Chełmskie podziemia kredowe
Wędrując jedyną w Europie podziemną kopalnią kredy piszącej, nie można się pobrudzić, a co najwyżej... pobielić. Wedle legend tutejszy Duch Bieluch strzeże ukrytych w podziemiach skarbów i przybiera postać białego niedźwiedzia. Jako że jest on duchem dobrotliwym, spotkanie z nim wróży pomyślność.
Kolejną atrakcją jest staromiejska studnia o głębokości aż 30 metrów (mierzonej od poziomu rynku)! W dawnym Chełmie była ona jedyną miejską studnią, zatem tu koncentrowało się życie. I jak dowiodły archeologiczne badania, nieraz od jej głębokości zakręciło się w głowie – na dnie znaleziono pięć klepkowych wiader, łyżki a nawet... szablę! Roztargniony wojak, który ją upuścił, musiał pogodzić się ze stratą, ku radości dzisiejszych badaczy. Im głębiej, tym więcej widać odgałęzień i bocznych chodników. Powstały dzięki zapobiegliwości dawnych mieszkańców, bowiem już od XVI wieku właściciele domów w swoich piwnicach drążyli lochy, wydobywając kredę.
Przez lata miała ona wielorakie zastosowanie. Przede wszystkim wykorzystywano ją w budownictwie (między innymi do bielenia domów), ale też w kosmetyce – tworzono z niej pudry, dodawano do bielideł, proszków i past do zębów. Popyt na kredę wciąż wzrastał i wkrótce własne piwnice już nie wystarczały. Korytarze drążono pod sąsiednimi posesjami, ulicami, a nawet samym rynkiem, tworząc istny labirynt.
Szybko też przekonano się, że „kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada” – przez stulecia bowiem nieraz zdarzały się groźne zawały. W 1965 roku doszło do prawdziwej katastrofy, bowiem część ulicy wraz z budynkiem po prostu zapadły się pod ziemię! Na szczęście dziś jedyne, co może spaść turystom na głowę, to... kropelki wody!














Wpisz komentarz
Zamknij to okno