się wokół, dorośli ludzie zaczynają się bawić jak dzieci.
Oblicze jest gotowe
Teraz pora na decyzję, czy wybiera się prostszy motyw do napisania ikony, czy trudniejszy. Wszyscy jak jeden mąż – no, oprócz jednej osoby – wybierają trudniejszy wzór do malowania, więc nie mam wyjścia, także się na taki decyduję. Jest to odbite na chuście oblicze Jezusa. Kolejny etap naszej pracy to naniesienie na deskę wybranego wzoru. Robi się to za pomocą kalki technicznej. Najpierw na kalce odrysowuje się wybrany wzór, a następnie przykłada i „kopiuje” go na deseczkę. Wiadomo, zajęcia trwają tylko półtorej godziny i jest to zdecydowanie za mało czasu, by napisać ikonę od początku do końca, więc najważniejszy i najbardziej pracochłonny element obrazu, czyli oblicze, otrzymujemy gotowy. Należy je tylko wyciąć i przykleić. Uff, póki co, jakoś sobie radzę. Teraz tylko wybór koloru farb, pędzli i można przystąpić do malowania. Tyle tylko, że to wcale nie jest takie proste. Na bocznym stoliku mamy do wyboru różnokolorowe pudełeczka z farbą w proszku oraz roztwór kurzego żółtka i wody, za pomocą którego rozprowadzamy na palecie sproszkowaną farbę, by następnie, mieszając różne kolory, stworzyć swoje własne i niepowtarzalne odcienie. Podglądam sąsiada. Spod jego ręki wychodzą cudne kolorki, na mojej palecie wygląda to zdecydowanie gorzej. Nie zrażam się jednak, tym bardziej że pani prowadząca zajęcia najczęściej pomaga właśnie mi. Hm, czyżbym miała wypisane na twarzy, że prace plastycznie nie są moją mocną stroną?
O tym, jak niepowtarzalne są przygotowywane przez nas odcienie, przekonuję się dużo później, w momencie gdy zabrakło mi farby, by dokonać ostatniego machnięcia pędzlem. Choć bardzo się starałyśmy – i ja, i pani prowadząca zajęcia – to, ku naszej rozpaczy, nie udało się już takiego odcienia odtworzyć. Sama jednak jestem sobie winna, bo nie posłuchałam pani prowadzącej, która radziła, żeby do tła wymieszać od razu więcej farby. Ale póki co, farby gotowe, pędzle w dłoń i do dzieła! Najpierw tło pokrywam pewną grubą linią. No, powiedzmy, że pewną linią, w końcu od lat nie trzymałam pędzla w dłoni. Potem za pomocą cieniutkiego pędzelka wykonuję kontury. Pokrywam żółtym kolorem aureolę wokół głowy Chrystusa. Malujemy... czy raczej piszemy! Minuty płyną nieubłaganie, od czasu do czasu zdarzają się jakieś „wypadki”. A to sąsiad sąsiadowi w ferworze pracy pochlapał jego dzieło, a to ktoś jeszcze poprawiający gładzenie papierem ściernym posypał gipsem częściowo gotową ikonę.
Ten, który jest
Jeszcze kilka machnięć pędzlem i już słyszę: – Dziękuję państwu za wspólnie spędzony czas. Jestem zaskoczona tym, jak szybko zajęcia dobiegły końca. Sprzątamy po sobie, dziękujemy naszej nauczycielce i naprawdę z żalem opuszczamy salę. Tak sobie myślę, że to bardzo dobrze, że ktoś dzisiaj za mnie zdecydował i „kazał” uczestniczyć w tych zajęciach, które okazały się rewelacyjną zabawą i przy okazji nauką. Bo gdybym sama, a nie z grupą, przyszła zwiedzić muzeum ikon, to na pewno nie zdecydowałabym się na tę lekcję. Wykonaną wówczas ikonę zabrałam z sobą do domu. Pisząc te słowa, patrzę na oblicze Chrystusa na zielonym tle i na litery wykonane wprawną ręką naszej nauczycielki czy raczej czarodziejki, która swoją wielką życzliwością zabrała nas w świat pisania ikon. Najistotniejszym elementem ikony przedstawiającej Zbawiciela – powiedziała – są wpisane w nimb, czyli aureolę otaczającą głowę, symbole ο ω ν, co oznacza „Ten, który jest”
INFO
Zajęcia z pisania ikon odbywają się dla grup zorganizowanych we wtorki i środy. Cena zajęć: 10 zł od osoby. Zajęcia dla osób indywidualnych odbywają się w piątki i w ostatnią niedzielę miesiąca po wcześniejszym zgłoszeniu (tel. 85 718 35 06 w. 24). Czas trwania: 1,5 godz. Cena zajęć: 20 zł od osoby .
Muzeum Ikon w Supraślu Oddział Muzeum Podlaskiego w Białymstoku ul. Klasztorna 1, Supraśl tel. 85 718 35 06 www.muzeum.bialystok.pl/suprasl
Wpisz komentarz
Zamknij to okno