Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do inspiracji (322)

Witaj w Podróży #41, kwiecień/maj 2014

Duchy z armii rodem

Słyszało o nich wiele osób, a niektórzy zapewniają nawet, że ich widzieli. Widmowi żołnierze snujący się w okolicy dawnych pól bitewnych pojawiają się w opowieściach z całego świata, niekiedy stając się wręcz... atrakcją turystyczną.

Tekst Joanna Lamparska, Piotr Kałuża

O swojej przygodzie opowiada niechętnie i w życiu nie poda swojego nazwiska. Pojechał w Bieszczady, żeby z wykrywaczem metali spenetrować tereny walk z czasów I wojny światowej. Miał szukać koło Chryszczatej (997 m n.p.m.). Na tym sporym wzniesieniu na początku 1915 r. doszło do zaciętej bitwy. Oddziały austriackie idące na odsiecz Twierdzy Przemyśl uderzyły na rosyjskie pozycje. Srogi mróz, brak zaopatrzenia i górski teren dopełniły dzieła zniszczenia – zginęło tu ponad 50 tys. ludzi. Las na dawnym pobojowisku do dziś kryje anonimowe mogiły. Eksploratorzy znajdują w tej okolicy guziki, sprzączki, klamerki oraz inne elementy wojskowego wyposażenia. Podobnie jak nasz bohater, który został na Chryszczatej prawie do zmroku. Kiedy przedzierał się przez zarośla, usłyszał nagle prowadzoną po niemiecku rozmowę, a właściwie szybko wykrzykiwane rozkazy. Nagle rozległ się świst lecących ponad szczytem pocisków, zaraz potem nieludzkie krzyki oraz trzaski suchych gałęzi, jakby uginających się pod stopami pędzących na oślep ludzi. Tyle że dokoła nie było absolutnie nikogo. Chwilę potem zapadła głęboka cisza.
Nasz poszukiwacz długo nikomu nie opowiadał o tej przygodzie, aż pewnego razu zwierzył się kolegom podczas długich nocnych rozmów przy ognisku. Wbrew jego obawom, nikt się nie zaśmiał. Okazało się, że o widmowych żołnierzach z Chryszczatej słyszało wiele osób, a niektórzy nawet ich widzieli. Opowieści wypadły jak z rozwiązanego worka. Ktoś np. kilka lat temu rozbił namiot na zboczach góry. Po zmroku zobaczył dwóch mężczyzn, jakby w łachmanach, którzy zbliżyli się do ogniska. Byli ciepło i jakoś tak „niedzisiejszo” ubrani. Mimo że był środek lata, zaczęli grzać ręce nad płomieniami. Po chwili po prostu rozpłynęli się w powietrzu. Niemożliwe? Każdy tak powie, ale akurat na miejscu pól bitewnych pewne rzeczy zdarzają się naprawdę. Opowiadają o nich wędrowcy z całego świata.

Widmowe lądowanie
19 sierpnia 1942 r. w okolicy Dieppe w Normandii wylądował aliancki desant. Operacja miała kryptonim „Jubilee” i była pierwszą próbą przedarcia się do okupowanej przez Niemców Francji. Atak trwał 8 godz. i zakończył się klęską. Zginęło prawie tysiąc żołnierzy: Kanadyjczyków, Brytyjczyków i Amerykanów. Alianckie oddziały musiały się wycofać.
Sześć lat po wojnie grupa brytyjskich turystów spędzała wakacje w nadmorskim Puys, tuż obok Dieppe. 32-letnia wówczas Dorothy Norton wraz z dwójką dzieci, szwagierką i nianią wynajęły pokoje w domu przy plaży. W czasie okupacji zajmowali go niemieccy oficerowie, a okoliczna plaża była świadkiem szczególnie zaciętych walk. Tuż przed świtem kobiety obudziły... odgłosy walki. Grzmot samolotów i eksplodujących bomb mieszał się z klekotem karabinów maszynowych, a przez rumor pojazdów pancernych przebijały się płacz, krzyki rannych i wydawane głośno komendy. Przerażone kobiety wybiegły na balkon. Na zewnątrz nie było jednak nikogo. Dokoła zalegała jedynie rozpraszana przez wstający dzień mgła. Najdziwniejsze jednak było to, że hałas nie obudził żadnego innego mieszkańca domu.
Dorothy Norton szybko zdała sobie sprawę, że prawdopodobnie to, co przeżyła, mogło mieć paranormalny charakter. Wraz ze szwagierką, ale niezależnie od siebie, sporządziły notatki z tego, co się właśnie wydarzyło. Potem porównały obie relacje. Okazało się, że nie tylko pokrywały się one w najdrobniejszych szczegółach, lecz także były całkowicie zgodne z przebiegiem bitwy, jaka rozegrała się tam 9 lat wcześniej. Potwierdzili to potem żyjący uczestnicy lądowania.

Anioły z Mons
Skąd się biorą takie zjawiska? Czy to halucynacje? Podobno pojawianie się widmowych armii ma związek z gwałtowną śmiercią ich żołnierzy. Ezoterycy twierdzą, że dusze zmarłych pozostają na ziemi, nie potrafiąc pogodzić się z tym, że właśnie przekroczyły ostateczną granicę. Ale tu wracają całe wydarzenia. Jak więc to wytłumaczyć? Dziurą w czasie? Co więcej, legendy o widmowych armiach są stare jak świat. Już w starożytnej Asyrii opowiadano o oddziałach atakujących położone na pustyni miasta, które nagle się rozpływały.
Chyba najsławniejsi żołnierze-duchy pojawili się 23 sierpnia 1914 r. w Mons w zachodniej Belgii. W czasie zaciekłej bitwy, gdy nie było już wątpliwości, że broniący pozycji Brytyjski Korpus Ekspedycyjny ulegnie przeważającym siłom II korpusu armii Cesarstwa Niemieckiego pod dowództwem generała Alexandra von Klucka, jeden z brytyjskich żołnierzy zmówił łacińską modlitwę. Prosił w niej Boga o pomoc. Nagle wśród szeregów wojska zaczęli pojawiać się, nie wiadomo skąd, łucznicy. Gradem strzał zasypali wrogie pozycje. Przerażeni Niemcy ginęli dziesiątkami, jednak na ich ciałach nie było ran. Pojawienie się nieoczekiwanego sojusznika odwróciło bieg bitwy. Brytyjczykom udało się powstrzymać natarcie, co umożliwiło odwrót wojskom belgijskim. Nawet dla brytyjskiego dowództwa wynik bitwy był tak zdumiewający, że tłumaczono go cudem i interwencją sił nadprzyrodzonych.
Zdarzenie natychmiast przeszło do historii, a przysłani przez opatrzność łucznicy zostali nazwani Aniołami z Mons. Choć dziś zgodnie twierdzi się, że była to tylko jedna z legend, jakich nie brakowało na frontach I wojny światowej, wielu żołnierzy, którzy brali udział w dramatycznej bitwie, zaklinało się, że walczących u ich boku łuczników widzieli naprawdę.

Nie chodź sam po zmroku
Do tego nie można się przyzwyczaić – mówią pasjonaci, którzy przeszukują dawne pola bitew. I jednym tchem wymieniają kolejne miejsca, w których oni bądź ich koledzy widzieli dziwnych żołnierzy, którzy nijak nie pasowali do obecnych czasów. Ot, choćby Jordanów na Podhalu. Tutaj we wrześniu 1939 r. niemiecki XVIII Korpus Pancerny pod dowództwem generała Eugena Beyera stoczył bitwę z broniącą Wysokiej i Jordanowa X Brygadą Kawalerii Pancernej pułkownika Stanisława Maczka. Świadkowie mówią, że kilka lat temu słyszeli na dawnym polu bitwy jadące czołgi, wystrzały i krzyki. Z kolei nieopodal Niekarzyna na ziemi lubuskiej widuje się błąkających pruskich żołnierzy, którzy brali udział w jednej z większych bitew wojny 7-letniej, która została stoczona w tych okolicach.
A że z widmowych żołnierzy można zrobić prawdziwy biznes, udowadniają Amerykanie, którzy oprowadzają turystów po dziesięciu najbardziej nawiedzonych polach bitew. W Wielkiej Brytanii z kolei łowcy duchów zbierają się co roku 29 marca w Alresford w hrabstwie Hampshire, aby czekać na zjawy walczących, którzy polegli tu w 1644 r. Dla ułatwienia Anglicy zrobili też specjalny internetowy kalendarz dziwnych wydarzeń. Żeby przypadkiem nie dać się zaskoczyć.


Komentujesz: Duchy z armii rodem

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Fotogaleria: Galeria artykułu



Tagi: duchy


Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie