Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do archiwum (460)

Witaj w Podróży nr 36, czerwiec/lipiec 2013

Kilka lat w podróży: wciąż przed siebie


Z Alicją Rapsiewicz i Andrzejem Budnikiem rozmawia Paweł Michalczyk

W lipcu 2009 r. Alicja Rapsiewicz i Andrzej Budnik wyruszyli w podróż dookoła świata. Po kilku miesiącach doszli jednak do wniosku, że nie chcą za wszelką cenę realizować założonego planu i po prostu dali się ponieść drodze. Pod koniec grudnia ubiegłego roku sytuacja rodzinna sprawiła, że musieli – po 3,5 roku – wrócić do kraju. Ale to nie koniec podróży. Moment oddania tego numeru do druku miał bowiem zbiec się z podjęciem przerwanej przygody.


Paweł Michalczyk: Pamiętacie jeszcze, skąd wziął się pomysł na podróż dookoła świata?

Alicja Rapsiewicz: Chęć podróżowania była w nas od zawsze. I w pewnym momencie zaczęła po prostu kiełkować idea dłuższej podróży. Mój pomysł na początku był taki, żeby objechać Azję dookoła i po roku wrócić do Polski. Ale gdy palcem po mapie dojechaliśmy do Azji Południowo-Wschodniej, zobaczyliśmy, że Australia już blisko i szkoda byłoby w takim momencie wracać. A z Australii niedaleko do Ameryki Południowej. A jak Ameryka Południowa, to i Północna. I tak właśnie zrodził się plan podróży dookoła świata. Żeby nie było tak łatwo, dodatkowo założyliśmy sobie, że odbędziemy tę podróż lądem, bez korzystania z samolotów.


PM: Wiadomo, że jest to sprawa bardzo indywidualna i wiele rozmaitych czynników ma na nią wpływ, ale jak Wam udało się zorganizować taką podróż? Co z pracą, rodziną, różnymi zobowiązaniami, wreszcie co z pieniędzmi?
AR: Od momentu, kiedy stwierdziliśmy, że chcemy wyjechać, kiedy powstał szkic planu, minął ponad rok, zanim wyruszyliśmy w drogę. Ten czas był tak naprawdę podporządkowany tylko i wyłącznie wyjazdowi. Gromadziliśmy sprzęt, zarabiane pieniądze odkładaliśmy na podróż, odmawialiśmy sobie różnych przyjemności. Wszystko z myślą o planowanej podróży.
Andrzej Budnik: To jest kwestia priorytetów. Nie ukrywam, że przed wyjazdem prowadziłem firmę zajmującą się projektowaniem i pozycjonowaniem stron internetowych, która nieźle funkcjonowała, udało mi się zatem odłożyć wcześniej trochę pieniędzy. Nie wyglądało to też tak, że wyjeżdżając, zostawiliśmy za sobą wszystko zamknięte. Nawet w drodze, zdalnie, mogłem jeszcze realizować pewne zlecenia i tym samym zarobić dodatkowe pieniądze.
AR: Trzeba też zaznaczyć, że podróżowaliśmy niskobudżetowo i np. w Azji życie kosztowało nas mniej niż w Polsce. Podróżując w ten sposób, wydawaliśmy głównie na jedzenie czy spanie. A to nie są duże kwoty.
AB: Rozumiem ludzi, którzy patrzą na nas i na nasz wyjazd przez pryzmat pieniędzy wydawanych podczas wakacji. Można pomnożyć trzytygodniowy wyjazd za 2–3 tys. zł przez liczbę miesięcy, kiedy byliśmy w drodze, i z tego rzeczywiście wychodzi jakaś astronomiczna kwota. A to zupełnie nie tak wygląda.


PM: Czy jesteście w stanie choćby ogólnie oszacować tę kwotę? Próbowaliście kiedyś policzyć, ile Was kosztowała ta kilkuletnia wyprawa?
AB: Jeszcze tego nie liczyliśmy. Natomiast gdybym chciał spojrzeć na to ogólnie (pomijając, że np. w Australii było drożej, a w Pakistanie sporo taniej), to wychodzi, że wydawaliśmy 10–12 dol. dziennie.


PM: A co z czasem? To, obok pieniędzy, chyba drugi czynnik, który wielu może ograniczać?
AB: To również kwestia priorytetów. My akurat pod tym względem mieliśmy komfortową sytuację. Śmieję się, że czas to tak naprawdę waluta, którą my zabraliśmy ze sobą. Mając czas, w wielu przypadkach można wiele oszczędzić, zapłacić mniej albo nawet w ogóle nie płacić. Przez ostatni rok naszej podróży poruszaliśmy się na rowerach, spaliśmy w namiocie albo u ludzi, którzy nas zapraszali do domu. I nie mieliśmy żadnych wydatków poza jedzeniem. Podobnie było przez cztery miesiące na jachcie. Jeśli masz czas, możesz korzystać z wielu rzeczy, które są nieosiągalne dla tych, którzy wyjeżdżają na krótszy okres. W Australii np. mogliśmy przez miesiąc opiekować się czyimś domem, dzięki czemu mieliśmy gdzie mieszkać. Albo wybraliśmy się spontanicznie na drugie wybrzeże tylko dlatego, że agencja, która zajmuje się wypożyczaniem samochodów, potrzebowała właśnie tam przetransportować auto. I dopłaciła nam jeszcze 300 dol. australijskich za benzynę, abyśmy to zrobili. Elastyczność, brak planu, posiadanie czasu i dzięki temu możliwość korzystania z okazji, które się trafiają, to najważniejsze rzeczy w tak długiej podróży. Ścisły plan wiąże się z kosztami. Wybraliśmy więc spontaniczność.
AR: Warto też rozmawiać z miejscowymi. Oni najlepiej wiedzą, gdzie tanio spać czy zjeść, bo przecież też przyjeżdżają do popularnych turystycznie miejsc, ale zatrzymują się często gdzie indziej niż zwykli turyści. W ten sposób można wiele zaoszczędzić.

 

PM: W pewnym momencie poczuliście, że tak naprawdę nie musicie realizować planu, który sobie założyliście. Kiedy dokładnie to nastąpiło?
AB: Jadąc przez Azję Południowo-Wschodnią, mieliśmy poczucie, że podróż nie daje nam tak dużo satysfakcji, jak byśmy chcieli. W pewien sposób wpadliśmy w schemat jazdy od miejsca A do miejsca B. Oczywiście były to miejsca ładne i ciekawe, ale czuliśmy, że nie o to nam chodzi. Zatrzymaliśmy się więc na miesiąc na wyspie Phuket w Tajlandii i stwierdziliśmy, że dalej nie jedziemy, dopóki czegoś nie wymyślimy. Po tym miesiącu postanowiliśmy, że jedziemy w stronę Australii i tam coś zmienimy w naszej podróży. To był chyba taki przełomowy moment. W Australii stwierdziliśmy, że wrzucamy na luz, kupujemy stary samochód terenowy i jedziemy przed siebie, nie przejmując się wcześniejszymi planami. I wtedy właśnie poczuliśmy wielką satysfakcję. Poczuliśmy wolność. A także olbrzymią przestrzeń i urzekającą naturę. W tym momencie zdaliśmy sobie sprawę, co tak naprawdę przeszkadzało nam w Azji. Była to mnogość ludzi, prawdziwa ludzka dżungla. Męczył nas ciągły harmider, wrzawa, codzienne targowanie się.


Komentujesz: Kilka lat w podróży: wciąż przed siebie

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Fotogaleria: Galeria artykułu



Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie