Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do archiwum (429)

U Tatarki


Obowiązkowym punktem wycieczki do Kruszynian na Podlasiu jest Tatarska Jurta. Ugoszczeni przez Dżennetę Bogdanowicz, będziemy tu mieli okazję posmakować specjałów kuchni tatarskiej


TEKST BARBARA SOJKO

 

 

Do środka Tatarskiej Jurty szerokim gestem zaprasza Dżenneta
Bogdanowicz, Tatarka z dziada pradziada. Kiedyś witała tak wszystkich przybyszów. Dzisiaj jest ich tak wielu, że nie odchodziłaby od drzwi. Przestronne wnętrze zbudowane jest z drewna. Sosnowe podłoga, ściany, sufit, belki i podpory kreują klimat sielskiej przytulności. Są też idealnym tłem dla bajecznie kolorowych sukien z Baszkirii, mniej jaskrawych strojów krymskich Tatarów, ręcznie szytych skórzanych sakw i toreb, buńczuka i szabelek, a także pamiątkowych zdjęć, dyplomów i nagród. W to egzotyczne towarzystwo wtapia się szeroki ekran plazmy, na którym odtwarzane są filmy o tematyce tatarskiej i wydarzeniach w Kruszynianach. Goście, degustując smakowite potrawy, mogą zobaczyć, jak było kiedyś i co się dzieje dzisiaj.

Niewysoka, energiczna, zawsze radosna Dżenneta cały czas kręci się po sali, wszędzie jej pełno i wszędzie ją słychać. Przysiada do biesiadników, zagaduje, uśmiecha. Opowiada o historii swojej rodziny, tatarskich zwyczajach, tradycjach, religii, zdradza tajniki serwowanych potraw. Śmieje się, że w ten sposób obala Sienkiewiczowski obraz Tatara.



Pierekaczewnik i inne przysmaki


W Tatarskiej Jurcie ugoszczą nas tradycyjnymi potrawami. Przyrządzaje sama gospodyni, przestrzegając receptury stosowanej przez matki i babki w rodzinach Półtorzyckich, Bajraszewskich, Bogdanowiczów. Choć kuchnia tatarska jest bardzo pracochłonna, pomocnikom pozwala przygotować jedynie półprodukty. – Zebrałam i szczegółowo opisałam 60 przepisów naszej tradycyjnej kuchni – chwali się Dżenneta.

Dumą gospodyni jest pierekaczewnik. Dzięki jej staraniom w 2005 roku, jako pierwszy w Polsce, ten duży pieróg z mięsnym farszem
został wpisany na listę produktów tradycyjnych Ministerstwa Rolnictwa. W lipcu ubiegłego roku natomiast uzyskał unijny certyfikat jako gwarantowana tradycyjna specjalność. Jak do tej pory Dżenneta Bogdanowicz jest jedyną osobą na świecie, która ma certyfikat na pierekaczewnik. Że smakuje wybornie, nie ma się czemu dziwić – to bajramowa (świąteczna) potrawa, dawniej szykowana tylko dwa razy w roku.

Do tatarskich przysmaków należą też kołduny (pierogi) gotowane w rosole wołowym. Gospodyni wspomina, że w jej rodzinnym domu to była specjalność mamy. Ona, jako najmłodsza, mogła tylko robić kulki, siostra rozwałkowywała ciasto, a już do mamy należało nakładanie mięsnego farszu i robienie ząbków. Kołduny podawane są na talerzyku z filiżanką rosołu. Nabiera się kołduna na łyżkę i nadgryza końcówkę, tak aby wyciekł wygotowany z farszu rosołek. Jeżeli pierożek jest mały, trzeba go zjeść w całości. Większy można podzielić na kilka kęsów.

– Tradycyjna kuchnia tatarska jest tłusta i ostra, ale też nadzwyczaj
smaczna, pełna zaskakujących woni i zestawień produktów – mówi Dżenneta. – Mamy mnóstwo potraw mącznych, dużo mięsa, oczywiście wołowego, jagnięcego i drobiowego, bo jako muzułmanie wieprzowiny nie spożywamy. Ale nie tylko. Smakosze ziemniaków
też znajdą coś dla siebie.

Na przykład trybuszok, czyli tatarską kiszkę ziemniaczaną, która w smaku nie ma nic wspólnego z podlaskimi odpowiednikami. Kartoflanym farszem z kawałkami wołowiny lub jagnięciny nadziewany jest kindziuk (żołądek barani lub cielęcy). A na deser? Czak czak, pachława albo listkowiec. Ten ostatni to wielki kołacz z ciasta drożdżowego przekładany białym serem. Wygląda imponująco i ma wspaniały smak. Podawany na ciepło po prostu rozpływa się w ustach.



Historia Dżennety


Jej ród pochodzi z majątku Olszymowo pod Wołkowyskiem. Z podlaskich Kruszynian to zaledwie kilkanaście kilometrów, ale już za granicą, na Białorusi. Ona sama wychowała się w miasteczku Trzcianka w Wielkopolsce. Do Kruszynian po raz pierwszy przyjechała ponad 30 lat temu na wycieczkę. Zwiedzając tutejszy mizar, odkryła groby swoich przodków. – Doznałam olśnienia, nagle poczułam zew krwi, zew ziemi – wspomina. – Pomyślałam o sobie jako o Tatarce polskiego pochodzenia. Wiedziałam, że muszę tutaj wrócić.

Wkrótce poznała swego przyszłego męża Mirka Bogdanowicza, który pochodzi z... Kruszynian. Zamieszkali w Supraślu, rozpoczęła pracę w Parku Krajobrazowym Puszczy Knyszyńskiej, jedna po drugiej rodziły się córki: Dżemila, Elwira, Tamira. Do oddalonych o 40 kilometrów Kruszynian zaglądała coraz częściej, nawet co kilka dni. Prywatnie, bo tutaj, na ziemi nadanej niegdyś rodzinie Bogdanowiczów przez Jana III Sobieskiego, stała opuszczona od lat chata teściów. Ale i służbowo, jako przewodnik wycieczek po zabytkowym meczecie i mizarze. Denerwowało ją, że turyści – w tak pięknym i magicznym miejscu – nie mają gdzie zjeść ani odpocząć. Postanowiła to zmienić i zapraszać ich do siebie na specjały kuchni tatarskiej. Rodzina pomogła. Ustawili kilka stołów i ław przy domu i gdy tylko pogoda sprzyjała, Dżenneta serwowała pierekaczewnik,
kołduny i drożdżówkę, a do picia – wodę syconą miodem z dodatkiem soku z cytryny. Razem z mężem i córkami krok po kroku
odnawiali dom teściów.

Wkrótce pierwsi goście zawitali w ich progach. Zapraszano ich do izby, w której toczyło się normalne codzienne życie. Naturalnie stawali się jego częścią, bo domownicy nie przerywali swoich zajęć. Klimat tej izby, niezwykła osobowość gospodarzy i wyrafinowana tatarska kuchnia sprawiły, że wieść o Tatarskiej Jurcie błyskawicznie rozeszła się po całej Polsce. Koneserzy smaków jechali kilka godzin tylko po to, by zjeść pierekaczewnik i napić się kawy z kardamonem.

– Dwa lata temu zrezygnowałam z pracy w parku i przeniosłam się z mężem na stałe do Tatarskiej Jurty – opowiada Dżenneta. – Jesteśmy czwartą rodziną tatarską mieszkającą w Kruszynianach. Córki zostały w Supraślu, ale na każdy weekend przyjeżdżają nam pomagać. Dżemila już z mężem. Tatarska Jurta przerodziła się też w gospodarstwo agroturystyczne. Do starej chaty dobudowali nową. Jedna ze ścian wkomponowana we wnętrze zawsze będzie przypominała o początkach. Na dole jest restauracja, na górze pokoje gościnne. Nastrój jest taki jak dawniej.

Tatarskie dziedzictwo to nie tylko smakowita kuchnia. Od pierwszego przyjazdu do Kruszynian Dżenneta marzyła o wskrzeszeniu wspólnoty Tatarów. Uznała, że pogawędki przy jedzeniu to za mało, potrzebne są cykliczne imprezy, które pozwolą odrodzić się tradycji i zwyczajom tatarskim, a innym mieszkańcom Polski po prostu je poznać.



Rojno i gwarno w Kruszynianach


I tak w sierpniu 2006 roku w obejściu przed Tatarską Jurtą odbył się Festiwal Kultury i Tradycji Tatarów Polskich. Były występy zespołów,
tańce, śpiewy, pokazy rękodzieła, inscenizacje, konkursy. Dla chętnych warsztaty kuchni tatarskiej, strzelania z łuku mongolskiego czy jazdy konnej w siodle. Zainteresowanie przeszło najśmielsze wyobrażenia. Za rok była jego druga, potem trzecia, czwarta i w tym roku już piąta odsłona. Za każdym razem program festiwalu jest wzbogacany o nowe inicjatywy i przyciąga coraz więcej uczestników. W ubiegłym roku było ich blisko 15 tysięcy.

W czerwcu 2007 roku za sprawą Dżennety odrodziło się Święto Pługa – Sabantuj – przez wyznawców islamu obchodzone na zakończenie wiosennych prac polowych. Ma ono ponad 1000-letnią historię i niegdyś było ważnym wydarzeniem, do którego przygotowywano się przez cały rok. Sabantuj jest rodzinny i bardzo wesoły. Jego ideą jest spotkanie mieszkańców wsi i ich gości na specjalnie przygotowanym placu, gdzie odbywają się gry, zabawy, konkursy nagradzane zebranymi od ludzi rzeczami. Kiedyś najcenniejszymi nagrodami były baran oraz ręczniki – ręcznie
haftowane przez panienki i młode kobiety. Dzisiaj barana zastąpił kogut, ale najważniejsze by z imprezy nikt nie wyjechał bez choćby
niewielkiej pamiątki.

– Kruszyniany znowu stały się rojne i gwarne. Cieszę się, że wielu polskich Tatarów, tak jak ja przed 30 laty, poczuło zew krwi i teraz chcą wracać na ojcowiznę – mówi Dżenneta.

Na Sabantuj oraz Festiwal Kultury i Tradycji Tatarów Polskich w Kruszynianach zjeżdżają nie tylko Tatarzy, lecz także – jak wymarzyła sobie Dżenneta Bogdanowicz – ludzie ciekawi historii i kultury tej mniejszości etnicznej. ■



Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie