Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do archiwum (429)

Tekst: Radosław Okieńczuk

Esencja Karaibów


Po wyjściu z samolotu ciężkie, parne powietrze przykleja się do płuc. Na twarzy oficera imigracyjnego pojawia się uśmiech. „Welcome to Trinidad and Tobago, my friend! The best of Caribbean”. Zapowiada się dobrze!

Tekst Radosław Okieńczuk


Jest wczesne popołudnie. Opuszczam lotnisko i już po minucie trafiam na... huczną imprezę. Ludzie tańczą, piją rum z colą i sączą zimne piwo. Wystrojone Tobagijki podrygują w rytm muzyki, rozmawiają przez telefon, stroją się, malują i układają sobie włosy. To moje pierwsze spotkanie z wyspą. Zmęczony podróżą opuszczam rozbawione towarzystwo. Zatrzymuję się w okolicy Crown Point, najbardziej popularnej części Tobago, oddalonej o krótki spacer od lotniska.


Prawdziwe oblicze Tobago
Każdego dnia wyspa odkrywa przede mną coś nowego. Jej mieszkańcy posługują się niezrozumiałą dla mnie odmianą języka angielskiego. Teoretycznie brzmi to jak angielski i czasem nawet udaje mi się coś zrozumieć, choć wymaga to obustronnej cierpliwości. Jednak z czasem przyzwyczajam się, dzięki czemu rozmowy stają się żywsze.

Jadę na punkt widokowy nad zatoką Man O War Bay, a potem zamierzam popływać w rozgrzanych wodach Pirate’s Bay. Dzieci idą do szkoły, ludzie przygotowują się do pracy, mieszkańcy sprawiają wrażenie zadowolonych.

W Charlotteville rybacy przygotowują się do połowów. Słucham niewiarygodnych historii o rybach ważących kilkaset kilogramów – dowodem na prawdziwość opowieści mają być liczne blizny i niezagojone rany. Technika połowu jest prosta: używa się tu linki i haka, a za wędkę służą dwie bambusowe łodygi po obu stronach łodzi. Z uwagi na przybrzeżne fale i pływy łodzie zacumowane są kilkadziesiąt metrów od brzegu. O świcie jeden z rybaków chwyta starą deskę windsurfingową, klęka na niej i wiosłując rękami, płynie do pierwszej łodzi, którą wraca na brzeg.


Błądząc po wyspie
Losowo obieram kolejny cel – Roxborough. Trafiam akurat na uliczną paradę. Obserwuję bawiących się ludzi i czekam na przypadkowy transport, aby przejechać przez Tobago Main Ridge Forest Reserve. Przez rezerwat przewozi mnie wyluzowany człowiek popijający ciemnego stouta. Jedziemy 5 km/h, omijając wielkie dziury na drodze. Leniwie gawędzę z kierowcą. Na Tobago łatwo znaleźć bratnią duszę – myślę sobie, podziwiając gęstą dżunglę.

Zmieniają się krajobrazy i kierowcy, którzy podrzucają mnie, zagubionego autostopowicza. Tym razem jadę z Portugalczykiem, który urodził się na Azorach, wychował w Mozambiku, mieszka w Nowym Jorku, a obecnie kręci film na Tobago, dlatego też ma czas, aby – tak jak ja – błądzić po rozmaitych zakątkach wyspy.


Komentujesz: Esencja Karaibów

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Tagi: ameryka, karaiby, trynidad, tobago


Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie