Bogactwa kowarskich sztolni
Kowary od dłuższego czasu figurowały na liście miejsc, które zamierzałam odwiedzić w Kotlinie Jeleniogórskiej. Magnesem były sztolnie, w których poprowadzono podziemną trasę turystyczną
TEKST::. EWA CZOPEK
Do 1973 roku w Kowarach wydrążono 24 sztolnie o łącznej długości 74 kilometrów. Mnie przyciągnęła tu kopalnia odkrywkowa Podgórze, wydrążona u stóp zalesionego wzgórza. Działała ona w latach 1948–1958. Dziś nie żyje już żaden z górników pracujących niegdyś w tej sztolni, a i ona przestała pełnić swoją funkcję.
W 2000 roku, po latach zastoju, sztolnia jednak ponownie ożyła. Tym razem w zupełnie innym charakterze. W tym bowiem roku grupa pasjonatów otworzyła tu podziemną trasę turystyczną.
Przejście 1200 metrów zajmuje około godziny.
O promieniowaniu
Kowarskie sztolnie nazywane są skarbcem Walonów. Był to lud pochodzący z terenu dzisiejszej Belgii. W średniowieczu przybył w Sudety. Walonowie byli mistrzami w wyszukiwaniu i obróbce
minerałów.
Przewodniczka zatrzymywała się przy kolejnych atrakcjach, by ze swadą i dużym poczuciem humoru opowiadać o historii tego miejsca oraz ciężkiej pracy górników. Jej sympatyczne uszczypliwości na tematy damsko-męskie ubarwiły opowieść i wprawiły wszystkich w wesoły nastrój. Dowiedziałam się między innymi, że każdy człowiek naturalnie promieniuje, przy czym mężczyźni z większą siłą niż kobiety, gdyż wydzielają dodatkowo promieniowanie jądrowe. Natomiast wszyscy, już bez względu na płeć, jesteśmy silnie napromieniowani, jeżeli spędzamy dużo
czasu przed telewizorem i komputerem. Tę szkodliwą energię może pochłonąć i z neutralizować kryształ górski położony koło ekranu. Ten przezroczysty minerał, oraz inne rodzaje kamieni, na przykład fioletowe ametysty, obejrzałam w gablotach wykutych w ścianach sztolni.
Mijaliśmy też Grotę Uranową, w której kiedyś natrafiono na rudę uranu. Miejsce to osłania niewielki ochronny ekran ze szkła ołowiowego. Dzięki temu nie zostaliśmy napromieniowani i nie będziemy w nocy świecić. Przewodniczka licznikiem Geigera zmierzyła promieniowanie przed i za ekranem. Różnica była znacząca!
Chwilę grozy przeżyliśmy przy ścianie z założonymi – rzekomo – ładunkami wybuchowymi. Przewodniczka chwyciła detonator, stwierdziła, że w zasadzie nie ma sensu liczyć do trzech (jak to się
robi zazwyczaj w takich sytuacjach), po czym sprytnie odwróciła naszą uwagę i z całej siły tupnęła w blachę na podłodze. Cała grupa aż się wzdrygnęła od huku!














Wpisz komentarz
Zamknij to okno