Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do inspiracji (227)

Tekst: Paweł Wroński

Ferie 2013 – pod znakiem nart i kuligów



Większość z nas, a zwłaszcza rodziny z dziećmi, spędzi najbliższe ferie w polskich górach. Za takim wyborem przemawiają przyzwyczajenie i – jakby nie liczyć – niższe koszty wyjazdu niż za granicę.

Tekst Paweł Wroński


Mimo rosnącego zainteresowania podróżami do ciepłych i egzotycznych krajów, urlop o tej porze roku kojarzymy głównie z białym szaleństwem. I to białym szaleństwem w Polsce. W ubiegłym roku ponad 80 proc. rodaków korzystających z zimowego wypoczynku zdecydowało się na krajowe ośrodki. Ich główną zaletą jest to, że leżą bliżej niż zagraniczne, dzięki czemu wydamy mniej pieniędzy na podróż. Podnosi się też systematycznie ich jakość, chociaż wciąż bledną w porównaniu z imponującą ofertą alpejskich stacji.


Obraz umiarkowanie optymistyczny
Najbardziej dokuczliwą konsekwencją niewielkiej skali naszych stacji narciarskich jest tłok panujący na stokach. Wśród 60 zestawianych zwykle ośrodków największą długością tras – blisko 40 km – może pochwalić się Szczyrk. Tam znajduje się nasz największy kompleks dostępny z jednym karnetem: Czyrna-Solisko z 25 km tras. Uchodząca za wzór dobrej organizacji Białka oferuje nieco ponad 14 km zjazdów. W ubiegłym sezonie na Podhalu i w Wiśle pojawiły się pierwsze na naszym rynku karnety umożliwiające jazdę w kilku stowarzyszonych ośrodkach (łącznie 25 km tras).

Statystycznie jednak polska średnia to ok. 3 km. Nic zatem dziwnego, że zżymamy się na „alpejskie” ceny wyciągów w obszarach o zgoła niealpejskim rozmiarze i charakterze. Płacąc, oczekujemy bowiem usprawnień. Ze zwykłej obserwacji wynika na przykład, że wolimy nowe wyciągi krzesełkowe na nawet niezbyt imponującym stoku niż wysłużone albo, co gorsza, orczykowe na ciekawszym i większym. Na szczęście nasze stoki są coraz lepiej przygotowywane, a ich właściciele nie unikają inwestycji w nowoczesne wyciągi krzesełkowe. W Polsce kręci się już około 100 takich kolejek. Zwiększają przepustowość i płynność jazdy, skracają czas oczekiwania, a przejażdżka nimi oznacza chwilę wytchnienia dla mięśni. Coraz częściej powstają też snowparki, które cieszą miłośników freestyle’u, niezależnie od tego, czy używają jednej deski czy dwóch, a także tory do snowtubingu (zjeździe w dużym gumowym pontonie) – urządzają je nawet właściciele niewielkich wyciągów.

Postęp widać też w sferze dostępności sprzętu. Kupowanie drogiego wyposażenia przestało być nieodzowne, bo do wypożyczalni trafiają najnowsze modele desek, nart, butów i kasków. Takie punkty pojawiły się również w miastach odległych od stoków. Przyzwoicie prezentuje się też sprzęt dla najmłodszych, co ważne, bo w tej dziedzinie jeszcze do niedawna powiewało grozą. Najgorzej jest z parkingami. Tylko przy popularnych, dobrze zorganizowanych stacjach, postój wkalkulowany jest w cenę karnetu. Wprawdzie w takim przypadku również płacimy za parking, ale tego nie widzimy, więc nie boli nas to tak bardzo.


Après-ski po polsku
Nie samym jednak szusowaniem po stoku żyje człowiek. Coraz bardziej popularne stają się inne formy aktywności, by wspomnieć tylko o bieganiu na nartach czy safari na skuterach śnieżnych. Wytyczone tory dla biegaczy prowadzą przez malownicze okolice, sprzęt jest znacznie tańszy od zjazdowego, a bieganie skutecznie poprawia ogólną kondycję i koordynację ruchów. Nie trzeba zresztą wcale biegać. Zwykłe człapanie też jest przyjemne, zwłaszcza widokowym szlakiem w pogodny dzień. Oferty drugiego typu kuszą obietnicą wyzwolenia adrenaliny. Ale na razie adresowane są w pierwszym rzędzie do firm i grup zorganizowanych. Rodziny i osoby indywidualne są oczywiście mile widziane, ale jako niepewnych, a w efekcie mniej obiecujących klientów wymienia się je na dalszym miejscu. Najrzadsze i o niebo kosztowniejsze są propozycje lotów widokowych balonem, szybowcem albo, chyba najłatwiej dostępnym, paraglajdem. Zamykają one listę, którą otwierają najczęściej oferowane gościom kuligi. Taka nasza świecka tradycja, tylko w nieco odświeżonym wydaniu.

Z roku na rok bogatsze są także kalendarze zimowych imprez, zarówno zawodniczych, a więc z punktu widzenia przeciętnego narciarza tylko do oglądania, jak i masowych, w których każdy może uczestniczyć. Do łask wróciły również folklor, dawne tradycje, zapomniane obyczaje, stroje, tańce i muzyka. Dziś stają się osnową barwnych festiwali. Moda na dobrą kuchnię przysłużyła się z kolei promocji regionalnych przysmaków. A że działania promocyjne idą zazwyczaj w parze ze staraniami i konkurencją wśród restauratorów, rzeczywiście możemy mówić o uciechach stołu. Podobnie dzięki coraz lepszym strategiom propagowania zabytków i obiektów przyrodniczych nierzadko okazuje się, że w promieniu 20–30 km od każdej niemal stacji narciarskiej są liczne miejsca warte poznania i obejrzenia.

Najszybciej podnosi się chyba standard kwater. Ofert jest mnóstwo: od tanich prywatnych stancji, przez schroniska i klimatyczne pensjonaty po komfortowo wyposażone hotele. Nie należą także do rzadkości centra wellness: od tych małych, obejmujących jedynie sauny, po regularne spa z basenami i gabinetami zabiegowymi. Gospodarze kwater oferują również coraz chętniej pośrednictwo w kontaktach ze szkółkami narciarskimi, proponują spacery na rakietach śnieżnych, zajęcia nordic walking czy biesiady przy góralskiej muzyce, dzięki czemu możemy urozmaicić sobie dzień na stoku.

A który ośrodek narciarski wybrać? Na kolejnych stronach znajdziecie przegląd tych najlepszych.


Komentujesz: Ferie 2013 - pod znakiem nart i kuligów

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Tagi: bieszczady, beskidy, karkonosze, podhale, ferie zimowe, beskid niski, beskid sądecki, góry izerskie


Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie