Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do archiwum (429)

Taka mała, a taka piękna


 

Zbrzyca ma tylko 45 kilometrów długości, ale jakże różnorodnych! Raz jest jak rwący górski potok, raz jak dostojna nizinna rzeka. Spłynięcie nią kajakiem zajmuje niecałe dwa dni. Nie ma mowy o nudzie

 

 

TEKST.:: AGNIESZKA RODOWICZ

 

 

Szlak kajakowy zaczyna się na Jeziorze Somińskim. To jedno z czternastu jezior, przez które przepływa rzeka. I jednocześnie jedno z trudniejszych do pokonania. Kiedy wieje wiatr, podnoszą się tu spore fale. Łatwo wtedy o wywrotkę. Na szczęście w dniu, kiedy zaczynamy, wieje jedynie lekki wiaterek. Woda ma intensywnie niebieski kolor, podobnie jak majowe niebo w ten piękny, słoneczny dzień. Szlak biegnie obok dwóch niedużych wysepek, nad którymi krążą setki mew. Widać też kormorany przysiadające na gałęziach. Wrzask ptaków jest ogłuszający. To okres lęgowy, lepiej im nie przeszkadzać.

Na drugim końcu jeziora trzeba odszukać wypływ rzeki schowany wśród trzcin. Stąd Zbrzyca płynie dalej spokojnym nurtem wśród zielonych łąk upstrzonych różowymi stokrotkami i żółtymi mleczami. Po chwili wpływa między rosnące wzdłuż brzegów olchy. Ich delikatne gałązki obsypane drobniutkimi, nie całkiem rozwiniętymi listkami tworzą żółto-zielony tunel. Rzeka jest tu spokojna, szeroka na kilka metrów i dość głęboka. Korzystają z tego wędkarze, którzy stoją co kilkaset metrów i moczą w wodzie wędziska.



Rzeka przyspiesza


Następne w kolejności jest Jezioro Kruszyńskie. Mimo że sporo mniejsze od Somińskiego jest mocno rozkołysane. Fale uderzają w boki kajaka, wpadają do środka, zalewają zimną wodą. Rzeka opuszcza jezioro w Windorpie. Menadruje teraz między łąkami,
które podmywane wodą falują niczym materac łóżka wodnego. Wraz z nimi chyboczą się zeszłoroczne pałki wodne i tatarak. Nad wodą co kilka metrów przerzucone są wąskie drewniane kładki. Trzeba się kłaść na dnie kajaka, żeby pod nimi przepłynąć. W środku wsi przy betonowym moście cumują łódki rybaków z rybaczówki Windorp.

Za mostem rzeka przyspiesza. Płynie teraz wąskim i wartkim strumieniem o żółto-brązowym kolorze. Mijamy błyskawicznie kolejne zakręty. Spotykamy żurawią parę spacerującą dostojnie po łące. Jeszcze kilka zakrętów i rzeka wpada do niewielkiego jeziora Parzyn, a zaraz potem przepływa przez miejscowość o tej samej nazwie. Tu zwęża się, nabiera szybkości, płynie między dużymi kamieniami, którymi usłane jest jej dno. Przed sporym progiem z kamieni wysiadamy z kajaka i przeprowadzamy go przez przeszkodę, brodząc w wodzie po kolana.

Za parzyńskim mostem koryto rozszerza się na dobrych kilka metrów, dno jest kamieniste, wody mało, a brzegi wysokie. Rosną na nich kilkunastometrowe buki. Słońce prześwieca przez ich młode listki, tworząc na wodzie świetlne odblaski. Wędrując boso po
kamienistym dnie, holujemy kajak. Cisza. Słychać tylko chlupot wody przepływającej między kamieniami i łopot skrzydeł wielkiej czapli, którą płoszymy, zbliżając się do zakrętu.

Potem brzegi rzeki robią się coraz wyższe, wody w korycie przybywa. Mniej więcej po godzinie wiosłowania drogę zagradza tama spiętrzająca wodę przed opuszczonym młynem. Miejsce jest bardzo malownicze. Rozlewisko otaczają rosnące na brzegach
brzozy i sosny odbijające się w spokojnej wodzie. Kiedy do Zbrzycy wpada jej lewy dopływ Młosina, wody gwałtownie przybywa. Porywa nas wartki prąd, dno rzeki robi się czarne od torfowej ziemi, woda mętnieje. Spotykamy kolorowe kaczki krzyżówki i łabędzie pary. Mijamy zająca skaczącego po łące. Widząc nas, kładzie po sobie uszy i uda je, że go nie ma.

Kolejne dwa młyny zmuszają do przenoszenia kajaków. Po południowe słońce oświetla zwalone w wodę brzozy i olchy.



Nagły atak mrozu


W nocy kilkustopniowy mróz ścina trawy na łące i płótno namiotu. O piątej rano na nim i na kajaku jest gruba warstwa szronu. Niebo
nad lasem powoli różowieje. Kiedy słońce wytacza się w końcu nad widnokrąg, znad rzeki i łąk bucha para. Gęste kłęby unoszą się nad korzeniami olch wyrastających z wody, potem zaróżowione świtem kłaczki płyną nad rzeką, niczym bajkowe smoki. Opary znad łąk spływają do koryta i tańczą nad powierzchnią wody. Zmrożona trawa chrzęści pod nogami. Po pół godzinie po bajkowej scenerii nie ma śladu. Słońce przygrzewa mocno.

Trasa biegnie teraz przez pięć połączonych jezior: Laskę, Księże, Parszczenicę, Długie i Śluzę. Zwinne perkozy raz po raz dają nura w wodę, a potem wyskakują z niej jak korki od szampana.

Z jeziora Śluza rzeka wypływa szerokim korytem. Woda jest bardzo spokojna, prawie nie ma tu zwalonych drzew czy mielizn. Można
dać się nieść prądowi, nie dotykając wioseł. Leżymy więc na dnie kajaka i patrzymy na wysokie olchy, które porastają brzegi rzeki. Na brzegach kwitną zawilce, rozwijają listki paprocie, białe kwiaty czeremchy, poruszane delikatnymi podmuchami wiatru, wydzielają upajający zapach. Woda jest żółtawa od piasku na dnie, przejrzysta, widać falujące w niej wodne rośliny i uciekające przed kajakiem ławice większych i mniejszych rybek. Według wielu przewodników to najpiękniejszy odcinek rzeki.

W okolicy wsi Zbrzyca las się kończy i rzeka znowu wpływa między łąki. Dwa kilometry dalej wpada do jeziora Witoczno, gdzie łączy się
z Brdą. Ale to już zupełnie inna historia. ■


Komentujesz: Taka mała, a taka piękna...

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie