Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do inspiracji (282)

Witaj w Podróży nr 39, grudzień 2013/styczeń 2014

Czerwona wyspa


Jeszcze zanim pingwiny i król Julian przemówili ze srebrnego ekranu ludzkim głosem, Madagaskar był w Polsce dobrze znany. Niewiele brakowało, a wyspa byłaby naszą kolonią. Na szczęście los chciał inaczej.

Tekst Piotr Trybalski

Wiesz – mówię z uśmiechem – to mój pierwszy pobyt w Afryce. I na dodatek w takim miejscu” – dodaję podekscytowany. Marael, kierowca terenowego nissana, którym przez najbliższe tygodnie będziemy przemieszczać się po Madagaskarze, na chwilę zamiera. Patrzy na mnie uważnie, macza kawałek bagietki w kawie z dodatkiem mleka i mówi: „Wiesz, Madagaskar to nie jest Afryka”. W jego oczach widzę zarówno nutkę ubolewania, jak i poczucie dumy.
Malgasze – bo tak mówi się na mieszkańców wyspy – dumni są i ze swojej historii, i z pochodzenia. Wydaje się, że przynależność do kontynentu afrykańskiego nie jest im za bardzo na rękę. W rzeczywistości liczne plemiona zamieszkujące Madagaskar pochodzą z okolic Borneo. Jak dotarły na wyspę? Prawdopodobnie przypadkiem. Odważni żeglarze zapuścili się na zachód i, płynąc wzdłuż krańców Azji Południowo-Wschodniej, minęli Indie i wylądowali w konsekwencji na nieznanym lądzie. Również przypadkiem, wiele wieków później, trafił tu portugalski żeglarz Diogo Diaz. Wbrew swej woli, walcząc z pogodą i takimi sobie umiejętnościami nawigacyjnymi, trafił na wyspę, którą nazwał imieniem św. Wawrzyńca, na cześć męczennika z pierwszych wieków chrześcijaństwa.

Na szczęście dla Malgaszy doniesienia o odkryciu błędnego żeglarza nie wywołały szczególnego zainteresowania na europejskich dworach. Wyspa przez długi czas cieszyła się złą sławą ze względu na trujące owoce, piractwo i niejasne interesy, którymi na północnym wybrzeżu zajmowali się arabscy żeglarze. Wkrótce jednak zaczęła budzić zainteresowanie europejskich mocarstw: Francuzów i Brytyjczyków. Pod koniec XIX w. Francuzi zaatakowali wyspę i w konsekwencji przejęli kontrolę nad Madagaskarem. Rozpoczął się trwający aż do 1960 r. proces kolonizacyjny, którego skutki widoczne są do dziś.

Serce Tany
Najpiękniejszy widok na stolicę wyspy: Antananarywę, zwaną pieszczotliwie Taną, rozpościera się z najwyższego w okolicy szczytu, z częściowo zrujnowanym, XVII-wiecznym kompleksem obronnym pałacu królewskiego będącego świadectwem przedkolonialnej potęgi Madagaskaru. Jak na dłoni widać stamtąd piękne, górskie położenie miasta i sztuczne jezioro, którego pomysłodawczynią była słynąca z okrucieństwa królowa Ranavalona. Miało ono służyć bezpieczeństwu pożarowemu drewnianej wówczas stolicy. Zaskoczony oglądam typowe, budowane z cegły piętrowe domki, z dwuspadowymi dachami i werandami (co jest ewenementem na całym afrykańskim kontynencie). Z tymi zabudowaniami kontrastują kolonialne i stylowe kamienice dzielnicy Andohalo.

Po zmroku daję się namówić na nocne zwiedzanie. Zdezelowana taksówka marki Citroën – bo jaka inna mogłaby być – wiezie mnie do nocnych klubów z muzyką na żywo. Klimat podobny do malijskiego Bamako, muzycy równie sprawni co nieprzewidywalni. Niestety, podróż nie trwa długo. Taksówka się psuje, a ja mam możliwość oglądania umiejętności lokalnych mechaników. Jestem przekonany, że z kolegami po fachu z Hawany mogliby sobie podać rękę.

W królestwie lemurów
Wkrótce opuszczam Tanę i kieruję swe kroki do Parku Narodowego Ranomafana. Podobnie zresztą jak większość turystów, których na wyspę przyciąga bajecznie bogata przyroda. Park położony jest – jakby się wydawało – niedaleko stolicy. Wiedzie do niego tylko 400 km malowniczej trasy ciągnącej się przez ogromny płaskowyż przecinający Madagaskar z północy na południe. Od czasu do czasu za kolejnym zakrętem wyłaniają się wspaniałe panoramy. Królują tu obłe wzgórza, niekiedy granitowe ostańce i ciągnące się kilometrami szerokie doliny, poprzecinane polami uprawnymi, tarasami ryżowymi i ozdobione wszędzie takimi samymi, dwuspadowymi domkami. Wszystko widoczne jak na dłoni – czerwono-żółte i spalone od słońca. Im bliżej parku i wyżej, tym wilgotniej. Znikają sucholubne krzewy, a droga zmienia się w pewnym momencie w prowadzący przez las, zniszczony dukt pełen błota.

Znój podróży ma wynagrodzić wyprawa do lasu zwrotnikowego, królestwa unikalnej flory i fauny. Na tej czwartej co do wielkości wyspie świata rozwijały się oryginalne gatunki. W efekcie 90 proc. wszystkich roślin i zwierząt to endemity, niewystępujące nigdzie indziej. Tymi, które podbiły serca wszystkich dzieci – a i wielu dorosłych – są oczywiście lemury. Te niewielkie, zwinne ssaki, z długim ogonem i rozbrajającym spojrzeniem, podlegają całkowitej ochronie.

Przedzieramy się cichutko przez bambusowy zagajnik, z aparatem gotowym do zrobienia szybkich zdjęć. W pewnym momencie mój przewodnik zatrzymuje się i powoli, w milczeniu, wskazuje punkt gdzieś niedaleko, na drzewie. Patrzę i niczego nie widzę. Dopiero po dłuższej chwili spostrzegam panią lemur z niewielką pociechą wczepioną w plecy. Widok jest rozbrajający. „To lemur wełnisty” – tłumaczy mój przewodnik. Nagle gdzieś wysoko w koronach drzew słychać krzyki i zamieszanie. W ogromnym tempie, wręcz przelatując nad moją głową, gonią się dwa lemury. Widzę, jak sprawnie przemieszczają się po gałęziach. To niesamowite uczucie zobaczyć je w naturze.

Bajeczna przyroda
Różnorodność przyrodnicza to ogromny atut Madagaskaru. Wystarczy przenieść się na zachodnią stronę wyspy, do Parku Narodowego Isalo albo Parku Narodowego Tsingy de Bemaraha, by krajobraz zmienił się diametralnie. W tym drugim parku można zobaczyć m.in. chronione przez UNESCO wapienne iglice, tworzące jeden z bardziej urzekających i zaskakujących widoków, jakie dane mi było oglądać. Efekt działań procesów krasowych jest na tyle oszałamiający, że – mimo trudów podróży terenowymi drogami i przepraw przez rzeki – przybywają tu tłumy turystów i eksploratorów z całego świata, by pospacerować pośród skalnych kolumn, iglic i baszt, wspinać się albo spuszczać na linach w głębokie, skalne labirynty. To zainteresowanie nie powinno dziwić – tego typu wapiennych dolin jest na świecie jedynie kilka. Na Madagaskarze zupełnie wyjątkowe jest to, że wapienne iglice w swych szczytowych, środkowych i dolnych partiach tworzą zróżnicowane gatunkowo ekosystemy – tak jakby trzy światy funkcjonowały równolegle niemal w tym samym miejscu.
Z parku tylko kilka godzin jazdy samochodem dzieli nas od nie mniej słynnej Alei Baobabów. „Wielu turystów przybywa na Madagaskar wyłącznie po to, żeby wypocząć na bajecznych plażach na północy wyspy i żeby zobaczyć baobaby” – opowiada mi Michael, młody student, którego wynajęliśmy do tłumaczenia i pomocy. Wyglądające jak posadzone do góry korzeniami, wysokie na blisko 30 m drzewa robią wrażenie. I są przy tym bardzo przydatne – wydają owoce, które zawierają więcej witaminy C niż pomarańcza i więcej żelaza niż mięso. Nie bez powodu nazywane są drzewami życia.


Komentujesz: Czerwona wyspa

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Tagi: madagaskar


Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie