Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do inspiracji (274)

Witaj w Podróży nr 39, grudzień 2013/styczeń 2014

Góralski duch


Wspólne muzykowanie jest jednym z charakterystycznych elementów góralskiej tradycji. A że to tradycja wciąż żywa, udowadnia m.in. zespół Golec uOrkiestra, który właśnie wydał nową płytę. Pawła i Łukasza Golców spytaliśmy, co dla nich oznacza muzyka na góralską nutę.

Tekst Paweł Michalczyk

Paweł i Łukasz Golcowie związani się z Milówką na Żywiecczyźnie. Muzyka tych okolic, mimo że mająca wiele wspólnego z sąsiednimi, górskimi regionami, zachowała pewne cechy, które zapewniają jej oryginalność i odrębność. Ukształtowały ją charakterystyczne instrumenty (piszczałki pasterskie, dudy czy trombity) oraz tryb życia żywieckich górali, spędzających czas na halach albo na... wspólnym graniu, w kapeli złożonej zazwyczaj z dwóch par skrzypiec, klarnetu i basu. I mimo że dziś pewne tradycyjne elementy związane z pracami gospodarskimi czy obrzędami straciły na znaczeniu, muzyka i śpiew wciąż są stałymi składnikami codziennego życia, towarzyszą uroczystościom i świętom rodzinnym. Ważną rolę w zachowaniu tej tradycji odgrywają też zespoły muzyczne: zarówno regionalne (ich występy przy okazji cyklicznych imprez i wydarzeń przyciągają turystów poszukujących autentyzmu i oryginalności), jak i te, które, pisząc teksty piosenek i komponując, czerpią z bogatej góralskiej tradycji, wykorzystując typowe dla niej instrumenty, język czy stroje. Dzięki nim góralszczyzna ma się całkiem dobrze.


Wygląda na to, że muzykami zostaliście z konieczności, w waszej rodzinie tradycje muzyczne były bowiem bardzo żywe. Jak wyglądało muzykowanie u Golców?

Paweł Golec: Większość naszych wujków i cioć ze strony ojca miała nieprzeciętne zdolności plastyczne i muzyczne. I choć większość braci naszego ojca potrafiło dość dobrze grać na różnego rodzaju instrumentach (kilku z nich – między innymi nasz tata, który grał na klarnecie – było nawet członkami milóweckiej orkiestry dętej), to jednak bardziej umuzykalniona była rodzina mamy. Tata mamy, dziadek Józef, był wziętym w okolicy śpiewakiem pogrzebowym. Miał bardzo donośny głos – gdy śpiewał, kościół trząsł się w posadach. Mama i jej cztery siostry odziedziczyły po nim doskonały słuch i śpiewały w różnych zespołach, w tym w powstających po wojnie jak grzyby po deszczu zespołach folklorystycznych. Kiedyś do Milówki zajechał nawet Stanisław Hadyna, który chciał mamę i jej siostry zwerbować do zespołu Śląsk. Nic z tego jednak nie wyszło, bo babcia Helenka się nie zgodziła. Trzeba było pomagać w gospodarstwie. Krowy były wtedy ważniejsze.
Łukasz Golec: Śpiew towarzyszył naszej rodzinie w każdym momencie: podczas uroczystości, świąt, a nawet podczas prac w gospodarstwie. Pamiętam z dzieciństwa, że nasz dom był pełen śpiewu. Na imprezach rodzinnych śpiewało się pieśni partyzanckie, wojenne i ludowe. Ten artystyczny klimat wszystkim się udzielał, pewnie dlatego zafascynowała nas muzyka. Swoje trzy grosze dodał też starszy brat Rafał (autor tekstów i menedżer Golec uOrkiestry – przyp. red.), który miał już własny zespół. Pamiętam, jak przychodziliśmy na jego próby, siadaliśmy na stołeczkach i chłonęliśmy wszystko. Widzieliśmy też ludzi szalejących na koncertach zespołu brata w Milówce. Dziewczynom to imponowało i wtedy jeszcze mocniej poczuliśmy, że chcemy być muzykami (śmiech).

W waszych utworach od pierwszej płyty pobrzmiewa nuta góralska. Jak bliska jest wam ta tradycja? Czy przejawia się również w codziennym życiu?

Ł: W naszym przypadku hołdowanie tej tradycji polega na przemycaniu góralskich klimatów do muzyki, którą tworzymy. I nie chodzi tu tylko o góralską harmonię czy charakterystyczne wtręty, ale przede wszystkim o góralskiego ducha, który często zawarty jest w naszych tekstach i sposobie opisywania rzeczywistości. Szeroko pojmowana góralskość to nieustanne źródło naszej inspiracji i wartość sama w sobie.
P: Poza tym góralskość nosi się w sobie. To sposób postrzegania świata, wolność i honor. Z tych mniej chlubnych, lecz jednak charakterystycznych cech, jest jeszcze góralski upór.
Ł: Jeśli chodzi o przejawy góralskości na co dzień, to np. przy okazji tradycyjnych wesel czy uroczystości, na które od czasu do czasu jesteśmy zapraszani, pokazanie się bez kompletnego góralskiego stroju byłoby czymś wręcz nie na miejscu. To naturalne. Tradycja jest nam bliska do tego stopnia, że wraz z moją żoną Edytką wybudowaliśmy dom z drzewa w stylu beskidzkim. Stale pachnie w nim żywicą, kolory ścian z modrzewiowych bali nieustannie się zmieniają, a z okien rozlega zapierający dech w piersiach widok.

Jakie obrzędy, zwyczaje pamiętacie jeszcze z dzieciństwa? Czy dziś, przynajmniej w pewnym stopniu, staracie się je kultywować?

Ł: Większość obrzędów związana była z gazdowaniem, z uprawą pola, z obrzędami narodzin, wesel czy pogrzebów. Obecnie w sposób naturalny pewne „zwyki” zanikają. Na szczęście są jeszcze święta Bożego Narodzenia, dzięki którym wiem, że mieszkam w górach. Sam mam ponad 40 wyrzeźbionych w drewnie, pięknie malowanych masek wraz ze strojami. Nie spotkałem nigdzie takiego zimowego karnawału jak tutaj, w Beskidzie Żywieckim. Ta tradycja jest niepowtarzalna, egzotyczna i dobrze, że nie udało się jej całkowicie skomercjalizować.
Dziś w wielu dziedzinach, nie tylko artystycznych, obserwujemy powrót do korzeni, do wspólnego dziedzictwa. Czy również góralszczyzna – żywa, nie muzealna – ma szansę przetrwać?

P: Cieszy nas fakt, że ludzie zaczynają pielęgnować własne korzenie. To jest trend ogólnoświatowy. W Japonii z dumą nosi się kimona, a Szkoci zakładają kraciaste spódniczki, eksponując przywiązanie do tradycji. Między innymi dzięki temu w tym wielkim, globalnym świecie można się wyróżnić.
Ł: To, czy góralszczyzna przetrwa, zależy od świadomości ludzi. Od tego, czy będą odporni na to, co nas obecnie zalewa i co usiłują nam narzucić mainstreamowe media. Wiele zależy też od rodziców, nauczycieli, pasjonatów i miłośników kultury. Od osób i instytucji, które w umiejętny sposób przekażą młodemu pokoleniu, że to, co mamy najcenniejszego, czyli muzykę, strój i obyczaje – to nasze wielkie dobro.

 

Golec uOrkiestra
„The best of Golec uOrkiestra”
W połowie października ukazał się najnowszy, dwupłytowy album zespołu, na którym znajduje się 26 piosenek, m.in. te najbardziej znane, tym razem w nowych wersjach. Zestaw piosenek uzupełniają utwory premierowe, takie jak „Młody maj” czy najnowszy singiel „Rozgwieżdżona noc”.


Komentujesz: Góralski duch

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Tagi: milówka, boże narodzenie, święta bożego narodzenia


Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie