Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj

» Wyszukiwanie zaawansowane



Szukaj


Szukaj

Szukaj

Nie masz pomysłu na wczasy?


« Powrót do archiwum (429)

Weekend z widokiem na góry


A po co wy, turysty, chodzicie w te góry? Przecie wszyćko piknie widać z dołu. Mordować się nie trzeba, a i moc atrakcji większa, rozejrzyjta się ino wkoło – radzą górale. Posłuchajmy ich


 

TEKST.:: SEBASTIAN DURBACZ

 

Skoro pod Giewontem ustawiają się wielogodzinne kolejki marzące o tym, aby wejść na ten „najtrudniejszy z trudnych” polskich szczytów, a na łańcuchach Orlej Perci (od niedawna obowiązuje ruch jednostronny) robią się zatory pomiędzy napływającymi z różnych stron wycieczkami kolonistów, oddziałem szybko maszerujących zakonnic i niedzielnymi turystami w japonkach – czy nie lepiej odpuścić sobie i nie pchać się w góry? Wiem, że to świętokradcza teza, ale naprawdę weekend z widokiem na góry jest o wiele przyjemniejszy, ciekawszy i mniej męczący niż weekend w górach. Zostańmy w Zakopanem!

Przez lata Zakopane zmieniało wielokrotnie swój charakter, od leniwej wioski góralskiej i centrum wydobycia rudy żelaza, aż po uzdrowisko dla chorych na gruźlicę, letnisko dla mieszczan i inteligencji, by w końcu aspirować do nowoczesnego kurortu. Warto rozpocząć spacer od odkrywania, jak bardzo miasto ulegało przeobrażaniu i co uchowało się w nim jeszcze z dawnych dni.



W stronę Krupówek


Zacznijmy, jak większość turystów, od dworca. Idziemy ulicą Kościuszki, ku Krupówkom. Po prawej stronie reprezentacyjna bryła willi Stamary, przemianowanej na Grand Hotel. Został zbudowany w 1905 roku na życzenie śpiewaczki operowej Marii Budziszewskiej, zaprojektowany przez Eugeniusza Wesołowskiego w czystym stylu zakopiańskim. Ten sam architekt nakreślił również plany kina Sokół czynnego do tej pory. Naprzeciwko hotelu wśród drzew stoi Kossakówka, drewniana pracownia Wojciecha Kossaka, sławnego malarza, ojca Jerzego Kossaka, Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej oraz Magdaleny Samozwaniec. Nieco dalej, po lewej stronie, otwiera się rozległa miejska łąka. To Rówień Krupowa, od 2001 roku wpisana do rejestru zabytków. Najlepiej przyjechać tu na wiosnę, kiedy kwitną dywany krokusów. Nad łąką symbol Zakopanego – masyw Giewontu przypominający śpiącego rycerza z rękami i tarczą na piersi. Jedna z legend mówi, że w grocie pod górą czeka uśpione wojsko. Rycerze mają wstać i ruszyć do boju, gdy przyjdą złe czasy
dla kraju. Jak opisywał ten widok Kornel Makuszyński: „z lewej Giewont, z prawej Gubałówka, a w środku – deszcz...”. Muzeum pisarza mieści się w domu, który zamieszkiwał z rodziną, w willi
Opolanka.



Droga Grzeszników


Główną ulicą Zakopanego są Krupówki. Ich rozwój i popularność zawdzięczamy Galicyjskiemu Towarzystwu Tatrzańskiemu (TT) założonemu w 1873 roku, a w 1874 roku przekształconemu w Towarzystwo Tatrzańskie z siedzibą w Dworze Tatrzańskim usytuowanym przy Krupówkach pod nr 12. Przez lata TT było jedynym włodarzem Zakopanego i dbało o podnoszeniem poziomu cywilizacyjnego miasta. W latach 80. XIX wieku ulica ciągnęła się od ulicy Kościeliskiej, u której zbiegu wybudowano kamienny kościół oraz najstarszy w mieście Hotel pod Gewontem (obecnie mieści się
tu restauracja Gazdowo Kuźnia), aż do Drogi do Kuźnic, gdzie działały liczne huty. Ten często uczęszczany szlak szybko stał się najbardziej popularnym miejscem i wyznaczył centrum handlowe miasta. Nazwany przekornie Drogą Grzeszników, od górników i robotników wracających z hut, którzy po zabawach w karczmie żyda Singera znajdowali ukojenie ducha w kościelnym konfesjonale, a pokutę w postaci rózg wymierzanych kijem na plebanii przez księdza Józefa Stolarczyka – pierwszego proboszcza Zakopanego. Podjął się on trudnej misji wychowawczej i napominał górali między innymi, aby nie kładli się na babę jeszcze przed ślubem oraz nie niszczyli tabliczek oznaczających szlaki w górach. W tym drugim przypadku kazał do oznaczeń przybić wizerunki Matki Boskiej i co niedzielę grzmiał z ambony, że temu, kto ukradnie tabliczkę, za przyczyną Matki Boskiej... straci rękę (oczywiście w znacznie bardziej dosadnych słowach). No i podziałało. A córka wspomnianego wyżej Singera – Józefa gospodarząca karczmą po śmierci ojca stanowiła pierwowzór postaci Racheli z „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego.



Targowisko próżności


Dziś Krupówki oferują całe „dobrodziejstwo" popularnego kurortu. Sklepy, restauracje, butiki, punkty usługowe, uliczni sprzedawcy, grajkowie, artyści i naciągacze oraz plastikowa oprawa krzycząca mocnymi kolorami, to najczęstszy widok, jaki zostaje w pamięci. Sam deptak stał się targowiskiem próżności, idealnym miejscem na lans. Nierzadko można zobaczyć człowieka w nowiutkim kombinezonie narciarskim i butach za grube tysiące, niosącego na ramieniu narty albo „wspinacza” z fabrycznie nowymi rakami i czekanem. Z takich przyjezdnych żartował Józef Krzeptowski, jeden
z najsłynniejszych przewodników i ratowników tatrzańskich, pokazując im szczyt Gerlacha z Gubałówki. Na uwagę młodszego przewodnika, że tego szczytu nijak nie można stąd zobaczyć, odpowiedział: „Cichoj, głuptoku, panowie płacom dobre dutki, to musom Gerlach uwidzieć”.

Dziś na Krupówkach nie spotkamy już poczciwych babinek handlujących samodzielnie zrobionymi oscypkami ani nieco szalonego rzeźbiarza, który jeszcze przed kilkunastoma laty wycinał
świątki i mówił do siebie. Taką rzeźbę można było kupić wtedy za parę złotych, za paczkę papierosów lub coś do jedzenia. Ostał się tylko pchli targ na placu Niepodległości, gdzie można nabyć trochę
osobliwych pamiątek wychodzących poza drewnianą ciupagę z niedbale odlanymi parzenicami. Nawet miś, który od 1957 roku stał przez 30 lat na skrzyżowaniu Krupówek i ulicy Piłsudskiego, stracił ostatnio swoją formę na rzecz wielu spragnionych zysku imitatorów. Pan Czesław Gąsienica, syn najstarszego niedźwiedzia, pozującego do zdjęć z Giewontem w tle, przejął rodzinny interes, ale teraz kostium z owczej skóry umocowany jest na drutach, a on sam nie chodzi już w nim, lecz fotografuje turystów jedynie z kukłą misia i psem.



Coś na ząb


Dobrze zjeść za to można wszędzie, bo lokale konkurują ze sobą o klienta. Będąc w Zakopanem, koniecznie należy skosztować dań regionalnych, które choć proste i mało wykwintne, są bardzo smaczne i obficie podawane. I tak góralskie pierogi z grubymi skwarkami, pieczony oscypek z żurawiną, kwaśnica na żeberkach, moskole, kluski hałuski, prażucha z boczkiem, bundz, żentyca, pieczony udziec barani czy pstrąg w ziołach z dodatkami na pewno poruszą nie jedno podniebienie. Większość lokali aranżowana jest na stare karczmy góralskie z dużą ilością drewna i ludowym wystrojem wnętrza. Najpopularniejsze z nich, to Czarny Staw na samym dole Krupówek vis à vis kościoła oraz Stek Chałupa wśrod kowej części Krupówek. Do klasyki gatunku należy zaliczyć restaurację Kolorową mieszczącą się obok wszędobylskiego McDonald’sa (Krupówki 26) oraz kawiarnię Europejską na Krupówkach 37, w której co prawda nie zjemy, ale za to napijemy się i przednio zabawimy, słuchając plotek i opowieści z gór. Obok Kolorowej pod numerem 24 znajdziemy kawiarnię Szarotka, znaną dobrze bywalcom Zakopanego jako Dziurka. Po wojnie spotykali się
tu znani mieszkańcy Zakopanego w tym wielu literatów. Do 1999 roku na słodycze chadzano wyłącznie do kultowego zakopiańskiego Cocktail Baru (Krupówki 40). Można tam było zjeść pyszne rurki z kremem, ciastka (w tym kultowe rożki orzechowe), torty, galaretki i sałatki owocowe, no i przede wszystkim lody w wielu wersjach oraz
smakach, z nieśmiertelną Ambrozją na czele. Niestety lokal został sprzedany, a na miejscu jednego Cocktail Baru pojawiły się trzy, rozrzucone po różnych częściach miasta. Najbardziej widoczny znajduje się w budynku hotelu Morskie Oko, w centralnej części Krupówek. Miłośnicy oryginalnego smaku i receptury muszą się jednak udać wyżej, ulicą Zamojskiego, ponieważ tam właśnie ulokowali się spadkobiercy tradycji pierwszego Cocktail Baru.



Ród Witkiewiczów


Znaczna część malowniczych dziejów Zakopanego utrwalona jest w architekturze. Duży wpływ na nią wywarł Stanisław Witkiewicz – malarz, architekt, pisarz i twórca stylu zakopiańskiego. Witkiewicz czerpał z ludowego budownictwa góralskiego, rozwijając elementy artystyczne i łącząc dostojność bryły ze strzelistością. Pierwszym budynkiem w tym stylu była willa Koliba wybudowana w latach 1892–93 przy ulicy Kościeliskiej 18. Obecnie mieści się w niej Muzeum Stylu Zakopiańskiego im. Stanisława Witkiewicza. Drugim – willa Pepita, przechrzczona później na Ładę, która niestety spłonęła. W myśl tych samych zasad Witkiewicz zaprojektował kameralną Kaplicę Najświętszego Serca Jezusa w Jaszczurówce, obowiązkowy punkt na trasie okolicznych wędrówek.

Wiele sławnych osób odwiedzających Zakopane wiązało swoje losy z zakopiańskimi willami. Willa Harenda stała się domem poety Jana Kasprowicza (dziś jest tu jego muzeum). W Lutni mieszkał i tworzył Mieczysław Karłowicz, skąd też wyruszył na swoją ostatnią narciarską wyprawę u stóp Małego Kościelca. Krzysztof Kamil Baczyński spędził dwa ostatnie lata przed wojną w willi Bajka. W innym projekcie Witkiewicza – Konstantynówce – bywali Józef Piłsudski, Witkacy, Stefan Żeromski, a Tymon Niesiołowski miał tu pracownię malarską. W latach 1882–1884 wybudowano willę Modrzejów dla najsłynniejszej ówcześnie polskiej aktorki Heleny
Modrzejewskiej. W willi Ślimak postawionej przez Jędrzeja Ślimaka odbyły się chrzciny syna Stanisława Witkiewicza – małego Stanisława Ignacego, którego rodzicami chrzestnymi byli Helena Modrzejewska oraz Jan Krzeptowski Sabała, naczelny bajarz Podhala i muzykant o zbójnickim życiorysie. Witkacy największą popularność zdobył jako portrecista. Był również twórcą Teatru Formistycznego, w którym wystawiał swoje dramaty. Tropiąc losy tego niespokojnego ducha, warto zajrzeć do teatru jego imienia przy ulicy Chramcówki 15, który powstał z pasji krakowskich aktorów i reżyserów.



Na Pęksowym Brzyzku


Takich opowieści, anegdot i legend o Zakopanem i jego mieszkańcach jest mnóstwo. Nie wspomnieliśmy o wielu osobach, które stworzyły tutejszy kalejdoskop ludzkich losów. Jak choćby o „Orle Tatr” – Klimku Bachledzie, najsłynniejszym przewodniku tatrzańskim, cieśli i budowniczym wielu willi zakopiańskich czy Kubie Gąsienicy-Kloryku, pierwszym listonoszu, który nie potrafiąc czytać ani pisać, dostarczał listy Tytusowi Chałubińskiemu do Pięciu Stawów, idąc boso przez Zawrat. Czy o Stanisławie Marusarzu, „polskim królu nart”, wicemistrzu świata w skokach narciarskich z 1936 roku i kurierze Armii Krajowej, który oddał około 10 tysięcy skoków, a w powietrzu przeleciał ponad 700 kilometrów, podobno skacząc nawet z wagonika kolejki na Kasprowy Wierch. Wszystkich ich połączyła miłość do Zakopanego i wszyscy znaleźli tu swoje honorowe miejsce. Najbardziej zasłużeni leżą w cichych alejkach na Pęksowym Brzyzku otoczeni nieśmiertelną chwałą, ze smrekami i wiekowymi modrzewiami nad głową, które nucą im góralskie kołysanki. ■


Komentujesz: Weekend z widokiem na góry

Wpisz komentarz

Zamknij to okno
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze

Wasza ocena:


Wyślij link do znajomego!

Zamknij to okno
Prześlij poniższy link do znajomego najwygodniejszą dla Ciebie formą :


Wasze komentarze

Skomentuj artykuł


    Jeszcze nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Zgłoś nadużycie