Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do archiwum (429)

Pieniński rekonesans

 

Jedziemy w Pieniny. Martwi nas pogoda, bo w tym roku jest wyjątkowo nieprzewidywalna. A to bardzo ważne, gdyż mamy do dyspozycji tylko jeden weekend


TEKST:: IZABELA KOPEĆ


Lądujemy w Szczawnicy w schronisku „Orlica”. Choć pogoda nieszczególna, na Dunajcu panuje duży ruch. Wszędzie tratwy z turystami. Tomasz Rzeczycki w „Górach Polski”, charakteryzując Pieniny, pisze tak: „Rzadko ludzie wyjeżdżają w jakieś góry głównie po to, aby popływać”. To prawda. Ze zdziwieniem spostrzegam, że gwarnie przeszkadza brodzącemu przy cyplu czarnemu bocianowi. Widać ten objęty ścisłą ochroną ptak, z natury bardzo płochliwy i unikający siedzib ludzi, zmienia tutaj swoje obyczaje. Pięknie ubarwione na czerwono dziób i nogi świadczą o tym, że jest już dorosły.

 

Wyruszamy na Drogę Pienińską – jedną z największych atrakcji dla kuracjuszy szczawnickiego zdroju i turystów.



JANOSIKOWYM SZKLAKIEM


Po zniesieniu granicy polsko-słowackiej droga prowadzi bez przeszkód do Czerwonego Klasztoru i tam się kończy. Droga Pienińska obfituje w piękne krajobrazy wypiętrzonych skał. Hukowa Skała, Wylizana, urwiska Sokolicy, z której wierzchołka ponoć strącano skazańców, bielejące ściany Świniej Skały, Sama Jedna. To właśnie u stóp tej ostatniej Dunajec osiąga prawdopodobnie największą głębokość – 10 metrów. W okolicach Golicy próbujemy ustalić dokładne miejsce wywierzyska zwanego Stuletnim Źródłem. Zimą byłoby nam łatwiej, bo ma ono stałą kilkustopniową temperaturę, co sprawia, że nigdy nie zamarza.

Na Drodze Pienińskiej nie sposób też nie wspomnieć Janosika. Za przewężeniem Dunajca zwanym Zbójnickim Skokiem legendarny zbójnik przeskoczył rzekę i na dowód odcisnął w skale ślady swoich kierpców. Zadziwia pamięć o Janosiku, który bądź co bądź zbójnikiem został z przypadku i zbójował niecałe dwa i pół roku, a przecież byli od niego bardziej w rzemiośle wytrwali. Ponoć nieśmiertelność swą zawdzięcza kobietom, które hojnie klejnotami obdarowywał, a tego sławiły. Gdyby nie zdrada jednej z nich, może
pożyłby dłużej ten karpacki zbójnik? Mostkiem przechodzimy potok Lipnik. Zza drzew wyłania się Czerwony Klasztor.



KLASZTOR NAD DUNAJCEM


Dolina nad Dunajcem, w której znajduje się klasztor, nosi nazwę Świętego Antoniego – egipskiego pustelnika, który zapoczątkował formę religijności polegającą na oddaleniu się od ludzi i życiu w ascezie, modlitwie i kontemplacji. Osiedlali się tu jego wyznawcy, którzy stworzyli nowy ruch religijny, bardzo popularny we wczesnym średniowieczu. Nie wiadomo, czy do dzisiaj przetrwałaby o nich wzmianka, gdyby nie zbrodnia, którą popełnił tamtejszy możnyrodem z Brezowickich. Zabił drugiego możnego, a sąd orzekł, że winowajca, by zapewnić zbawienie duszy zamordowanemu, musi założyć klasztor. I tak w miejscu dawnej pustelni powstał Czerwony Klasztor. Wybudowali go w XIV wieku kartuzi – zakonnicy o podobnej jak eremici surowej regule. Ich następcami byli kameduli.

 

Dzieje klasztoru są barwne i bogate. Nie brakuje w nich okresów prosperity przynoszącej zakonom splendor i bogactwo. Były jednak też okresy upadku, związane głównie z ruchem husytów i reformacją, obfitujące w napady, mordy i grabieże, a także zawirowania polityczne. Sławne są legendarne postacie braci kamedułów: Cypriana i Romualda. Pierwszy, pochodzący ze Śląska, rozsławił Czerwony Klasztor w Polsce. Niezwykły lekarz, aptekarz, znawca „tysiąca rzemiosł”. Do dziś funkcjonuje przekaz o tym, jak zbudował lotnię i ze szczytu Trzech Koron doleciał do Morskiego Oka w Tatrach. Legenda głosi, że gdy zakonnik wzniósł
się w niebo, Pan Bóg srodze się rozgniewał. Ze stworzeń bożych tylko ptakom zezwolił w przestworza wzlatywać. Za karę zamienił zakonnika w skałę – i stąd też mamy nad Morskim Okiem Mnicha. Brat Romuald natomiast jest autorem pierwszego słowackiego słownika i pierwszego przekładu Biblii na rodzimy język.

Trudno dzisiaj to miejsce nazwać odosobnionym. Turystów w nim bez liku. Jednak spora ich część nie fatyguje się zwiedzaniem. Zatrzymują się przy zewnętrznym dziedzińcu, gdzie są kramy i gospoda. Gospoda zachwyca średniowiecznym stylem architektury, ale nie jakością jadła, którego, choć nadal za złotówki, nie polecam.



Komentujesz: Pieniński rekonesans

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie