Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do inspiracji (287)

Witaj w Podróży nr 40, luty/marzec 2014

Biegiem i szusem


Zimowy weekend w czeskim Pecu pod Sněžkou, w sercu wschodnich Karkonoszy, można spędzić, przesiadając się z nart biegowych na zjazdowe. W ten sposób, ciesząc się zimą, najlepiej poznamy okolicę i będziemy podziwiać bajkowe widoki.

Tekst Paweł Wroński

Sobota na nartach biegowych
Od Harrachova na zachodzie po Žacléř na wschodzie, przez boczne ramiona głównego grzbietu Karkonoszy, ukryte między nimi miejscowości i obsypane śniegiem schroniska, ciągnie się słynna Magistrala Karkonoska. To m.in. dla niej tu przyjechałem. Ten 90-kilometrowy szlak, oś systemu obejmującego 550 km znakowanych tras, został przygotowany specjalnie dla miłośników biegów narciarskich. Dziś wykorzystam jedynie fragment tej rozległej sieci, by zwiedzić otoczenie Pecu pod Sněžkou, móc podziwiać królową Karkonoszy i odwiedzić Jańskie Łaźnie, w których zanurzę się w ciepłej wodzie wypełniającej baseny miejscowego kąpieliska. Trasę można dowolnie modyfikować, zatrzymując się w jednej z licznych boud (czyli dawnych chat pasterskich przekształconych z czasem w schroniska). Nigdy nie odmawiam sobie w nich skosztowania któregoś z regionalnych przysmaków, popitych piwem albo grzanym miodem.
Trasa wiodąca z Pecu pod Sněžkou do Jańskich Łaźni liczy ok. 10 km długości. Jej punktem startowym jest plac przy dolnej stacji wyciągów na Javor (używana jest też nazwa Paseky). Za takim wyborem przemawiają względy praktyczne. Dojeżdżają tu skibusy, jest rozległy parking dla prywatnych aut, kasy biletowe i centrum informacyjne. Przede wszystkim jednak znajdują się tu sklepy sportowe, serwisy oraz liczne wypożyczalnie sprzętu. Mnie interesują zwłaszcza te ostatnie, bo przecież na jeden dzień biegówek kupować nie warto. Wystarczy, że w wypożyczalni pomogą dobrać narty o odpowiedniej długości i resztę ekwipunku.

Stosownie wyposażony, ruszam na południowy wschód w głąb doliny. Biegnę nią ok. 1 km, lekko pod górę, aż do dolnej stacji krzesełkowego wyciągu na Hnědý vrch. Po wyjechaniu krzesłami na górę kieruję się na południowy zachód, na Liŝči hřeben. Osiągam go po niespełna kilometrze, w rejonie schroniska Lyžarská bouda. Tu zmieniam kierunek na południowo-wschodni i posuwam grzbietem ze wspaniałymi widokami na góry – na główny grzbiet Karkonoszy z rysującym się po lewej ręce strzelistym kopcem Śnieżki. Ten odcinek trasy liczy 2 km i kończy się przy grupie schronisk zwanych Hrnčířské boudy. Przy nich znowu zmiana kierunku, tym razem przez kolejne 2 km zmierzam na wschód. Mijam Pražską boudę i docieram do Kolínskiej boudy. Jeśli pobiegniecie tą trasą, z pewnością napotkacie po drodze rolby (czyli ratraki z kabinami pasażerskimi, mówiąc obrazowo: skibusy na gąsienicach) wiozące pasażerów z nartami zjazdowymi. Biegacz nie musi korzystać z tego ułatwienia, bo nieznaczny podbieg to przyjemność, związana w naturalny sposób z tą dyscypliną.

Na pobliskim skrzyżowaniu letnich szlaków trzeba podjąć decyzję. Można teraz zmierzać prosto do Jańskich Łaźni (ok. 4 km do centrum kurortu) albo na kopułę szczytową Černej hory (1299 m n.p.m.). Pierwsza opcja wiąże się z długimi trawersami zalesionych południowych stoków masywu – ciągle w dół, ale łagodnie i bez większych, niedogodnych dla biegaczy stromizn. Ja decyduję się na wbiegnięcie na Černą horę, skąd do kurortu zjeżdżam kolejką gondolową. Ostatni odcinek szlaku pokonywany na nartach skraca się w tym przypadku do niespełna 2 km. Skorzystanie z kolejki dyktuje mi rozsądek, bowiem trasy dobre dla zjazdowców dla biegaczy są dość ryzykownym wyzwaniem. W samych Jańskich Łaźniach, uzdrowisku z romantyczną zabudową o architekturze nawiązującej do XIX-wiecznych szwajcarskich wzorów, gwoździem programu jest ciepła kąpiel. Idealna po kilkugodzinnym biegu, cudownie relaksująca i regenerująca zmęczone mięśnie.

Powrót z Jańskich Łaźni autobusem do Pecu zajmuje ok. 35 min (rozkład jazdy i inne informacje na stronie www.cerna-hora.cz). Wieczór nie musi jednak wiązać się z gnuśnieniem w hotelu. Do wyboru są bowiem rozmaite atrakcje, jak wieczorna jazda na oświetlonych trasach na Javorze, snowtubing na lodowym torze w centrum miejscowości albo jazda na łyżwach przy boudzie Máma (wypożyczenie łyżew w cenie wstępu na lodowisko). W oddalonej od centrum Pecu o 4 km Velkej Úpie jest także działające do późnych godzin wieczornych kasyno. No i pozostają jeszcze liczne restauracje, w których można rozkoszować się przysmakami czeskiej kuchni. Polecam zupę czosnkową i dania z mięs w grzybowym sosie (grzyby po czesku to houby, a sos – omáčka). Uwielbiam też knedliki, czyli plastry gotowanej bułki drożdżowej. Pierwsze miejsce na liście peckich lokali zajmuje Enzian. Smacznie, stylowo, ale – jak na Czechy – dość drogo. Pyszne domowe ciasta i chyba najlepszy miód na gorąco w okolicy serwują z kolei w pensjonacie Lovecká chata. Stoi po lewej stronie drogi, niecałe 2 km od centrum Pecu w kierunku Velkej Úpy.


Komentujesz: Biegiem i szusem

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Tagi: narty, karkonosze, śnieżka, góry narciarstwo


Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie