Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do inspiracji (313)

Witaj w Podróży #41, kwiecień/maj 2014

Hotel Młyn Klekotki

Ukryta pośród mazurskich ostępów, pagórków, lasów i jezior, stara młyńska osada jest sama w sobie pomysłem na uroczy weekend. A i atrakcji wokół nie brakuje.

Tekst Piotr Wierzbowski

Ten stary młyn kupiłem przypadkiem. Wystawiony na aukcję, nie znalazł właściciela. A że nie miałem daczy, postanowiłem złożyć swoją ofertę – opowiada Zbigniew Tyszko, właściciel osady Młyn Klekotki, w czasie naszego spaceru po włościach. Tyszko przejął zabytkowy młyn wraz z przyległościami i rozległym terenem. Zaniedbany, ale na szczęście niezupełnie zrujnowany. A że jest człowiekiem o niezwykłej energii, z zapałem zabrał się za przywracanie miejscu właściwej kondycji. Był rok 1995.

W dawnej osadzie
Przechadzamy się po wzgórzach, na których usytuowana jest osada, a właściciel opowiada mi historię tego miejsca. Przyglądamy się staremu młynowi z muru pruskiego z początku XVII w., przylegającemu doń nowszemu o 200 lat domowi młynarza, a także stojącej obok starej stajni, w której obecnie mieszczą się restauracja i sala śniadaniowo-bankietowa. Powyżej nas znajduje się zbiornik wodny, z którego spiętrzona woda spada z hukiem w dół (napędzała niegdyś młyńskie koło). Nieco dalej stoją wybudowane niedawno, ale z zachowaniem stosownej stylistyki, budynki konferencyjne, recepcyjne, a także niezwykłe spa. Ponieważ osada wpisana jest do rejestru zabytków, wszelkie zmiany projektowe wymagają zgody konserwatora.

Pierwszy młyn stanął w Klekotkach już w czasach krzyżackich – wzmianki o mące mielonej w tym miejscu na rzecz rycerzy pochodzą z 1402 r. Po sekularyzacji zakonu osada weszła w skład Księstwa Pruskiego, a od 1591 r. młyn stał się własnością arystokratycznego rodu Dohnów i pozostał w ich rękach aż do końca II wojny światowej. Z ich inicjatywy w 1619 r. stary młyn znacząco rozbudowano, nadając mu konstrukcję szachulcową widoczną do dziś. Mimo wojennej zawieruchy, wkroczenia armii sowieckiej, a potem także napływu polskich osadników i nacjonalizacji majątku, osada przetrwała w niezmienionym kształcie. W latach 70. XX w. przeprowadzono częściową renowację obiektu i prawdopodobnie dzięki temu nowy właściciel przejął osadę zaniedbaną i zniszczoną, ale jednak niezrujnowaną.
Słuchając tej opowieści i przyglądając się odnawianym z wielkim pietyzmem budynkom, myślę sobie, że jest wiele miejsc w Polsce, które nie miały tyle szczęścia co Klekotki.

Albo dobrze, albo wcale
Zbigniew Tyszko jest jednym z tych ludzi, których niewyczerpana energia i pozytywne nastawienie do życia wprost promieniują na otoczenie. To dzięki jego zapałowi, determinacji i – nie ma co ukrywać – pieniądzom osada przeżywa obecnie najlepsze chwile w swojej historii. Rękę właściciela widać właściwie w każdym zakątku Klekotek. Zgodnie z zasadą „albo robimy coś dobrze, albo nie robimy wcale” Młyn Klekotki systematycznie powiększa i uatrakcyjnia swoją ofertę.

Klienci hotelu mogą wybierać spośród ponad 40 specjalnie zaprojektowanych pokoi oraz apartamentów. Każdy w nieco innym stylu. Jest pokój młyński, orientalny, chiński, kolonialny – co kto lubi. Wszystkie bardzo komfortowe, przestronne, niektóre zdobione rustykalnymi drewnianymi elementami wykonanymi przez lokalnych cieśli. Na całym terenie jest bezpłatny dostęp do Wi-Fi, w pokojach – telewizja satelitarna, a łazienki są duże i dobrze wyposażone.
Szczególne miejsce w ofercie Młyna Klekotki zajmuje jedzenie. Za kulinarne doznania odpowiada szef kuchni Mirosław Andrzejewski. Jak wspomina z sentymentem właściciel – pierwsza zatrudniona osoba w osadzie. To dzięki niemu na śniadanie serwowany jest pyszny, pieczony na miejscu chleb razowy, wiejska jajecznica, wędzone i pieczone przez niego wędliny oraz ryby, a także domowej roboty marmolady i konfitury. Atrakcją bufetu są również fantastyczne sery kozie wytwarzane dosłownie kilka kilometrów obok przez wyznawcę slowfoodowej ideologii. Polać je można aromatycznym miodem z mazurskiej pasieki. Latem śniadania oraz pozostałe posiłki ożywiają zioła i ekologiczne warzywa z własnego ogrodu. A do wszystkiego można zamówić pyszne miody pitne oraz wina, za których selekcję odpowiada znany winiarz Robert Melżyński i jego sommelierzy.


Komentujesz: Hotel Młyn Klekotki

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie