Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do archiwum (429)

Piernikopolis

 

 

Aby powstał piernik, trzeba było, aby w jednym miejscu i czasie spotkały się: przednia mąka, pyszny miód i przyprawy korzenne. To brzemienne w kulinarne skutki spotaknie nastąpiło w Toruniu w wieku XIII. A geniusz tutejszych cukierników sposobność wykorzystał


Tekst: SEBASTIAN DURBACZ



Od dawien dawna urodzajna ziemia chełmińska słynęła z pszczelarskiego rzemiosła, ukoronowaniem którego były oryginalne w smaku, pełne nektarowego aromatu miody. Słynęła też z przedniej mąki pszennej i żytniej. Z mąki i miodu wyrabiano ciasto na tak zwany miodownik, będący rodzajem słodkiego pieczywa, ale to dopiero piernik zyskał nieśmiertelną cześć i sławę. A to za sprawą dodania do ciasta egzotycznych przypraw korzennych, takich jak imbir, goździki, cynamon, kardamon i gałka muszkatołowa. Przyprawy owe zaczęły pojawiać się w Europie zaraz po krucjatach krzyżowych, sprowadzane z dalekiego Orientu, Indii, Persji oraz innych krajów Bliskiego i Środkowego Wschodu – wtedy Lewantem zwanych. Szlak handlowy wiódł przez Morze Czarne, Lwów, a potem na północ i na zachód Europy. Nic więc dziwnego, że Toruń – miasto położone nad rzeką i dokładnie na styku kilku dróg kupieckich – szybko stał się jednym z głównych ośrodków handlu korzennymi specjałami. Tak właśnie w jednym miejscu i czasie spotkały się wszystkie niezbędne ingrediencje i doszło do epokowego, piernikowego wynalazku.

 



Pod wódeczkę i do alkowy


Oczywiście dzisiaj nikt dokładnie nie pamięta, jak zaczęto wypiekać pierniki, bo było to bardzo dawno. Wiadomo, że robiono to już w XIII wieku. Pierwszy raz w tekstach źródłowych zapisał się piernik w 1380 roku. A to za sprawą toruńskiego piekarza, Niclosa Czana, który – jak mówi legenda – z wielkiego zmęczenia przez pomyłkę zamiast wody dodał do mąki miodu.

Piernik to po staropolsku „pierny”, co znaczyło tyle, co pieprzny. Początkowo był wypiekany w formie chleba z dodatkiem kubeby, czyli pieprzu i przypraw korzennych. Ceniono go jako przekąskę do miodów pitnych, wina lub wódki, a nawet sprzedawano w aptekach jako lekarstwo na wszelki ciała frasunek lub afrodyzjak. Szybko stał się prawdziwym rarytasem. Mieszczanie hanzeatyckiego Torunia pokochali piernik całym sercem, a dzięki wrodzonemu kupieckiemu talentowi i smykałce do interesów zarazili tą miłością i inne narody. Piernikarze produkowali pierniki w dwóch wersjach: ozdobnej – z ciasta tak twardego, że wieki przetrwać potrafi, i jadalnej – ze spulchniaczami, które podniebieniu służą. Ciasto na pierniki ozdobne musiało być dobrze wyrobione i trzymane w chłodzie przez ładnych kilka lat, aby miód wszystkie składniki należycie zakonserwował. Ukuło się nawet powiedzonko, że jeżeli piekarzowi rodziła się córka, to zagniatał on ciasto, aby na jej zamążpójście z ciasta tegoż piernik jako prezent serwować. Biorąc pod uwagę tamtejsze realia, ciasto leżakowało więc około 15 lat. A zdarzały się i takie oryginały, które wyrabiano z 20- lub nawet 30-letniego materiału. Jednym słowem, im ciasto starsze, tym piernik był lepszy i jego wartość większa.



Muzealny piernik


Trzeba bowiem wiedzieć, że pierniki spełniały rolę cennego podarunku, którym honorowano co znakomitszych gości, w tym królów, cesarzy, a nawet papieży. W ten sposób sława piernikowego kunsztu rodem z Torunia rozchodziła się po wielu dworach i krainach ówczesnej Europy, zjednując sobie coraz większe rzesze koneserów i łakomczuchów gotowych sławić piernikowe dzieła ponad inne specjały. Pierniki ozdobne wypiekano w przeróżnych kształtach za pomocą form z drewna – najczęściej lipowego, cudnie i zmyślnie rzeźbionych przez snycerzy lub co zdolniejszych ciastkarskich rzemieślników. Najbardziej popularnymi wzorami były figury królowych i królów polskich, postacie biblijne, rycerze, mieszczanie, scenki rodzajowe, herby, serca, medaliony oraz bohaterowie narodowi. Każdy piernik był misternie przyozdobiony wieloma detalami. Takie wypieki stawały się prawdziwymi dziełami sztuki, przechowywanymi przez niejedno muzeum aż do naszych czasów. Bardzo często do ozdoby używano również „glancu” (lub glantzu), czyli lukru, a także kolorowych farb, złota i szlachetnych kamieni. Najsławniejszym i największym podarkiem, jaki zgotowali toruńscy mistrzowie, był prawie dwumetrowy piernik, który sprezentowano carycy Katarzynie.

 

Katarzynki od dziewczynki


A skoro o Katarzynie mowa – żaden inny piernik nie przypadł tak do gustu mieszkańcom Torunia jak prosty i skromy pierniczek – właśnie Katarzynką zwany. Jest kilka legend i opowieści, skąd wziął się na świecie, ale najbardziej popularna mówi o małej sierotce noszącej to imię, która w swej wielkiej dobroci uratowała mysiego króla od śmierci z kocich pazurów. Ocalały monarcha odwdzięczył się, wskazując Kasi piwnice wypełnione po brzegi piernikowym ciastem. A że akurat w mieście wielki głód panował, wypieki z ciasta owego poczynione pozwoliły przetrwać mieszkańcom najgorsze chwile. Na cześć dzielnej dziewczynki pierniczki w kształcie sześciu połączonych medalionów ocaleni mieszczanie jej imieniem nazwali.

Jak było naprawdę, nie wiadomo. Być może to czeladnik Bartłomiej, który miłością wielką pokochał córkę swego mistrza – Katarzynę, na jej cześć wymyślił ciasteczka? A może nazwa wzięła się od mniszek wypiekających pierniki w nieistniejącym już kościele św. Katarzyny?



Komentujesz: Piernikopolis

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie