Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do inspiracji (234)

Tekst: Anna i Krzysztof Kobusowie

Biblijnym szlakiem

Etiopia jest jednym z najbardziej fascynujących krajów Afryki. Czekają tu na nas miejsca opisane w Biblii, wspaniałe zabytki, kościoły wydrążone w litej skale i kilkusetletnie manuskrypty. Tu też ukryta jest Arka Przymierza.

Tekst Anna i Krzysztof Kobusowie


Wszystko zaczęło się od ciekawości. Jakieś 3 tys. lat temu królowa Saby (w tradycji etiopskiej zwana Makedą) wyruszyła z Aksum, by odwiedzić króla Salomona. Chciała przekonać się, czy istotnie jest tak mądry, jak o nim powiadają. Jak wyglądało to brzemienne w skutkach spotkanie, pamiętamy z Biblii: ona miała niczego nie brać bez pozwolenia, on podał słone dania, ona wieczorem sięgnęła po wodę, on za złamanie słowa zażądał, by mu się oddała. Pewnie nie było jej to aż tak niemiłe, jako że Salomon nie tylko był mądry, lecz także potrafił być czarujący. Z ich związku narodził się syn Menelik I – uważany za pierwszego cesarza Etiopii.

Tajemnica Arki Przymierza
Gdy przyszły władca podrósł, matka wysłała go na dwór ojca, by nauczył się, jak władać państwem. Gdy w asyście synów z najznamienitszych izraelskich rodów wracał do domu, wykradł z pałacu Salomona Arkę Przymierza. Przywiózł ją do Aksum, gdzie według tradycji do dziś ukryta jest w jednym z kościołów. Do jego wnętrza wstęp ma tylko jeden ksiądz zobowiązany przysięgą do zachowania tajemnicy. I choć Arki nikt oglądać nie może, jej kopię (a dokładniej kopię umieszczonych w niej Tablic Przymierza) umieszczono w każdym kościele. W czasie największych świąt religijnych, takich jak Boże Narodzenie (obchodzone tu 7 stycznia) lub Objawienie Pańskie (18 stycznia), owe kopie obnoszone są w uroczystych procesjach połączonych z tańcem, śpiewem i muzyką. Przez cały czas jednak pozostają przykryte barwnymi, wyszywanymi złotem i srebrem tkaninami, aby nie splamiło ich oko śmiertelnych.
Przy ogrodzeniu świątyni, w której znajduje się prawdziwa Arka, bezustannie pojawiają się wycieczki turystów, którzy choć przez chwilę chcą znaleźć się w pobliżu tajemnicy. Na pociechę niejako mogą obejrzeć królewskie insygnia. Umieszczono je w miejscu dość nietypowym – trudno bowiem się spodziewać, że zwykły metalowy stragan po otwarciu okaże się muzeum pełnym skarbów, z koronami władców i wielowiekowymi manuskryptami na wyciągnięcie ręki. Nie lada wyobraźni trzeba także, by w półmetrowych murkach na obrzeżach miasta dostrzec ruiny królewskiego pałacu. Daleko mu do dawnej świetności.

To samo dotyczy samego Aksum – dziś miasto nie imponuje. Po zakurzonych ulicach wałęsają się kozy, przy drodze przycupnął rząd glinianych chatek, kobiety siedzą na progach, niańczą dzieci i gotują coś na ognisku. Jedynym znaczącym śladem przeszłości są granitowe stele nagrobne wzniesione w IV w. przez króla Ezanę. Naukowcy do dziś głowią się, jak bez precyzyjnych urządzeń udało się wyciąć tak wielkie bloki skały (największy z nich ma 33 m!), następnie przetransportować je z kamieniołomów, by wreszcie ustawić pionowo na kamiennym fundamencie. Etiopczycy jednak nie mają najmniejszych wątpliwości – ich przodkom pomagała Arka Przymierza.

Etiopska Częstochowa
Król Ezana wpisał się na wieki w historię Etiopii również z innego powodu – to właśnie za jego panowania w kraju zapanowało chrześcijaństwo. Jeszcze kilkanaście lat temu podczas mszy używano języka gyyz (choć jest on martwy jak łacina), dziś zastąpił go zrozumiały dla wszystkich język amharski. By wziąć udział w etiopskiej mszy, najlepiej wyruszyć do Lalibeli – położonej wśród gór duchowej stolicy kraju. Do niedawna była to odcięta od świata wioska, jednak budowa małego lotniska i asfaltowej drogi sprawiła, że przybywa tu coraz więcej turystów. Nic dziwnego, bo ta kolejna z historycznych stolic miała burzliwą przeszłość, po której pozostały wspaniałe zabytki.

Był XII w. Brat przyszłego króla Lalibeli podał mu zatrute jedzenie, aby pozbyć się konkurenta do tronu. Nie podejrzewał, jak wiekopomne skutki będzie miał ten czyn. Lalibela bowiem nie umarł, lecz trafił w zaświaty, gdzie Bóg ukazał mu Jeruzalem i nakazał odtworzyć je na Ziemi. Gdy po trzech dniach Lalibela powstał z mar, uznano to za cud i nie było nikogo, kto sprzeciwiłby się jego woli. On zaś zebrał najlepszych inżynierów i budowniczych, po czym nakazał im wzniesienie świątyń, jakich nigdy wcześniej w Afryce nie było.

W czerwonym wulkanicznym tufie powstało 12 monolitycznych kościołów. Mozolnie, dzień po dniu, wykuwano ze skały najpierw ogólny plan przyszłej świątyni, a potem żłobiono nawy, kolumny, krzyże i ławy, aż powstały budowle całkowicie oddzielone od skały macierzystej. Mimo że wcześniej w Etiopii budowano już kościoły w skałach, jednak nigdy na taką skalę i tak trudne architektonicznie. Etiopscy kapłani twierdzą, że nocami w budowie pomagało tysiąc aniołów. W zachowanym do dziś XV-wiecznym manuskrypcie można wyczytać, że Lalibela „zebrał murarzy, cieśli i innych, i anioły przyłączyły się do pracujących, i pracowały z nimi w dzień, nocą zaś podwójną pracę wykonywały, jaką ludzie za dnia poczynili”.

Po 24 latach król uznał swoje dzieło za skończone, jednak św. Jerzy był innego zdania. Nawiedziwszy władcę we śnie, wyrzucał mu, że żadna ze świątyń nie jest mu poświęcona, a przecież skoro smoka zwyciężył, to i króla do swej woli nagnie. I choć aż siedem razy musiał Lalibelę napominać, w końcu dopiął swego. Kościół św. Jerzego, mimo że znajduje się nieco na uboczu w stosunku do pozostałych kościołów, jest powszechnie uznawany za budowlę najwyższej klasy. Wykuty na planie symetrycznego krzyża, przypomina wieżę schodzącą w litej różowej skale na głębokość 15 m. Siedem schodów prowadzących do wnętrza świątyni przypomina o tym, że nawet święci czasem muszą się upominać o swe prawa po kilka razy. Sam św. Jerzy był tak zachwycony rezultatem prac, że zaraz po ich ukończeniu wjechał konno przez prowadzący do kościoła kamienny tunel: dziś każdy przewodnik może wskazać pozostałe po tym wydarzeniu ślady końskich kopyt.

Po śmierci król Lalibela stał się świętym kościoła etiopskiego, zyskując zaszczytny tytuł Gebre Meskel (Sługa Krzyża), a jego grób znajdujący się w kościele Golgota stał się jednym z najważniejszych w kraju miejscem pielgrzymek.

Wewnątrz kościołów odnajdziemy wspaniałe kolekcje krzyży zachwycające różnorodną ornamentyką i bogatymi zdobieniami. Te zawiłe wzory nie wynikają jednak z fantazji twórcy, lecz wiążą się ze złożoną symboliką. Na samym dole krzyża zwykle umieszczony jest ozdobny prostokąt oznaczający według jednych Arkę Przymierza, zaś wedle innych – grób Adama, z którego jako znak odkupienia wyrasta krzyż. Wieńczące go małe krzyżyki symbolizują apostołów, większe – Trójcę Świętą, zaś skrzydła u podstawy wyobrażają anioły, które pomogły królowi Lalibeli w budowie.

Przez kilkaset lat wszystkie te skarby chroniła ludzka wiara i pobożność. Tragedia wydarzyła się w 1997 r. Kapłan Bet Medhane Alem, szepcząc poranną modlitwę, odsłonił zasłonę przy ołtarzu. Sięgnął po 800-letni złoty krzyż, lecz miejsce było puste! Krzyż zniknął. W Etiopii zapanowała żałoba narodowa. Zaginęła najcenniejsza relikwia kraju. To tak, jakby w Polsce ukraść obraz Czarnej Madonny. Rzecz niewyobrażalna. Mimo poszukiwań na lotniskach, w hotelach i w licznych muzeach – długo nie udawało się go odnaleźć. Mnożyły się aresztowania, rosła podejrzliwość, także wobec turystów. I kiedy już wydawało się, że tylko cud mógłby pomóc – relikwię odnaleziono. W ludziach pozostał jednak lęk. I dlatego też obecnie wszystkie kościoły są zamykane.

Wprawdzie są to jedynie kłódki i łańcuchy, ale już nie można wejść do środka, ot tak, kiedy tylko się zapragnie. Przed kościołami, z marsowymi minami przechadzają się strażnicy zaopatrzeni w staroświeckie strzelby. Nie rozstają się z nimi nawet w czasie mszy.


Komentujesz: Etiopia: Biblijnym szlakiem

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Tagi: afryka


Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie