Zapraszam do szacownej poznańskiej katedry. Ale zapewniam – nie będzie nudno! Zamiast wysłuchiwać suchych dat, liczb i nazwisk – spróbujmy po prostu zrozumieć to niezwykłe miejsce
Tekst:: Jacek Kowalski
Poznańska katedra znajduje się w miejscu obecnie nieco upośledzonym, bowiem wyspa, na której stoi – Ostrów Tumski – wciąż jeszcze otoczona jest komunistyczną, fabryczną spuścizną. Spróbujmy jednak odrzucić ślady niedawnej przeszłości. Stańmy przed katedrą i cofnijmy się w czasie. Znajdziemy się pośrodku grodu z X wieku, otoczeni wysokimi na dziesięć metrów wałami z drewna i kamieni. Zanim jednak wejdziemy do środka świątyni, warto sobie uświadomić, co to właściwie jest katedra. Słowem tym laicy nazywają – błędnie! – każdy większy kościół. Tymczasem katedra to główna świątynia biskupstwa, czyli miejsce, w którym znajduje się biskupi tron. Niegdyś bowiem właśnie ów tron nazywano po łacinie katedrą.
Czyżby najstarsza
Mamy dziś w naszym kraju wiele katedr, ale tylko niektóre z nich budowano jako takie. Z punktu widzenia historyka nie ma to większego znaczenia. Jednak dla historyka architektury na miano katedry zasługuje w dziejach sztuki taka budowla, którą świadomie budowano jako świątynię biskupią. W średniowiecznej Polsce naliczylibyśmy takich katedr zaledwie 6: w Poznaniu, Gnieźnie, Krakowie, Wrocławiu, Włocławku i Płocku (pomijam oczywiście katedry krzyżackie w Chełmży, Kwidzynie, we Fromborku i katedrę w Kamieniu Pomorskim). I prawdę mówiąc, od tego czasu w ogóle ich nie przybyło. Bo kiedy później powstawały nowe biskupstwa, nie budowano już nowych katedr, tylko nadawano tę godność powstałym wcześniej budowlom.
Poznańska katedra jako budowla jest bezsprzecznie katedrą najprawdziwszą z możliwych, a być może nawet uprawniona jest, by nosić miano najstarszej spośród polskich katedr. Nie będę tu wchodził w sprzeczkę z miejscową tradycją, która głosi, że poznańska katedra faktycznie jest najstarsza w Polsce, że jej mury wznosił pierwszy polski biskup misyjny Jordan, który przybył na dwór księcia Mieszka w 968 roku i że zanim powstała, w stojącym tu wcześniej baptysterium, książę przyjął chrzest. Tak naprawdę niewiele wiemy na pewno. Chyba tylko tyle, że odkryte pod obecną katedrą resztki pierwszej przedromańskiej budowli są bardzo, bardzo stare. Może sięgają czasów Mieszka, a może tylko czasów Chrobrego. Tak czy inaczej miano katedry mogła ta świątynia zyskać dopiero w 1000 roku, kiedy to powstały wszystkie polskie biskupstwa. Co oczywiście nie zmienia faktu, że gród poznański powstał za czasów Mieszka i że tutejsza świątynia była pierwszą przed lub – ewentualnie – drugą po katedrze gnieźnieńskiej.
Klasyczna katedra gotycka
Porzućmy jednak te rozważania i wejdźmy do środka katedry, tej, którą widać obecnie. Aby mogła ona odsłonić nam swoje tajemnice, musimy wspomnieć o kilku ważnych datach. W 1244 roku król Francji Ludwik Święty dowiedział się, że Turcy zdobyli Jerozolimę i ogłosił, że wyrusza na krucjatę. W Paryżu śpiewano: Radujcie się wszystkie stany I czyńcie wesele hoże; Król Francji rusza za morze, Krzyża znakiem przyodziany! Nie wszystkich jednak ta wiadomość ucieszyła. Królowi potrzeba było pieniędzy, więc drastycznie ograniczył inwestycje budowlane. Wielu kamieniarzy i rzeźbiarzy straciło pracę i wyruszyło za granicę. Kilku z nich trafiło do Poznania, akurat wtedy, gdy biskup Buguchwał uznał, że czas zmodernizować romańską katedrę. Zaczęto więc wznosić gotyckie ceglane prezbiterium. Nie wiemy, jak dokładnie wyglądało, wiemy jednak, że jego kamienne detale odkuwali owi artyści przybyli prosto z Francji. Niespełna dwadzieścia lat później, w 1262 roku prezbiterium zostało poświęcone.
W kolejnym, XIV stuleciu nieznani mistrzowie ze Śląska powoli wznieśli trzy gotyckie nawy. Po ich powstaniu okazało się jednak, że gotyckie prezbiterium jest już przestarzałe i nikogo nie zadowala. Dlaczego? Tu musimy dotknąć innego znaczenia słowa „katedra”, tym razem w połączeniu ze słowem „gotyk”. Otóż w XII i XIII wieku wykształcił się we Francji specyficzny sposób budowy kościołów. Chodzi tu przede wszystkim o szereg najważniejszych świątyń domeny królewskiej, między innymi opacki kościół w Saint-Denis, gdzie grzebano francuskich monarchów po śmierci, i o katedrę w Reims, gdzie koronowano ich za życia. Tam powstał wzór tak zwanej klasycznej katedry gotyckiej. Mówiąc w dużym skrócie, polegał on na tym, że, po pierwsze, kościół był bazylikowy, czyli miał nawę główną wyższą od bocznych. Po drugie, nawę główną przecinała równa jej wysokością nawa poprzeczna – tak zwany transept – w ten sposób w planie kościoła tworzył się zarys krzyża. Po trzecie, kościół taki miał obejście, czyli jego nawy boczne biegły nie tylko wzdłuż nawy głównej, ale ciągnęły się dalej, tworząc wielobok otaczający prezbiterium. Po czwarte, do obejścia powinny przylegać promieniście rozchodzące się kaplice, zwane promienistymi. Po piąte, nawa główna pomiędzy arkadami międzynawowymi a oknami powinna mieć niewysoką, lecz długą galeryjkę złożoną z małych, ostrołukowych arkadek, zwaną triforium.
Pierwsza w rankingu
Bardzo długo w żadnej z polskich katedr nie było ani obejścia, ani kaplic promienistych, ani triforium. Z czasem jednak zaczął się u nas swoisty wyścig biskupów i budowniczych. Kolejne polskie katedry starały się przewyższyć pozostałe, a każda z nich zawierała przynajmniej pewne elementy klasycznej, gotyckiej katedry francuskiej. Najpierw pojawiło się obejście – w katedrze wrocławskiej i wawelskiej, choć miało tam niefrancuski, prostokątny plan. Dopiero nowa katedra gnieźnieńska miała obejście wieloboczne. W niej też po raz pierwszy widzimy namiastkę triforium pod postacią niewielkich, ślepych arkadek. Gdy nadszedł koniec XIV wieku, okazało się, że wszystkie polskie katedry są już gotyckie. Poznańskie prezbiterium wyglądało jednak najmniej nowocześnie, co jest całkowicie wytłumaczalne – było przecież spośród gotyckich najstarsze. Wtedy biskupi poznańscy postanowili, że podejmą kolejny wysiłek i że ich świątynia będzie najbardziej „francuska”. Zatrudnili mistrzów z Pomorza
Szczecińskiego. Budowa trwała kilkadziesiąt lat. W efekcie około 1410 roku ukończono kolejne, nowe prezbiterium. Choć jego wszystkie detale i konstrukcja należą do świata gotyku ceglanego, nadbałtyckiego – to jest ono w pomyśle bardzo klasyczne, francuskie, czym przewyższa wszystko, co znamy z pozostałych ziem Polski. Ma ono i wieloboczne obejście, i triforium, i – dobudowane po jakimś czasie – kaplice promieniste. To jednak nie wystarczyło twórcom katedry poznańskiej. Do motywów klasycznych dodali motyw ekstrawagancki i nowatorski – trzy wieżyczki, otwarte pięknymi arkadami do prezbiterium i nakryte spiczastymi, smukłymi hełmami. Tradycyjnie nazywało się je w Poznaniu Trzy Siostry. Wewnątrz znalazły się piętrowe kaplice, które za pośrednictwem wielkich arkad wyglądały do wnętrza głównej nawy. Arkady te w zaskakujący sposób przerywały ciąg triforiów, same tworząc swoimi trzema arkadami jakby gigantyczne, osobne triforium. Motyw to tak niezwykły, że trzeba przyznać: w tym punkcie budowniczy katedry poznańskiej nikogo nie naśladował, wymyślił nowe formy.
Ekstrawagancja niepożądana
I właśnie z powodu tej oryginalności poznańska katedra sprawiła sporo kłopotu architektom, którzy odbudowywali ją po II wojnie światowej. W owym czasie zachłystywano się pojęciem klasycznego gotyku. A tu po zbadaniu gotyckich pozostałości okazało się, że jest coś, co do obrazu klasycznej, gotyckiej katedry nie pasuje: rozwiązanie prezbiterium jest w ogóle niespotykane, oryginalne. Nie potrafiono docenić tego, że pomysłowość przynosi architektowi chlubę, i „poprawiono” oryginalne formy. Dlatego też kiedy dzisiaj wchodzimy do katedry, widzimy w jej wnętrzu niejako dwa nakładające się na siebie zabytki. Jeden – to dawna gotycka katedra, odtworzona dość pieczołowicie. Drugi – to ta część rekonstrukcji, którą całkowicie wymyślili odbudowujący katedrę architekci. Nie pozwolili oni arkadom wieżyczek przerwać ciągu triforiów, a filarom przydali smukłości. Cóż, bywa, że to, co najbardziej oryginalne, jest nie do zaakceptowania.
Wpisz komentarz
Zamknij to okno